Szukaj na tym blogu

wtorek, 27 sierpnia 2013

Katarzyna Łata-Wrona. Od portretu do aktu (Muzeum Historii Katowic, 2012)

Autorka jest jedną z najbardziej aktywnych ZPAF-owców. Od kilku lat skutecznie animuje środowisko śląskie. Jest szefem okręgu i od wielu lat jurorem Cyberfoto w Częstochowie. W 2012 miała miejsce jej wystawa w Katowicach, której efektem jest bardzo ładny katalog. Jego zawartością chciałbym się podzielić. Przynajmniej niektórymi pracami, które odwołują się do różnych stylistyk. Najciekawsze są dla mnie czarno-białe autoportrety i akty.

Patrzenie czy przejście przez szybę posiada tradycję romantyzmu literackiego, później skutecznie adoptowaną do sztuk wizualnych, m.in. przez Stanisława Wyspiańskiego (rysunek, grafika) a potem Aleksandra Krzywobłockiego (fotografia). W pracy Katarzyny Łaty-Wrony pojawia się zdziwienie oraz ograniczenie poprzez geometrię.
Żart? Zabawa? Tak, oczywiście, ale również bardziej inscenizacyjny i reklamowy charakter. To zdjęcie jakby z reklamy.

Praca bardziej symboliczna? Chyba tak, w nawiązaniu do wielu tego typu realizacji, rozpoczętych przez Meksykanina Davida Alfaro Siqueirosa. Ważne jest tu neutralne szare tło i symetria. Dla mnie to najlepsza realizacja z tej serii.


Ta jest bardziej kobieca i niematerialna. Istotny jest gest dłoni, jak w zamyśleniu czy marzeniu o czymś? Bardzo ciekawe jest tu użycie form płaskich, jak zniekształcony krzyż i perspektywicznych budynek sfotografowany po linii diagonalnej. W centrum twarz, celowo ukryta. W rezultacie mamy ciekawy przykład montażu. 


Ale praca budzi moje wątpliwości  gdyż temat potraktowany został w sposób szablonowy. Jedna warstwa nie łączy się z drugą. Może efekt byłby inny gdyby twarz była zdecydowanie mocniejsza i dominowała nad "kartą do gry". Stosowanie zasad graficznych, polegających na łączeniu różnych form nie zawsze sprawdza się na gruncie fotografii.

Pomalowanie twarzy oraz dziwny stan emocjonalny nie stworzyły ciekawej pracy, gdyby nie gest prawej reki, gdyby nie wynikający z tradycji malarstwa poza i gdyby nie.... pomalowana dłoń. Ona stanowi dla mnie bardzo istotny, jeśli nie zasadniczy "element gry" w tej ciekawej pracy. 

Złapać i ujarzmić swą twarz, a właściwie tożsamość.. . Ile mamy masek? To podstawowe dziś pytanie w sztukach wizualnych jako jeden z pierwszych zgłębiał oczywiście Witkacy. Ale sama zabawa już dziś nie wystarczy, potrzeba znacznie więcej.  Zresztą, u Witkacego zabawa była tylko formą maski wobec bardzo skomplikowanych problemów egzystencjalnych  z jakimi się on w autentyczny sposób zmagał. 

Jest to oczywiście tradycyjna forma portretu, w którym pięknie "grają" linie stworzone przez włosy. Proszę zwrócić także uwagę na niezmiernie ważne detale - rzęsy, czubek nosa, zarys ust. Kompozycyjnie ta praca jest bez zarzutu.

Zaproszenie na inną wystawę, maj, 2013

Translate