Szukaj na tym blogu

środa, 22 lipca 2009

Suplement do tekstu Adama Mazura z książki "Kocham fotografię"

Ukazała się książka Terminatora fotografii polskiej - Adama Mazura pt. "Kocham fotografię". Pozycja zaczynała się atakiem na wystawę "Wokół dekady. Fotografia polska lat 90." (2002) i na mnie osobiście. Jako wytrawny manipulator autor nie zaznacza, że odpowiedziałem mu tekstem, który można przeczytać poniżej. Jeśli Adam nie napisze innej historii fotografii polskiej lat 90., a do tej pory nie podjął takiej próby, moje słowa i określenia są w dalszym ciągu aktualne. Drogi Czytelniku, sięgnij po mój tekst dopiero do wnikliwej lekturze tekstu Adama Mazura i wyciągnij wnioski. Nie zawsze rację mają ci, którzy krzyczą.


Krzysztof Jurecki
Z motyką na dekadę. Ignorant czy niezręczny manipulator?

Polemiki pisane w dobrej wierze, np. interpretacje czy wyjaśnienia jakiegoś zjawiska są pożyteczne, ba nawet ożywcze, świadczące o żywotności konkretnej dziedziny. Natomiast, gdy głównym i w tym przypadku jedynym wyznacznikiem polemiki stają się niezbyt kulturalny ton i napastliwość przechodząca w agresję, poparte bardzo wątpliwymi, nieuzasadnionymi merytorycznie zarzutami, to świadczy to o słabości autora polemiki w dziedzinie, w której próbuje się wypowiedzieć. Z tego typu postawami i zachowaniami mamy niestety do czynienia coraz częściej. Nie jest to chlubny przykład do naśladowania, szczególnie w przypadku osób i środowisk działających w kręgu kultury, jak „Fototapeta”, na łamach której zamieszczono tekst Adama Mazura "Śmieszna walka z wyimaginowanym światem".

Panu Mazurowi nie odpowiadam w „Fototapecie”, ponieważ w trakcie mojej polemiki z redaktorem tego pisma – Markiem Gryglem (2000 r.) nt. katalogu do wystawy Zygmunta Rytki z Muzeum Sztuki w Łodzi głos w tej sprawie chciał zabrać także sam zainteresowany, czyli Rytka. Napisał tekst, którego Grygiel nigdy nie odważył się opublikować. To skłania mnie do prowadzenia polemiki na takich łamach, gdzie obowiązują uczciwe zasady dyskusji.

Z dużym niesmakiem, właśnie ze względu na brak merytorycznego uzasadnienia zarzutów, przeczytałem próbę polemiki opublikowanej w „Fototapecie” pióra Mazura. Zastanawiałem się czy warto na nią odpowiadać, ponieważ Pan Mazur po pierwsze chce dyskutować o szczegółach mego tekstu, nie podejmując generalnych problemów, poza tym, co szczególnie istotne, wyciąga z moich tekstów niczym nieuzasadnione wnioski, świadczące o jego daleko posuniętej nadinterpretacji, stosowanej w sobie tylko wiadomym celu. Nie mówiąc o niebagatelnym fakcie, że krytyce podlegają sformułowania, których nigdy    n i e    n a p i s a ł e m! Więc jak dyskutować o czymś, co nigdy nie zaistniało, a jest jedynie projekcją myślową Mazura? Szczególnie zastanowił mnie akapit, w którym Pan Mazur napisał: „[...]autor [K. Jurecki] bowiem lubuje się w dość wątpliwych dla niewtajemniczonego czytelnika zbitkach myślowych w rodzaju ‘dialektyka awangardowa’, ‘działalność fotogeniczna, ‘mariaż neoawangardy z postmodernizmem’, ‘neoawangardowe zainteresowania’, ‘postmodernizm artystyczny” [...] etc. Wobec tego typu wyznania mam podstawy sądzić, że tym „niewtajemniczonym czytelnikiem” jest sam Mazur, tym bardziej, że swą ignorancję popiera używaniem sprzecznych argumentów i nieprzekonywujących merytorycznie zarzutów, skrzętnie ukrywając ją pod płaszczykiem agresji i jałowej retoryki. To cecha niewiele rozumiejących dyletantów albo manipulatorów.

Mimo wszystko memu adwersarzowi spróbuję wytłumaczyć pewne zjawiska fotografii lat 90. oczywiste dla osób mających jakiekolwiek pojęcie o tym zagadnieniu, a tym samym wyjaśnić niektóre moje sformułowania zawarte w analizowanym przez Pana Mazura tekście. Jeśli ktoś poważnie potraktuje nazwiska fotografów, których brak na wystawie, to stwierdzi, że Pan Mazur miesza wszystko ze wszystkim w zupełnie dowolny, arbitralny sposób. Jeśli dla Pana np. Krzysztof Miller, Jerzy Olek i Ryszard Horowitz są ważnymi postaciami na arenie fotografii polskiej, których chciałby widzieć obok Mariusza Hermanowicza czy Krzysztofa Gierałtowskiego, to może Pan zorganizować taką wystawę lub jeszcze lepiej – napisać tekst o znaczeniu ich dla lat 90. Z wielką niecierpliwością czekam na taką ekspozycję i z jeszcze większą uwagą przeczytam, co na ten temat Pan Mazur ma do powiedzenia.

Chciałbym zwrócić uwagę, że nigdzie nie napisałem, ba nawet o tym nie pomyślałem(!), co insynuuje mi Pan Mazur, że „powstanie III Rzeczypospolitej miało mniejsze konsekwencje dla polskiej fotografii niż zamachy terrorystyczne w USA [podkr. moje]”.  Nikt jeszcze nie wie jakie będzie to miało znaczenie. Napisałem natomiast, że najnowsza historia polityczna nie wpłynęła tak jak w latach 70. czy 80. w twórczy sposób na fotografię polską, a jest to zasadnicza różnica! Śmieszny jest zarzut, że nie podałem „klarownej definicji pojęć takich, jak postmodernizm, modernizm czy awangarda”. Jest o tyle śmieszny co świadczący o brakach w dziedzinie, w której próbuje Pan zabierać stanowczy głos. Wstęp do katalogu wystawy to nie podręcznik dla studentów, wyjaśniający terminologię stosowaną w historii sztuki! Ale może Pan sięgnąć np. do kilkuset wydań „Fototapety” i przytoczyć „klarowne” interpretacje tych pojęć. Ewentualnie proszę mi wskazać katalogi dotyczące fotografii lat 90. z „klarownymi” interpretacjami tych zjawisk. Zresztą uważny czytelnik w drugim moim tekście z katalogu "Wokół dekady" bez trudu znajdzie także interpretacje postmodernizmu i jedno z trafniejszych określeń na ten temat Romana Kubickiego (s. 32 przyp. 5). Do problemu pisania i definiowania wrócę jeszcze przy końcu tego tekstu.

Dalsza część rozważań Pana Mazura jest tak nużąca, że nawet nie próbuję zgłębić przenikliwych myśli autora na temat fotografii z Suwałk czy szkoły jeleniogórskiej. Szkoda, że nie próbuje Pan zrozumieć skomplikowanych relacji między modernizmem (przyjmuję interpretację Grzegorza Dziamskiego i Stefana Morawskiego) a postmodernizmem (przyjmuję interpretację Dziamskiego i Adama Soboty).

Nie używam postmodernizmu jako „wygodnego wytrycha” (określenie Pana Mazura), wolę własny klucz (por.: K.Jurecki, "Jaka droga"?, w:"Odkrywanie sztuki. Materiały z sympozjum", Galeria Biała, s.nlb, b.d. [1995]).  Jeśli chodzi o postmodernizm, to w dalszym ciągu jestem bliższy modernizmowi i sztuce w klasycznym znaczeniu niż twórczości postmodernistycznej. Ale nie znaczy to, że nie można korzystać z filozoficznej refleksji postmodernizmu, czy nawet przyjąć inny, ponowoczesny punkt obserwacji.

W dalszej części swej wypowiedzi Pan Mazur przypisuje mi sformułowania, których nigdy nie użyłem. Cytat: „Innymi słowy ich zainteresowania ‘postmodernizmem w postaci tzw. sztuki krytycznej’ są zbyt ‘krytyczne’ i nie wystarczająco ‘artystyczne’ by stać się sztuką, i dlatego są niczym więcej jak manipulacją”.Właśnie taki zabieg, jakim Pan wielokrotnie się posłużył, nazywa sięmanipulacją!  Takiego mojego stanowczego stwierdzenia nikt nie znajdzie, ale zapewne Pan Mazur lepiej wie, co miałem na myśli. Mało tego, podkreśliłem, że cenię sztukę niektórych „artystów krytycznych” (np. Zbigniewa Libery, Jerzego Truszkowskiego czy Konrada Kuzyszyna) i zaakcentowałem rolę gdańskiej i warszawskiej ASP! Proszę mi wskazać Panie Mazur gdzie i w jakim artykule, odnośnie Krzysztofa Cichosza napisałem o jego „zbliżeniu do łódzkich postmodernistów” – czyni Pan błąd merytoryczny i dodatkowo insynuuje, że jest to moja interpretacja. To świadczy, że terminy modernizm i postmodernizm są dla Pana równoznaczne, stosowane zamiennie. Dla mnie jednak nie!

Powinien Pan wiedzieć, gdyż na podstawie Pana wypowiedzi sądzę, że Pan o tym nie wie, iż w historii fotografii i to nie tylko polskiej, cenione są i były „wartości fotograficzne”. Nie przejąłem ich ze ZPAFu, z którym niewiele w życiu miałem wspólnego (to kolejna pańska manipulacja, tym razem na jeszcze niższym poziomie),ale z kilku światowych historii fotografii: Beaumonta Newhalla, Michela Frizota i Naomi Rosenblum. Naprawdę ręczę Panu, że takie istnieją. Na „wartościach fotograficznych”, które można by określić także „fotogenicznymi” opiera się historia fotografii, także lat 90. (np. Bogdan Konopka, Andrzej J. Lech, Ewa Andrzejewska). Ale może Pan napisać inną, ma Pan do tego prawo.

Jeśli nie podoba się Panu mój pogląd na feminizm naiwny, nic na to nie poradę! Jak Pan wytłumaczy wycofanie się nie tylko z polskiego feminizmu Natalii LL? Proszę zajrzeć do poznańskiego pisma feministycznego „Artmix” i zobaczyć, ile jest w nim przywołanych przeze mnie nazwisk. Na temat naiwności sądu Izabeli Kowalczyk odsyłam do dyskusji i bardzo przekonywującej wypowiedzi na ten temat Janusza Marciniaka z „Gazety Malarzy i Poetów”, 2001, nr 2/3. Nie neguję feminizmu, lecz uważam, że feministki mogą w autentyczny sposób starać się pomagać kobietom, a nie przede wszystkim walczyć z pojęciem fallusa, jak czyni to np. Dorota Nieznalska. Nic na to nie poradzę, że poszukuję autentycznych stanów egzystencjalnych i głębokich stanów duchowych także u feministek, mam do tego prawo. A czego Pan poszukuje?

Pan Mazur pisze także o wyeliminowaniu „z wystawy całego środowiska fotoreporterów, które w dekadzie lat 1990-tych przeżyło niesamowity rozkwit”. Jakim prawem zarzuca mi Pan wyeliminowanie? Trudno mówić o wyeliminowaniu kogoś, kto w koncepcji wystawy w ogóle nie był brany pod uwagę. Jest to z Pana strony kolejne nadużycie! Proszę przy okazji napisać o rozwoju reportażu w latach 90., szczególnie o jego rozkwicie. Ja dalej twierdzę, że był on słaby jako dokument, poza dokonaniami Tomasza Kiznego.

Pana kolejne zdanie: „Zainstalowanie na szczycie hierarchii tejże ‘fotografii artystycznej’ przypomina próby reaktywowania systemu wartości charakterystycznego dla zamierzchłych czasów świetności Związku Polskich Artystów Fotografików....” jest kolejnym nadużyciem. Proszę wskazać w moim tekście takie zdanie, w którym w swej hierarchii umieszczam na szczycie „fotografię artystyczną”. Mógłbym po raz kolejny wykazać Panu jego ignorancję odsyłając do innych mych tekstów na ten temat, ale wiem, że do tego typu wypowiedzi wiedza nie jest potrzebna. Przy okazji wspomnę, że od czasów studiów nie używam terminu „fotografika” w znaczeniu fotografii artystycznej, tak jak Pan. Mógłbym Panu udowodnić niewłaściwe, właśnie ZPAF-owskie, posługiwanie się nim, ale szkoda czasu.

Oczywiście istnieją dwa obiegi fotografii polskiej. Dlatego Katarzyna Kozyra, Grzegorz Klaman, Libera i wielu innych nigdy nie wystawiali w Małej Galerii, Galerii FF czy Galerii Pustej. Nikomu też nie wmawiam (to następna manipulacja), że ich twórczość postmodernistyczna była wtórna i nieistotna. Po raz kolejny proszę o zacytowanie takiego zdania. Pisałem zaś, nie tylko zresztą ja, o bulwersowaniu i rezygnacji z jakości, a w konsekwencji z wartości fotograficznych. I dalej tak twierdzę.

Chciałbym Panu zwrócić także uwagę, że przy jakiejkolwiek próbie polemiki dobrze jest znać dane zagadnienie i umieć czytać i interpretować teksty na ten temat. Zresztą słowa te kieruję również do redakcji „Fototapety”, która powinna dbać o odpowiedni poziom polemik. Od recenzenta danej pracy należy wymagać dużej wiedzy, ba nawet większej lub zbliżonej do piszącego te słowa. Przykro mi, że polemika z Panem Mazurem musiała ograniczyć się jedynie do podkreślenia jego ignorancji i licznych nadużyć, a także niestety – miałkich manipulacji, które sam z takim zapałem wielokrotnie mi zarzucał.

Oczywiście moja „prywatna” historia fotografii dotycząca lat 90. może redakcji „Fototapety” nie odpowiadać, ale ona istnieje, została przemyślana i napisana już w 1998 r., co zresztą zaznaczyłem w przypisie swego tekstu. Tak więc Pan Mazur zostanie w moich myślach (i wiem, że nie tylko moich) dość niezręcznym   m a n i p u l a t o r e m  i niestety ignorantem w sprawach fotografii lat 90. Z wielką niecierpliwością będę oczekiwał, kiedy przedstawi własną historię fotografii lat 90. w formie np. eseju, inną od mojej, z nazwiskami, o które się upominał, klarownymi definicjami i oczywiście podkreśleniem znaczenia warszawskiego fotoreportażu.

W jedynej chyba własnej interpretacji nt. fotografii lat 90. w ostatnich wersach swego paszkwilu (jeśli wiedział Pan, co chciał wyrazić, gdyż sformułowana myśl jest dość pokrętna), napisał Pan: „Zmiana [w latach 90. – przyp. K.J.]  jest zasadnicza i polega na zniesieniu podziałów na fotografię artystyczną (do niedawna zwaną ‘fotografiką’) i całą resztę, o której nie warto wspominać”.  Drogi Panie Mazur – kto do niedawna nazywał fotografię artystyczną fotografiką? Ma Pan dość anachroniczny aparat pojęciowy, gdyż tego terminu używali bardzo dawno temu m.in. Jan Bułhak i Edward Hartwig (album Fotografika) oraz ze względu na określoną tradycję używa jej ZPAF. Poza tym myli się Pan w kwestii znacznie ważniejszej. Ten podział między tradycją fotografii artystycznej a sztuką nowoczesną został zniesiony, choć nie we wszystkich oczywiście środowiskach i nie w latach 90. a dużo wcześniej – między 1968 a 1971 rokiem.

Czy redakcja „Fototapety” nie ma kontaktu z bardziej wyrafinowanymi „krytykami”, którzy mogliby określić mnie np. mianem „kogoś bez kompetencji”, kto pisze tylko „farmazony”? Wiemy doskonale, że tacy istnieją i niewykluczone, że wkrótce zabiorą swój głos w obronie „odważnego” tekstu Pana Mazura.

p.s.
Mój tekst z maja 2002 roku, proponowany do opublikowania w „Formacie” i „Gazecie Malarzy i Poetów”, nie proponowany „Fototapecie”. Zamieszczony w „Kwartalniku Fotografia” 2003, nr 13, ss. 116-117 oraz potem za moją zgodą na portalu kanadyjskim zeta-media.com, wydawcy "Fototapety", gdzie znajduje się atak Adama Mazura. Należy dodać, że Grygiel nie miał odwagi zamieścić mego tekstu wraz z atakiem mego polemisty. Jak to określić? Może innym razem podejmę się tego zadania.

poniedziałek, 13 lipca 2009

Dwie koncepcje kina - Ługin "Wyspa" i Żuławski "Wojna polsko-ruska"



Niedawno, bo 2 lipca byłem w Toruniu na pokazie filmu "Wojna polska-ruska" oraz na dyskusji z jego reżyserem Xawerym Żuławskim prowadzonej przez Tomasza Raczka. Publiczności chyba się ten obraz, okraszony, chyba niepotrzebnie, nawiązaniami do "Kill Billa" czy "Zaginionej autostrady", poodbał. Jest to film o prymitywnych ludziach - blokersach (przepraszam za to określenie, gdyż każdy może się teoretycznie zmienić w sensie rozwoju kulturowego) i ich niskich pobudkach, czyli alkoholu i narkotykach. Do kogo jest adresowany? Chyba nie do blokersów? Film był sztuczny i nieautentyczny, mimo, że chciał pokazać "real life". Nawiasem mówiąc uczynił to znacznie lepiej Michał Brzeziński w filmie "Modern post mortem" - polecam dokumentalne ujęcia z Łodzi z autentycznymi blokersami. Film Żuławskiego nie był też dobrze zagrany, najlepiej prezentowały się zdjęcia i montaż. Powstał film ROZRYWKOWY, nie ARTYSTYCZNY i na tym polega jego słabość. Rozrywka jest w kabarecie i cyrku (kiedyś), a jeśli kino spełnia głownie taki postulat sytuuje się nisko w systemie kultury, ale przypominam, że "Batman" z Jackiem Nicholsonem był rzadkim przykładem kina pop o wysokich dystynkacjach artystycznych.

Także kilka dni temu z wielkim przejęciem obejrzałem film rosyjski "Wyspa" ("Ostrov") Pawła Ługina, który kontynuuje linię Andrieja Tarkowskiego. Utwór pokazuje wybór drogi życiowej przez mnicha, który czuje się odpoweidzialny za dokonane przez siebie (w jego mniemaniu) morderstwo popełnione pod przymusem Niemców w czasie II wojny. Jednak ofiara na szczęście przeżyła! Zrealizowany w pięknych plenerach utwór filmowy pokazuje siłę modlitwy oraz przemianę mnicha i niektórych ludzi z jego otoczenia. Świetna gra kilku aktorów oraz niezwykle subtelne operowanie napięciem scenicznym, aż do ostatniego kadru, czyni z niego utwór wybitny! Jakże proste i metaficzyczne może być kino. To zupełnie przeciwstawna koncepcja do filmu Żuławskiego. Polecam oczywiście Ługina.

Translate