Szukaj na tym blogu

piątek, 18 lipca 2014

Czy Fundacja Urban Forms podąża śladami Marcela Duchampa. Kilka uwag o instalacji na Starym Rynku w Łodzi

Moje zainteresowanie wzbudził tekst Matyldy Witkowskiej w "Dzienniku Łódzkim" Palety i opony na Starym Rynku za 30 tys. zł. Plac zabaw, czy instalacja artystyczna?. Na kilku zdjęciach pokazano pomalowane stare opony, stare drzwi, mnóstwo drewnianych palet, na których czasami bawią się dzieci. A chyba nie powinny ze względu na ich bezpieczeństwo.  Tzw. instalacja w duchu dada i pop-artu (opony jak w pracach Roberta Rauschenberga) pochłonęła wraz z edukacją 30 tysięcy złotych (słownie trzydzieści) z budżetu nie tylko Miasta Łodzi, ale także Ministerstwa Kultury i dziedzictwa Narodowego, które wspomaga Fundacje Urban Forms, dobrze zadomowioną w strukturze łódzkiej kultury, czytaj władzy. Od kilku lat fundacja zdobywa poprzez różnego rodzaju granty, m.in. miejskie po kilkaset tysięcy złotych rocznie. Otrzymała już więc miliony złotych. W tym roku dostała chyba rekordową ilość dofinansowań. Głównie realizuje problematyczny w sensie artystycznym program łódzkich murali, przedstawiany w mediach jako sukces międzynarodowy, dzięki któremu Łódź jest znana na całym świecie. Murale są na różnym poziomie artystycznym, ale nie tworzą jakieś wspólnej wizji twórczej. Ich wykładnia ideowa jest więcej niż ambiwalentna Są więc przypadkowym zestawem wizualnym realizowanym w bardzo odmiennych konwencjach. 

Dla porównania finansowanego. Tegoroczny Międzynarodowy Festiwal Performance Interakcje w Piotrkowie Trybunalskim z udziałem kilkunastu artystów z całego świata kosztował niewiele ponad 20 tysięcy. Co ciekawe nie otrzymał on dofinansowania z łódzkiego Urzędu Marszałkowskiego. 

A gdzie organizacje twórcze, jak: ZPAP, ZPAF, AICA, SHS, stowarzyszenie architektów, czy inne organizacje zajmujące się łódzką kulturą. Czy ich zarządy i członkowie wypowiadają się w tej kwestii. Co na to Architekt Miasta - Marek Janiak, co Plastyk Miasta...? Jedyny sensowny głos w tej sprawie zabrała na na blogu Miej Miejsce Anna N. Nawrot w tekście FESTYN, KAPITALIZM I FESTIWALOZA. JESZCZE O UF.

Instalacja na Starym Rynku w Łodzi ośmiesza realizatorów projektu z fundacji oraz każe się jeszcze raz zastanowić nad przyznawaniem publicznych pieniędzy na tego typu pomysły "artystyczne". Kto ponosi odpowiedzialność za przyznanie państwowych funduszy na tego typu kurioza, które z dziedzictwem Duchampa czy pop-artu nie mają nic wspólnego. To sprawa dla Komisji Kultury RM oraz dziennikarzy. Dobrze, że takie teksty, jak ten z "DŁ" jeszcze się ukazują.

P.S. Proszę poczytać komentarze pod tekstem z "DŁ". A my mamy kolejne murale? Pojawia kolejne pytanie, kto je będzie konserwował, jeśli są to lub będą w przyszłości zabytki? Wydano na nie już miliony złoty. Pytanie adresowane jest do władz miasta. 

czwartek, 10 lipca 2014

Bartka Jarmolińskiego Psychobiologic (ODA, Piotrków Trybunalski, czerwiec 2014)

W maju br przed wystawą w Piotrkowie oglądałem obrazy Bartka w jego domu . Była to krótka wyprawa na obrzeża miasta, do Łodzi-Andrzejowa. Artysta jest jednym z najważniejszych na łódzkiej scenie twórczej, której znaczenie w relacji do poprzednich dekad systematycznie maleje.... Niestety, tak to widzę.Ciekawe, że Łódź najwięcej znaczyła w latach 80. i trochę już mniej w 90. A teraz? Ruiny i zgliszcza w rozkopanej przestrzeni miejskiej, seansie dosłownym i metaforycznym zarazem. 

Bartek pragnie być malarzem przekraczającym granice klasycznych form i dyscyplin. Udaje mu się to! Podczas wizyty, o której wspomniałem, jego kolaże wykonane z opakaowań po lekach były jeszcze nieskończone. Nawet wyraziłem na ich temat swoje wątpliwości. Artysta chyba przyjął zasadność moich sugestii. Obecne prace bardziej mi przypadają do gustu, niż te z ludyczną zamianą płci, jakie widziałem w formie wideo i fotografii, m.in. na wystawie w CSW Łaźnia w Gdańsku. Bardzo dobrą pracę pokazywał w 2013 w Galerii Manhattan na ekspozycji Kobieta z marmuru, która była tylko artystycznym falstartem, niż ukazaniem ciekawego problemu.

Istotny jest fakt, ze artysta sprawnie porusza się po różnych dziedzinach aktywności twórczości. I jest zaskakująco ciekawym performerem. Proszę pooglądać jego Carte Blanche (2013) z Torunia. Zapis wideo można odnaleźć na You Tube w bardzo dobrej relacji Jacka Kasprzyckiego pt. Koło czasu (https://www.youtube.com/watch?v=Thwwwpocbd8#t=34), czyli festiwalu performance z CSW. Warto obejrzeć, gdyż wystąpienie miało swoją dramaturgię i spotkało się z żywą reakcją oglądających. Wiązało się zatem z ryzykiem, co jest ważnym warunkiem do powstania interesującego spektaklu parateatralnego.

Kolaże,  fot. B. Jarmoliński 

Cykl Organica, fot. B. Jarmolinski 

Cykl Organica, fot. B. Jarmolinski 

Cykl Organica, fot. B. Jarmolinski 

Cykl Organica, fot. B. Jarmolinski 

Kolaże,  fot. B. Jarmoliński 

Widok wystawy w ODA, Pioktrów Tryb.,  fot. B. Jarmoliński 

Miałem przyjemność pisać o w/w do katalogu wystawy. Oto fragment mego tekstu.

Krzysztof Jurecki
Choroba jako metafora. Queer Painting
            Twórczość w zakresie tzw. różnych mediów, jaką uprawia malarz z przekonania Bartłomiej Jarmoliński, przypomina o pop-arcie, a zwłaszcza o grającym różnymi wizerunkami, w tym własnym – Andy Warholu. Postawa pop-artu stała się w nowej, nastawionej konsumpcyjnie rzeczywistości polskiej XXI wieku, szczególnie atrakcyjna, co dodatkowo okazało się światowym znakiem czasu. Czy w sztuce polskiej XXI wieku będzie to trwała tendencja, czy też zwycięży spokrewniony z nią fotorealizm, który posiada innego typu wzorce kulturowe, przede wszystkim z zakresu malarstwa i fotografii.
            Organica, czyli zewnętrze i wnętrze
Dominantą wystawy jest dwanaście obrazów pt Organica wykonanych w podobnej konwencji, w takim samym formacie (1m x 1 m) prezentujących narcystyczne autoportrety oraz portrety młodych osób, malowane w charakterystyczny sposób za pomocą punktowania, swoistego nakłuwania ciała, na podstawie fotografii. Wizerunki w mniej lub bardziej atrakcyjnych pozach są pretekstem do ujawniania uniwersalnych przemyśleń na temat skrywanej choroby czy raczej potencjalności choroby, która może zmienić się w widmo śmierci. Malowane płasko obrazy, w fotorealistycznym stylu, przypominającym nieco malarstwo Artura Trojanowskiego zdecydowanie bardziej oparte na estetyce szablonu, sarkastyczne w wyrazie i często społeczno-polityczne, poddawane są też innemu istotnemu zabiegowi. A mianowicie na portrety nałożone zostały wyobrażenia części anatomicznych (kręgosłup) czy organów wewnętrznych, jak mózg, wątroba, nerki. Uproszczony świadomie znakowy sposób wyobrażenia, w tym zracjonalizowane punktowanie ciała, będące najnowszą wersją modernistycznego w przesłaniu montażu, ma zasugerować wewnętrzne życie organów. Jest też symptomem choroby czy jej zagrożenia. Taki sposób budowania atmosfery obrazu przypomina zdecydowanie bardziej oniryczne działania Małgorzaty Wielek-Mandreli, którą ceni Jarmoliński, a wcześniej Ryszarda Grzyba. Obrazy Jarmolińskiego mają być skrytym portretowaniem, takim, jakie istniało w twórczości semigraficznej Warhola, wyrażającym krytycyzm wobec świata, ale potem coraz bardziej jego afirmację, widoczną w coraz bardziej kolorowych zestawieniach barwnych. 

piątek, 27 czerwca 2014

Magda Hueckel, Roger Ballen, Andrzej Zając, czyli o animie afrykańskiej. Na marginesie Fotofestiwalu w Łodzi (2014)



Na Fotofestiwalu w Łodzi w tym roku wszystko odbyło się zgodnie ze staropolską zasadą "od Sasa do lasa", czyli oglądalismy bardzo przypadkowy zestaw ekspozycji, od bardzo ważnych (Ballen, Hueckel, Evgenia Arbugaeva) poprzez ciekawe/istotne (Brian Griffin, Anita Andrzejewska (tu mam wewnętrzny problem, bo może była to wystawa bardzo ważna?), Michał Chojnacki, Katarzyna Majak, Igor Omulecki (tu też mam problem z oceną, ale wynika to z innego, UA w Poznaniu), poprzez przecięte (Volker Hinz, Kuba Dąbrowski, wystawy łódzkiej filmówki, choć jedna z nich była bardzo atrakcyjna wizualnie i jeszcze jedna Tomasza Wysockiego w galerii Opus świadczyła o dużym talencie. Pokazywała wyrafinowany zestaw od prac modowych po rzeźbę), po zupełnie niepotrzebne, ulokowane gdzieś na obrzeżach miasta. Tak, aby podać w komunikatach, że było ok. 40 wystaw, jakby to miało jakieś znacznie. 

Zdjęcia o bardzo różnym stylu i charakterze (np. z pracowni Konrada Kuzyszyna UA w Poznaniu z wyrafinowanymi wideo) ideowo skonfrontowano np. ze zdjęciami Bolesława Augustisa z okresu międzywojennego. Tylko, że tej ostatniej ekspozycji nie towarzyszyły żadne daty i podpisów, co uczyniło tą  ekspozycję zupełnie nieczytelną. Łatwo w taki sposób organizować nawet duże festiwale. Trudniej wyznaczyć byłoby aktualny problem artystyczny i dodatkowo filozoficzny. Takim mogłoby zagadnienie np. dawnej i współczesnej "animy" połączone z pytaniem o kondycję duchową człowieka.

Nie oceniam Fotofestiwalu źle..., w porównaniu do innych festiwali fotografii w Polsce (zwłaszcza z dużym budżetem Kraków) i w Łodzi, jak Łódź Czterech Kultur 2014 Łódź Czterech Kultur 2014, której budżet miał ponad 1,5 ml złotych, nie wypada wcale źle. Ale czy coś osiągnał? Czy na tego typu masowych i rozrywkowaych impreach jest to możliwe? Nikt o tym nie rozmawia otwracie, Ale należy!  W przypadku fotografii w Łodzi jest o czym mówić i dyskutować, choć zawodów było sporo. A jeszcze więcej niewykorzystanych szans dla promocji fotografii polskiej. Przy okazji włos jeży się na głowie kiedy czytam jakie pieniądze przeznaczone były na festiwal 4 Kultur w Łodzi! Tak niestety wydaje się od lat publiczne (czytaj niczyje) pieniądze.  A jaki uzyskano efekt artystyczny!

Wracając do sceny fotografii w Łodzi, czyli Polsce. Magda Hueckel jest artystka juz wybitną, którą nalezało umiescić w programie głownym a nastepnie lansować na świecie, jako wybór polskiego fotofestiwalu, Pomimo 10-lecia pracy artystycznej jej wystawy były pokazywane wielkokrotnie za granicą, takze publikowane w waznych wydawnictwach. W 2005 roku chciałem, aby trafiły do kolekcji Muzeum Sztuki, ale się nie udało. Nie zobaczyliśmy jej prac w Warszawie na słynnej ekspozycji"Co słychać?", bo widać było bardzo niewiele i to nie tylko z zakresu fotografii.

O wybitnych już pracach oraz świetnie opracowanym albumie M. Hueckel można poczytać, w konfrontacji z inną eksploracją problemu animy, w moim tekście W poszukiwaniu afrykańskiej animy z O.pl. Przy okazji polecam uwadze zamieszczone prace Andrzeja Zająca, który jest ważnym dla mnie twórcą.

piątek, 20 czerwca 2014

Cyberfoto 2014. Prace nagrodzone / The awarded works

Przedstawiam prace nagrodzone II miejscem w konkursie w Częstochowie. Są to "proste" montaże Haliny Marduły pt. Świeckie relikwie , która jest absolwentką WSSiP w Łodzi oraz ASP we Wrocławiu. Wygrała już konkurs Cyberfoto, a więc jest osobą znaną. Na jej rozwój chyba duży wpływ miał dr hab. Piotr Komorowski, istotny dydaktyk,  których niewielu tylko potrafi "otwierać na widzenie". Jest problem z nauczaniem fotografii. Do ważnych wykładowców należy także prof. Konrad Kuzyszyn na UA w Poznaniu, co pokazała wystawa Płynność obrazu (Galeria FF w Łodzi), gdzie wyróżniłbym prace Michała Bugalskiego, ale nie tylko jego.






Halina Marduła, Świeckie relikwie

Prace Haliny Marduły posiadają dwie równoprawne wersje: czarno-białą i kolorową. Autorka nie potrafi się zdecydować na jedną z nich. Ja preferuję czarno-białą, gdyż wydaje mi się prostsza i świadomie archaiczna. Kolor nie rozbija tu mego spojrzenia, kojarzy się także z dawną tradycyjną fotografią, która właśnie istniała między czernią a bielą. Ale to nie jest najważniejsza sprawa. Istotniejsze jest, że autorka świadomie sytuuje się po stronie kultury symbolicznej, onirycznej. Szuka desygnatów dla swego dzieciństwa, w tym refleksji o domu rodzinnym. Ktoś powie: "to takie zwykle i prozaiczne". Odpowiem: "a dlaczego nie ma takim być?". Liczy się materializacja idei, która wydała się nam, czyli jury, bardzo ciekawa. Globus, statek, a zwłaszcza stos książek w formie piramidy tworzą interesujące znaczenia, za którymi skrywa się strach, nie tylko zaś nostalgia? Kilka dni temu oglądałem zapowiedź wystawy Michała Grochowiaka w Galerii Starter w Warszawie z analogicznym motywem piramidy... Ale to chyba przypadek....

III nagrodę otrzymała na konsekwentne portrety Anna Andrzejewska, która była już wyróżniona w Częstochowie. W ciągu kilku lat dokonała dużego postępu...intelektualnego, tworząc coraz bardziej skomplikowane prace.





Anna Andrzejewska, Mieszczanie w kadrze i poza nim

Jaka jest ich istota? Łączenie przeciwstaw, z których najważniejszy jest grymas zasznurowanej twarzy tak aby portrety były zagadkowe, a jednocześnie odwołujące się do klasycznych wartości malarstwa: religijnego i świeckiego portretu. Czy taka podszyta surrealizmem synteza jest możliwa? Zobaczymy. W tych fotografiach liczy się dużo: grymas twarzy, gest dłoni, ubiór, oświetlenie postaci. A jaki jest wymiar ideowy? Cierpienie; powstaje pytanie kto jest oprawcą, czyli sprawą tych sytuacji. Chyba, że przyjmiemy założenie o ich wybitnie inscenizacyjnym charakterze. Oprawcą nie musi być tylko artysta, może być nią kultura, także mieszczańska. Może być nią nawet rodzina (casus Hansa Bellmera), ale także państwo, które wykorzystuje swój aparat represji wobec niepokornych lub przypadkowych osób, które staną na drodze. Czy nie daleko odbiegłem..., myślę jeszcze o interwencji w redakcji "Wprost", która przypomniała mi o PRL-u i jego niedemokratycznych metodach ochrony "jedynie sprawiedliwego" ustroju. Przypomniała o pomiatanym przez obecny system władzy Zbigniewie Rybczyńskim. 

wtorek, 3 czerwca 2014

XVII International Contest of Digital Photocreation Cyberfoto 2014 (Regional Centre of Culture in Częstchowa, 25.04-02.06.2014). Works of Marta Dąbrowska

Pokazuję cały cykl Marty Dąbrowskiej Szablony, który zwyciężył w tegorocznym konkursie.To był chyba najważniejszy konkurs w jego 17.-letniej historii. Wystawiono wiele ciekawych prac z różnych ośrodków w Polsce. Niedługo na blogu pokażę kolejne nagrodzone i wyróżnione zdjęcia.












Pokazuję także drugi bardzo interesujący cykl Bez tytułu Marty Dąbrowskiej. Który z nich jest ciekawszy? To zależy od przyjętej estetyki i tego czego poszukujemy w sztuce? Metafory zwierzęcej ludzkości (Szablony) czy jej krytyki, w tym przede wszystkim męskości z pozycji bliskich w tym przypadku feminizmowi (Bez tytułu). Autorka, po łódzkiej ASP, dysponuje zarówno bogatym potencjałem ideowym, jak też potrafi go odpowiednio zmaterializować, przez co prace są tak zajmujące i silne w wyrazie. Ale autorce życzę przede wszystkim optymizmu, aby mogły powstać realizacje także optymistyczne, gdyż należy cieszyć się np. słońcem i.... deszczem....i śniegiem (także). Reasumując; należy cieszyć się wszystkim, co pozytywne, albo tak patrzeć na świat, choć wiem, że nie jest to łatwe. Ale na tym też polega siła sztuka i do tego może służyć.... Może nas pozytywnie przygotowywać do codziennego życia, aby było łatwiej.






poniedziałek, 19 maja 2014

Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie lekceważy publiczność

Wczoraj o godzinie 12 będąc w Warszawie pragnąłem zwiedzić MSN. Niestety  nie było otwarte w przewidywanym czasie. Po kilkunastominutowym oczekiwaniu przed zamkniętymi drzwiami w grupie kilku osób udałem się do recepcji, gdzie dowiedziałem się, że będzie otwarte dużo później,  o godz. 14.(!!!). Tylko dlaczego nie było takiej informacji na drzwiach i przede wszystkim w Internecie, przecież do tego muzeum przyjeżdżają widzowie z całej Polski? Dla mnie jest to zwykle lekceważenie widzów, które nie powinno mieć miejsca. Powstaje pytanie kto odpowiada za takie zaniedbania? Kolekcji nie zwiedziłem... O 14 byłem w Łodzi....

MSN. Wejście obok, fot. K. Jurecki, 18.05.14, godz. 12.15

Ale są też sprawy czy spotkania bardziej obiecujące i optymistyczne od tych z MSN. Niech świadczy o tym kilka zdjęć, w tym ostatnie z innego warszawskiego muzeum, otworzonego punktualnie o 10 godzinie, co do minuty.

Porównanie/odniesienie, Piotrków, 09.05.14, fot. K.Jurecki

Bartek Jarmoliński na tle swoich prac, maj 2014, Łódź, fot. K.Jurecki

Muzeum Powstania Warszawskiego w Warszawie,  18.05.14

czwartek, 15 maja 2014

Wielki, wybitny,......(o przedstawianiu artystów w Polsce), czyli komunały prasowe

Miejsce artysty, 2014, fot. K.Jurecki

Zacznijmy od fragmentu komunikatu prasowego dobrej polskiej galerii - BWA w Zielonej Górze. Już dawno zastanawiam się czytając przez lata komunikaty prasowe z CSW w Warszawie, ilu mamy wybitnych młodych twórców? Czy ktoś ich policzył? Pewnie dziesiątki, może setki. Najważniejsza jest reklama - wystawiać zawsze najważniejszych! Tych z ekstraklasy..., nigdy "niszowych".

Wczoraj otrzymałem komunikat prasowy:

"Zapraszamy w piątek 16 maja oo godzinie 19:00 na otwarcie wystawy:
Jakub Julian Ziółkowski - Imagorea.
Wystawa będzie czynna do 8.06.2014.


 Imagorea to wystawa jeszcze nie prezentowanych, powstałych w ciągu ostatnich 12 miesięcy, obrazów Jakuba Juliana Ziółkowskiego. Artysta kontynuuje w nich wątki podejmowane dotychczas, eksploruje historię sztuki awangardowej, ale też mroczne obszary podświadomości. Odwołuje się także do przestrzeni pracowni i procesu twórczego. Wystawa będzie zaprzeczeniem modernistycznego kanonu ekspozycyjnego. 

Ważnym elementem wystawy, jej integralną częścią, jest współpraca z Bartłomiejem Dobroczyńskim, psychologiem, analizującym relacje między duchowością a psychiką, autorem książek, m.in. "New Age". Autorem koncepcji architektury wystawy jest Andreas Angelidakis

Julian Jakub Ziółkowski (1980) jest jednym z najważniejszych polskich malarzy. Ukończył ASP w Krakowie w roku 2005. W jego twórczości widoczne są  przetworzone inspiracje sztuką m.in. Hieronima Boscha, Witkacego, Brunona Schulza, James Ensora, Pabla Picassa, Andrzeja Wróblewskiego, Pieta Mondriana, Joana Miro, Neo Raucha. Tworzy własne, tajemnicze światy, przepojone cierpieniem i ekstazą, zamieszkałe przez hybrydalne, często zdeformowane postaci, ludzkie i zwierzęce. Sztuka jest dla niego obszarem autonomicznym wobec rzeczywistości, rządzącym się własnymi prawami, znanymi tylko autorowi, zależnymi od jego wyobraźni.
 W roku 2013 jego obrazy prezentowane były w ramach wystawy głównej 55. Biennale Sztuki w Wenecji "Palazzo Enciclopedico". Prace artysty znajdują się w najważniejszych kolekcjach prywatnych i muzealnych na całym świecie. "

Co z tego wynika? 12 miesięcy pracy... i już powstała Imagorea. Artysta eksploruje sztukę awangardową, a dalej wymieniono: Boscha, Schulza... Czy to zasadne? Odwołuje się do "przestrzeni pracowni" i....."procesu twórczego". Chyba każdy artysta tworzy w pracowni lub w domu i każdy musi określić czy odnieść się do "procesu twórczego"...., przynajmniej w malarstwie. Sięga do awangardy i jednocześnie "wystawa będzie zaprzeczeniem modernistycznego kanonu ekspozycyjnego." - ślisko się robi w tej terminologicznej żonglerce.

I uwaga, proszę zapamiętać, artysta jest "jednym z najważniejszych polskich malarzy" (uwaga rocznik 1980). Tworzy... "własne, tajemnicze światy" - dla mnie jest to twórczość bardzo blisko kiczu, która z przesłaniem np. Boscha nie ma nic wspólnego, nie mówiąc o Witkacym i kilku innych przywołanych artystach. Ważne jest zaistnienie w dobrym kontekście, najlepiej przy Witkacym. Ale życzymy powodzenia. I na końcu częsty zwrot: "Prace artysty znajdują się w najważniejszych kolekcjach prywatnych i muzealnych na całym świecie. " Tylko jakich i gdzie? Te państwowe światowe muzea warto wymienić....

Takie komunały, nazywane komunikatami, publikuje większość ważnych instytucji w Polsce. Na czym polega kariera polskiego nowego surrealizmu? Czy nowi surrealiści są anarchistami atakującymi skorumpowany system polityczny i analogiczny w instytucjach kultury? Czy też spijają śmietankę w galeriach BWA?


Jakub Julian Ziółkowski, bez tytułu (Refleksje), 46x55, olej na płótnie, 2013

czwartek, 8 maja 2014

Keymo. Perwersja jest poezją ciała (Piotrków Trybunalski, ODA, ul. Sieradzka 8, wernisaż 09.05.14, godz. 19)


Cała wystawa składa się z 23 dyptyków, czyli 46 fotografii, kolorowych, ale kilka prac jest czarno-białych. Są w różnym formacie od 1 m x 1 m, do miniatur. Ekspozycja nie tworzy linearnej historii. Należny ją oglądać poprzez idee poszczególnych zestawień, jakim są dyptyki. 

O godz. 20 po wernisażu odbędzie się wykład autorski Keymo.


Zielone morze, Kraków, 2010

Czarownica, Kraków, 2011


Bez Tytułu, MIchałowice, 2013


Wyzwolenie czy uwięzienie?

Obserwując sztampę i nudę w fotografii mody dochodzę do wniosku, że ten nowy obszar fotografii „pomiędzy” szybko uległ banalizacji z powodu braku profesjonalizmu i zakłamania [...]. Dotyczy on przede wszystkim redaktorów odpowiedzialnych za publikowanie zdjęć, jak i schlebiającym gustom fotografów i coraz częściej fotografek. W tego typu fotografii najważniejsze nie jest ważne samo zdjęcie, nie mówiąc już o stylu czy świadomości fotografa, lecz fotografowana osoba i jej pozycja, która „otwiera wrota” do bycia czy pretendowania do miana świadomej antysztuki lub, co jest prawie niemożliwe w tym obszarze znaków, do bycia sztuką w znaczeniu np. klasycznej tzw. alternatywnej definicji Władysława Tatarkiewicza. 

Fotografie pożądania?
Wiele z fotografii Keymo reprezentuje tzw. męskie spojrzenie, które pozwala dominować nad fotografowanym obiektem, zniewalać a w efekcie wywoływać pożądanie. Inne prace wpisują się w feministyczny nurt, choć do niego nie przynależą. Tym razem opresja dotyczy mężczyzn. A fotograf/ka jest przede wszystkim wojerystką cieszącą się ze zdobyczy, jaką jest uchwycona wyjątkowa chwila, niezwykła pozycja, w której powstaje erotyczne napięcie, z jakim łączy się duża ilość powstającej teraz fotografii. 

Dyptyki i ich zamglone historie
Prace Keymo z pogranicza portretu i fotografii mody przedstawiają i diagnozują z różnych punktów widzenia figurę współczesnej kobiety, która jawi się jako fetysz służący m.in. zabawie. Kobieta jest wyzwolona z dawnych zobowiązań i uwikłań kulturowych lub, paradoksalnie, zniewolona, ale nie wiadomo dokładnie przez kogo. Z pewnością także przez fotografa ukazującego jej uwikłania społeczne i kulturowe, czasem osobiste historie, które ulegają zniekształceniu a nawet, jak przypuszczam, zatarciu. Kto jest stwórcą, a czasami nawet oprawcą perwersyjnych, niekiedy żałobnych w nastroju sytuacji? Pamiętajmy, że dla kilku teoretyków fotografia jest sztuką żałobną, ale w tych akurat fotografiach jest wyrażona raczej ironia wobec widma śmierci.
Fotografia Keymo jest bardzo sugestywna i przypomina mi perwersyjną ekspresję w stylu Egona Schielego – wielkiego artysty ciała, który musiał zaistnieć, aby powstała twórczość Hansa Bellmera. Jest to jednocześnie rodzaj narcystycznego fotografowania, w którym znajdziemy kilka wzajemnie uzupełniających się konwencji. Jest to trochę styl zbliżony do „lekkiego” („soft”) antyfeminizmu Helmuta Newtona. Kiedy indziej zbliża się do dokonań: Nobuyoshi Arakiego („znęcanie” się nad kobietą), ekshibicjonizmu Nan Goldin, amatorskości „prawdziwego” ujęcia Juergena Tellera. Jeszcze innym razem do surrealistki Claude Cahun, przełamującej dominujący schemat płci. Jest to także sugestywna fotografia portretowa o charakterze fetyszu, mocno erotyczna i niezwykle silnie przesiąknięta seksualnością. Niektórych widzów może odpychać wątek sadomasochistyczny i perwersyjny. Całość wydaje się być na razie mocno eklektyczna i manieryczna, ale żyjemy w takich czasach. Czyżby była to dekadencka wersja końca pewnej epoki?

Fragmenty z mojego tekstu do katalogu

P.S. dziś w nocy licznik unikalnych wejść na bloga przekroczył magiczną liczbę 200 tysięcy. Piszę 3 czy 4 razy w miesiącu, niezbyt częstoArtykułuję swoje myśli kiedy mam na to ochotę i zawsze z potrzeby. W przyszłości mój blog będzie archiwum zdarzeńoczywiście ograniczonym do określonego spektrum.


czwartek, 1 maja 2014

Czy warto być w setce? Negatywne aspekty komercjalizacji najnowszej fotografii w Polsce

Wczoraj na Facebooku odbyła się dyskusja zapoczątkowana moim wpisem na profilu Marty Wapiennik a potem kontynuowana na moim. jest ona interesująca z powodu różnej oceny inicjatywy pt. Debuts o 100 najlepszych debiutach w fotografii polskiej oraz możliwości promocji młodych fotografów. Projekt Doc.Photo.Magazine postaram się w przyszłości ocenić, bo nie można uczynić tego obecnie. Przestrzegam jednak młode osoby przed tego typy publikacjami, z których najczęściej niewiele bądź nic nie wynika - dla nich samych i fotografii, podobnie jak z mistrzostw Polski w fotografii, bo takie tez się odbywają, ale chyba nikt nie traktuje ich poważnie.


1Lubię to! ·  · Promuj ·