Szukaj na tym blogu

piątek, 17 marca 2017

Magdalena Samborska. Rytuały tożsamości. (galeria Tłustym Drukiem, Łódź, ul. Więckowskiego 18)

Dokumentacja z wystawy. Autor: Magdalena Samborska 

Galeria Tłustym Drukiem jest pełna fotografii i kilku (prawie) magicznych rekwizytów. Wystawa jest, według mojej oceny, na bardzo wysokim poziomie, dodatkowo jest bardzo dobrze zaaranżowana. Pięknie wpisuje się w 100-lecie awangardy, choć nieoficjalnie, bez przemów, toastów i briefingów w Teatrze Nowym. Na tym polega prawdziwie awangardowa twórczość, nota bene ekspozycja odbywa się na ul. Więckowskiego, a nieopodal jest numer 36. Ale tam obecnie w marcu 2017 roku czas zatrzymał się na celebrowaniu konceptualizmu z początku lat 70. XX wieku, zresztą z którego niewiele wynika i niewiele znaczy on obecnie, gdyż jest mało twórczy i nie ma w nim potencjału. Prace są martwe. Natomiast w fotografiach M. Samborskiej odnajdują pierwotną siłę i dziwną moc zawartą w konstruowanych przedmiotach, ale o tym jeszcze napiszę.

M. Samborska, Rytuały tożsamości, 2012,  fot. Piotr Kosiński

sobota, 11 marca 2017

Wojciech Zamecznik. Foto-graficznie (recenzja katalogu wydanego przez FAF z 2015 roku)

Szczegółowe informacje o dobrze opracowanym katalogu, wydanym w 2015 w Warszawie w wersji polsko-angielskiej,  do głośnej ekspozycji  z przełomu 2015/206 można znaleźć na stronie Fundacji Archeologii Fotografii. Kuratorkami tej głośnej ekspozycji były: Karolina Puchała-Rojek i Karolina Ziębińska-Lewandowska.

Okładka katalogu (źródło: Fundacja Archeologii Fotografii, Warszawa)


1. Projekt graficzny, układ, zwartość
Za projekt graficzny odpowiadały Anna i Magdalena Piwowar. Nie wiem czy słuszna była decyzja układu polsko-angielsko, gdyż podwójny tekst (strona po polsku i po prawej po angielsku) zwiększa znacznie objętość wydawnictwa. A chyba wystawa i publikacja przeznaczona jest głównie dla odbiorcy polskiego?  Być może można było zrobić oddzielnie wersję angielską lub na końcu katalogu zamieścić wszystkie teksty w języku angielskim, z zastosowaniem mniejszej czcionki i nawet interlinii. W samym układzie stron pozostawiono zbyt dużo światła, ale nawiązywano w ten sposób do katalogów z lat 60, podobnie jak w przypadku niewielkich zakładek, niepotrzebnie jednak uzupełnionymi małymi reprodukcjami. Nie podoba mi się umieszczanie małych zdjęć w tekstach, które stłoczone są w jednej linii. Pojawiają się także wątpliwości w stosunku do okładki, która co prawda  wykorzystuje przezroczystą folią, która ładnie "łączy" się i współgra z właściwą okładką, ale chyba można było pokazać bardziej reprezentacyjną dla Zamecznika pracę czy jej fragment. Dobrze, że w drugiej części publikacji można było zamieścić bardzo dużo reprodukcji. Z nich zarysują ewentualne, kolejne przyszłe analizy czy nawet wystawy Zamecznika. Narzucają się porównania  do twórczości, takich wybitnych twórców jak: Zdzisław Beksiński, Marek Piasecki, Henri Cartier-Bresson i Zbigniew Dłubak (Krajobrazy). W zamieszczonych w dużym katalogu tekstach można było przeprowadzić w tym kierunku analizy czy porównania.

2. Teksty
O katalogu, jako wydawnictwie naukowym i popularyzatorskim w dużej mierze, poza samymi pracami, decydują napisane teksty. Jakie ujawniają pola badawcze i przekazują nowe interpretacje? Poza wstępem, pierwszy z tekstów Karoliny Ziębińskiej-Lewandowskiej Siła widzenia jest trafnym wprowadzeniem do problematyki całości zagadnienia. Autorka przedstawia m.in.  pracę projektową  i współpracę z Oskarem Hansenem oraz potencjalne związki z Teorią widzenia Władysława Strzemińskiego lub pracami Rudolfa Arnheima czy Laszlo Moholy-Nagy'a, co jest bardzo ważne dla zrozumienia kształtowania się postawy estetyczno-artystycznej Zamecznika. Na str. 27 zreprodukowano planszę ze zdjęciami z albumu artysty z ok. 1950, które można łączyć zarówno z twórczością Dżigi Wiertowa, ale i Maxa Burchartza. (Zob. K. Jurecki, Oko (Max Burchartz, 1927 (1980), w: 111 dzieł z kolekcji Muzeum Sztuki w Łodzi, Łódź 2004). Julie Jones w artykule Oko na człowieka, oko na człowieku, czyli "organiczność" humanistycznej fotografii: Wojciech Zamecznik in context analizowała kontekst "fotografii subiektywnej", ale w zbyt ogólny sposób. Istnieją dobre opracowania tego problemu przeprowadzone przez Folkwang Museum, gdzie odbyła się słynna wystawa "Subjective Fotografie". Bilder 50-er Jahre (1984/1985) i istnieją liczne omówienia na ten temat po polsku (por. K. Jurecki, Czy istniała polska fotografia subiektywna? W: Tenże, Oblicza fotografii, Września 2009). Podobnie nawiązania do Bauhausu uczynione na zbyt ogólnym stopniu, ale kierunek analizy jest jak najbardziej prawidłowy. Bardzo ważny tekst dla zrozumienia głównej domeny artysty Marcina Lachowskiego pt. Realizm i metafora w projektach graficznych Wojciecha Zamecznika dobrze analizuje tło pracy artystycznej, ale nie sam styl i charakter twórczości. Powstają pytania o zależność i wpływ czy paralele wobec twórczości Henryka Tomaszewskiego, Jana Lenicy, czy innych twórców, jak korzystającego z fotografii Wojciecha Fangora, Waleriana Borowczyka i innych. Powstaje też pytanie, które plakaty Zamecznika i dlaczego są najbardziej istotne dzisiaj? Jaka jest w nich tradycja malarstwa abstrakcyjnego, a jaka realizmu socjalistycznego? Co przeważa? Itd. Ciekawy jest tekst K. Puchały-Rojek "Rodzinne kadry". Prywatne i podróżnicze fotografie Wojciecha Zamecznika. Można było w nim zaakcentować najbardziej udane prace, gdyż po ujawnieniu archiwum podział na to co prywatne i artystyczne uległ przynajmniej częściowemu unieważnieniu. Np. bardzo ciekawy i nowoczesny jest akt z Haliną Zamecznik (ok. 1955, s. 101). Ciekawa jest, i jakże ważna w kontekście wydawnictwa, jest rozmowa z synem - Juliuszem. Na końcu katalogu znajduje się bardzo dobrze opracowane przez Agnieszkę Szewczyk  kalendarium życia i twórczości, które pozwala na dalsze analizy, w tym do twórczości z zakresu kina animowanego (Jan Lenica), oraz zrozumienia jej bardzo ważnego kontekstu fotograficznego z zakresu artystycznego, w którym Zamecznik z amatora stawał się profesjonalnym i interesującym nas dziś artystą.

Sądzę, że w temacie zarówno fotografii, jak też plakatu, tworzonego przez artystę wiele jest jeszcze spraw niewyjaśnionych i niezinterpretowanych. Znaczenie jego pracy na pograniczu fotografii i grafiki projektowej, dzięki temu katalogowi i wystawie, znacznie wzrosło. Warto na koniec przypomnieć, że ceniła ją w latach 60. Urszula Czartoryska, która pisała o artyście, m.in. w Przygodach plastycznych fotografii (1965).

czwartek, 2 marca 2017

"Przestrzenie" w Lesznie (MBWA Leszno, 2017, finisaż 09.02.2017)

Wojciech Beszterda, obiekt ze szkła z serii Spadek, 2014

Wstęp, czyli polski asfalt
09.02.17  godziny ranne, droga S8 Łódź-Wrocław daje możliwość szybkiego pokonania monotonnej, ale bezpiecznej trasy. Przed Wrocławiem trzeba skręcić w prawo na Poznań i na początku jest dość wąska i kręta droga, aż Trzebnicy. Była zima, ale im bliżej Leszna tym mniej widziałem białego puchu. Ale był mróz, a w piątek wcześnie rano, rozpoczął się targ na ul. Nowy Rynek. Leszno jest urokliwym miastem z okazałym ratuszem, w którym na piętrze znajduje się obszerna MBWA, sprawnie zarządzana przez Marcina Kochowicza.

Wykład i ekspozycja Przestrzenie
Przyjechałem na wykład o sytuacji fotografii w XXI wieku, ale także, aby obejrzeć dużą wystawę kuratorowaną przez Sławka Skrobałę pt. Przestrzenie. Na moim wykładzie było dużo osób, co mnie zdziwiło i ucieszyło, gdyż był to czwartek i lekki mróz dawał o sobie znać. Słuchacze/widzowie przyjechali także z Poznania i okolicznych miejscowości, gdyż chcieli usłyszeć, co ciekawego mam do zakomunikowania. Byli też moi wirtualni znajomi, jak np. B.J., która okazała się sympatyczną i kompetentną osobą w sprawach najnowszej fotografii. A najnowsza sytuacja w krajobrazie fotograficznym przypomina teraz dżunglę, której często jak nigdy dotąd papugi udają tygrysy, za sprawą swych symulacyjnych, niekoniecznie cyfrowych, fotografii. Nie będę streszczał swego wystąpienia, ale pokazałem za mało zdjęć, zamieniając się tym razem w teoretyka, który poszukiwał reguł w zmiennym polu gry. Ważniejsze tym razem są refleksje po wystawie.

Przede wszystkim Wojtek Beszterda
Tytuł Przestrzenie jest pojemny, ale także zbyt nośny, bo nieograniczony ideowo. Ile mamy przestrzeni? Kilka, a może kilkanaście, jeśli myślimy o przestrzeniach psychicznych... Ale zawsze liczą się fotografie, ich przesłanie ideowo-filozoficzne, także samo wyeksponowanie. W warunkach architektury ratusza, jego ścian, widny, schodów, było to niezwykle trudne, a właściwie niemożliwe, aby stworzyć logiczny ciąg zdarzeń.. 

Istotna jest dla mnie zawsze idea i jej realizacja, świadomość i konsekwencja w zakresie przyjętej "optyki" opowiadania czy konstruowania narracji. Powiedziałem te słowa po wykładzie i powtórzę raz jeszcze. Najciekawsze prace, dojrzale i trzymające się własnej idei i bardzo nośne w formie pokazał Wojciech Beszterda. Dotyczą one jego i rekonstruowanej historii rodzinnej. Oczywiście znam jego prace od wielu lat, ale te pokazane w Lesznie, pokazały różne "pola" i możliwości,  od rzeźby,  obiektu, do klasycznej fotografii. Prace są tak konsekwentne i bardzo ciekawie wykonane, że powinny być pokazane np. Muzeum Narodowym w Gdańsku czy w Szczecinie.

Z serii Przyglądam się, 2015 [Piękna i jakże "ulotna"praca wykorzystująca lustra. Odwołuje się także, w duchowy sposób, do przesłania Staszka Wosia]

Antynomie, 2014


obiekt ze szkła z serii Spadek, 2014


Wernisaż. Widzowie oglądają prace Wojciecha Beszterdy


Zupnie inny typ fotografii "podglądającej" pokazuje Maciej Pisiuk. Były wielokrotnie wystawiane, są znane i uznane. Ale czy to jest własna wypowiedź o meandrach życia i niedoskonałości rodzaju ludzkiego czy też tylko szkicownik scenarzysty, który aranżuje dla  scenki w przyszłym filmie?.... Nie potrafię na to odpowiedzieć, a być może także nie potrafi autor tych mocnych i sugestywnych portretów, o proweniencji stylistyki Diany Arbus i świadomości dokonań Nan Goldin i fascynacji Zdzisławem Beksińskim, a może także Krzysztofem Gierałtowskim?

Pod skórą. Fotografie z Brzeskiej, 2008-2012




Sławek Skrobała musi się określić. Czy pragnie być kontestatorem wobec polityki rządu, podążając drogą rewolucjonistów z Czapki Frygijskiej, czy też  tworzyć ponadczasowe w przesłaniu kolorystyczne dyptyki. Cos za coś? Osobiście polecam drugi wybór, czyli Aberacje, które przypomniały mi także o Asymetrii, wybitnym cyklu Dłubaka, którego dobrą wystawę (i Mariana Bogusza) oglądałem kilka dni temu w Fundacji im. Stefana Gierowskiego w Warszawie.

Aberracje 1, 2016

Aberracje 2,  2016

Aberracje 3,  2016

Prace Sławomira Skrobały

Zdjęcia Krzysztofa Ślachciaka pokazują, że posiada on duży potencjał czy nawet kapitał. Czy potrafi go zużytkować? Zobaczymy. Inne są prace w kolorze, bardziej oniryczne, niż czarno-białe, w których negatyw poddany został, jak to czynił Bronisław Schlabs, a potem grupa Zero 61, różnym przetworzeniom. Ale niektóre prace czarno-białe  są zbyt zgrafizowane czy uabstrakcyjnione. Tym samym traciły kontakt z założeniem, jaki było tytułowe Mimesis.

Mara, 2016

Mara, 2016 [bardzo ciekawa praca, sugerująca nierealność]

Z cyklu Mimesis. 2015

Mara, 2016 [najciekawsza praca z tej serii, nietypowy i niematerialny w formie akt]

Marcin Sztukiewicz pokazał interaktywna realizację z dzikiem pt. Obrazy przypadkowe (2-013). Nie podobała mi się. tzn. nie odnalazłem w niej nic interesującego pod względem wykorzystania fotografii, interaktywności czy zastosowanej muzyki. Może nie było odpowiedniego skupienia? Może się mylę?


P.s. Wydano także niewielki katalog ze wstępem kuratora: Sławka Skrobały. Właśnie takich różnorodnych wystaw nam potrzeba...

Wernisaż wystawy 12.01.2017



Translate