Szukaj na tym blogu

niedziela, 2 marca 2014

Księga Miasta Lublina, Lublin 2013

Okładka katalogu. Projekt, skład i łamanie Rafał Rola i Tomasz Smołka Studio Format 

Anonim, Stare Miasto, Plac po Farze, 2012

Anonim, Schody przy ul. Archidiakońskiej, 2012

Miłośnicy fotografii w Lublinie (i nie tylko) otrzymali pięknie zaprojektowany i wydany katalog poświęcony "innemu wizerunkowi" miasta. Jest to cykliczne wydarzenie "realizowane od 2011 roku przez Stowarzyszenie Kulturalne Grupa Projekt. O-Twórz Lublin to działanie, które łączy dwa obszary - fotografię tradycyjną i przestrzeń miasta, tworząc nowe relacje z mieszkańcami i uczestnikami"  (b.a., O-twórz Lublin!, Księga Miasta Lublina, Lublin 2013, s.nlb). Jest to bardzo ciekawa inicjatywna, bardzo profesjonalnie zrealizowana. Próbuję ją porównać do konkursu fotograficznego Potęga Łodzi, który posiada wymiar retoryki końcówki z kręgu realizmu socjalistycznego! Niestety! Lepszym porównaniem, gdyż realizowanym jako projekty artystyczne, ale o funkcji dokumentalnej, są wystawy i albumy przygotowane przez wydawnictwo Kropka we Wrześni, dzięki pomysłowi Waldka Śliwczyńskiego. W oparciu o pomoc finansową burmistrza miasta. W ten sposób zrealizowano unikalne albumy o mieście i jego mieszkańcach m.in.: Bogdana Konopki, Andrzeja Lecha czy Mariusz Foreckiego. Z Wrześni i Lublina należy brać przykład, gdyż w tym kierunku powinien być rozwijany dokument miejski, sponsorowany przez instytucje miejskie. 

Anonim, Plac Zamkowy, 2012

W katalogu zmieszczono poetycki i historyczny tekst Jacka Dehnela Czarna skrzynka na temat początków fotografii. Jest on próbą określenia specyfiki tego rodzaju fotografii, jak i fotografii w ogóle, gdzie impulsem do ciekawych przemyśleń jest oczywiście Roland Barthes. 

Anonim, Wzgórza, 2012

Nagrodą dla uczestników tego projektu w Lublinie było "umieszczenie 5 zwycięskich zdjęć na porcelanowych płytkach [...], trafiły [one] na elewacje wybranych kamienic Starego Miasta" (op. ci.t.). Ciekawe mi jak wyglądają? Czy ktoś je zauważa i czy w związku z tym "żyją własnym życiem"?

Marek Kot, Domek Kata przy ul. Długosza,  maj 2013

Jeszcze kilka słów odnośnie Lublina. Zdjęcia do albumu wykonano aparatem otworkowym, który skonstruował Marcin Moszyński. Ale tu mam zastrzeżenia, ponieważ efekt wszystkich zdjęć jest zbyt daleki od realizmu i oczywiście mija się z pojęciem dokumentu na rzecz iluzji czy fantasmagorii albo kreacji. Poza zniknął indywidualny wymiar poszczególnych realizacji. Dlatego dla porównania zamieszczam na końcu mego wpisu kilka prac wykonanych "otworkiem" przez Andrzeja Lecha. Moim zdaniem są to najlepsze z tego zakresu fotografii, jakie wykonano dotychczas w Polsce.

Andrzej J. Lech, Z cyklu Fotografia otworkowa, Gdańsk, 1997

Andrzej J. Lech, Z cyklu Fotografia otworkowa, Kearny, New Jersey, 2000

Andrzej J. Lech, Z cyklu Fotografia otworkowa, Jersey City. New Jersey, 1996

P.S. Swoją drogą należałoby przygotować wystawę pt Historia polskiej kamery otworkowej. Realizm czy iluzja?

czwartek, 20 lutego 2014

Ukraino - jesteśmy z Tobą...


Kijów, Majdan, 18.02.2014

Dramatyczne zdjęcie z blogu Jlyi Varlamova. Czekamy na poważne decyzje polityczne Unii Europejskiej, wspierające ukraińską rewolucję.

http://zyalt.livejournal.com/1003663.html

piątek, 14 lutego 2014

HUMANOID - CZYLI CZŁOWIEK PO CZŁOWIEKU, odpryski po Biennale w Piotrkowie (Konduktorownia, Częstochowa, luty 2014)

Jan G. Issaieff, A.R.C.H.E., 2000 olej, płótno, 79,5 x 92,5 cm, wł K. Jurecki

Czytając na Facebooku tekst Rafała Sobiczewskiego poświęcony wystawie Humanoid - czyli człowiek po człowieku zastanawiałem się nad jego związkami z moim z katalogu II Biennale Sztuki w Piotrkowie pt. Koniec człowieka? oraz na temat relacji ideowych między dwoma pokazami. Czy propozycja z Częstochowy jest tylko pokłosiem albo wręcz odpryskiem dużej imprezy z Piotrkowa z 2013 wraz z moim tekstem krytycznym opublikowanym w piśmie "Format"?  Czy też zjawiskiem  oryginalnym?


Jan G. Issaieff,  A.R.C.H.E.-Taniec, 2003, olej, płótno, 81 x100 cm

Biennale w Piotrkowie (2013) w sensie ideowym było otwartym pytaniem bez zdeklarowanej odpowiedzi, co stanie się po końcu (religijnego) człowieka.  Tekst Sobiczewskiego, też taki się wydaje, ale już nie sam tytuł wystawy. Wynika z niego, że uczestnicy wystawy sytuacją się na pozycji humanoidów, czyli androidów lub ssaków naczelnych(!) i niedługo wrócą do jaskiń, porzucając swoje pracownie, w tym te na ASP w Łodzi. Mniej więcej taki komentarz zamieściłem w komentarzu na Facebooku po zaproszeniu na ten pokaz Piotra Ambroziaka - przez interesującego malarza. 22.01. napisałem: "Ciekawe, że chcą być humanoidami. Ciekawe czy zechcą powrócić do jaskiń, zrezygnować z ASP..., bo chyba nie ma tam humanoidów?".  Ale co Ambroziak jako pretendujący do szamanizmu artysta robi w tym eklektycznym gronie. Chyba nie chce cofnąć się do formy z kregu fantastyki naukowej? Dlaczego na wystawie w Częstochowie znajdziemy m.in.: zafascynowanego body-artem Wiktora Polaka, który taką tematyką zupełnie się nie interesuje, czy ludycznego Marcela Zamenhofa? Koniunktura? Pomyłka przy pracy, a może po prostu  chęć zaistnienia, która ostatecznie przerodziła się w niedorzeczność? Idea zawarta w tytule ekspozycji -  humanoid - jest aż nadto absurdalna! Oznacza bowiem także małpy człekokształtne... i inne człekokształtne ssaki przed powstaniem "homo sapiens".

Nie oceniam jednak, bo nie nie potrafię, ogólnego poziomu tej wystawy, ale wydaje się ona zbyt bardzo zróżnicowana. Chyba stanowi przypadkowy zlepek różnych postaw. Pisze to po obejrzeniu dokumentacji wystawy. 

Poniżej przytaczam cały tekst do katalogu Rafała Sobiczewskiego, który moim zdaniem wielu artystów sprowadził na manowce; nie pierwszy i nie ostatni raz. Artyści chyba nie chcą być jednak małpoludami? Ale można też przy okazji porównać z moje artykuły. I ten z katalogu z Piotrkowa ... i ten z "Formatu" pt. II Piotrkowskie Biennale Sztuki  (nr 6, 20013), gdzie na s. 40 napisałem: "[...]wówczas o wszystkim decydował będzie "po-człowiek [1], któremu sztuka, rozumiana jako kontynuacja tradycji religijnej i egzystencjalnej [...] nie będzie potrzebna. Kto go zastąpi? Cyborg, a raczej klown czy kabareciarz [...]. I proszę idee i zasadniczą  wykładnię moich tekstów porównać z tekstem poniżej. Czy ich autor, które zna mnie od dawna,  tylko inspirował się moimi poglądami? Ale dlaczego nie potrafił się do tego przyznać? Moim zdaniem wynika to z pewnego poczucia wielkości i chęci przewodzenia w artystycznym tłumie, który można wszędzie prowadzić, nawet do jaskiń.. 


Jan G. Issaieff,  A.R.C.H.E-Taniec, 1991, ol. pł, 80 cm x 60 cm

HUMANOID - CZYLI CZŁOWIEK PO CZŁOWIEKU


Dynamika czasu w którym żyjemy bezpowrotnie zmienia naszą rzeczywistość. Zmiany dotyczą wszystkich dziedzin naszego życia i przebiegają na różnych poziomach naszej egzystencji.

Otwarcie głosi się dzisiaj upadek dziedzin , które jeszcze do niedawna – zdawało się –potrafiły dać odpowiedź na pytanie: kim jest człowiek ?, diagnozując jednocześnie jego kondycję.
Tak więc dzisiaj mówi się o końcu filozofii, końcu etyki, humanizmu oraz kryzysie religii. Sztuka podkopała swoją wiarygodność utożsamiając wolność z relatywizmem. Stała się w swym głównym nurcie gałęzią biznesu rozrywkowego.

Niezaprzeczalnym faktem jest błyskawiczny rozwój techniki a tym samym nowych technologii, będących źródłem powstawania kolejnych etycznych dylematów.
Rozkwit inżynierii genetycznej stawia dzisiaj przed człowiekiem zupełnie nowe pytania o granice etyczne, czyli również o granice człowieczeństwa. Nowa rzeczywistość zmusza nas nie tylko do zadawania kolejnych pytań. Często zmusza do przewartościowania tego, co wydawało się nam niepodważalne. Jesteśmy świadkami
i współuczestnikami dynamicznych zmian obyczajowych i przeobrażeń socjologicznych. W relacjach międzyludzkich znacznie częściej postrzegamy siebie nawzajem w kategoriach narzędzi do osiągnięcia celu.

Kim wobec tego jest współczesny człowiek? Kim będzie człowiek przyszłości? Czy będzie to jeszcze human czy zastąpi go zupełnie nowy byt – humanoid? Humanoid czyli kto? Nie człowiek? Czy po prostu human inny mentalnie, psychicznie, fizycznie? A może wszystko to razem? Czy ziści się wizja rodem z filmów science fiction? Czy sztuka współczesna ma mimo wszystko na tyle mocy, aby odpowiedzieć na to i wiele innych dotyczących nas pytań ? Tego nie jestem pewien.

Jednak nie mam wątpliwości co do tego, że wrażliwość, a może nawet nadwrażliwość artysty jest niezastąpionym barometrem do diagnozowania problemów czasu, w którym żyjemy, nawet do przewidywania nadchodzących zmian. Artyści na przestrzeni wieków udowodnili to wielokrotnie. Może i tym razem właśnie intuicja i nieprzeciętna wrażliwość okażą się kluczowe?

Stowarzyszenie Kultura Aktywna oraz zaproszeni do projektu goście to grupa ponad 20-stu niezależnie działających twórców, artystów, indywidualności, dla których sztuka jest reakcją na otaczającą rzeczywistość, a tematy dotyczące człowieka pozostają w centrum ich uwagi. Różnorodność postaw twórczych, światopoglądowych, różna świadomość, wrażliwość, posługiwanie się różnymi mediami – to wszystko razem daje pewność ,że odpowiedź na postawione pytania nikogo nie rozczaruje swoją oczywistością. Co więcej, na pewno jest szansa, że z pojedynczych odpowiedzi wyłoni się jeszcze ciekawsza całość...

...tym bardziej, że przy tej okazji mogą się zrodzić... kolejne pytania!

Rafał Sobiczewski

Jan G. Issaieff, A.R.C.H.E. -TANIEC, 2002, rysunek, tusz, papier, 65 x 50 cm, wł. K. Jurecki

W kontekście twórczości Sobiczewskiego i jego wystawy w Atlasie Sztuki (2007), choć nie tylko,  warto też przypomnieć rysunki i malarstwo Jana G. Issaieffa oraz  zastanowić się nad ich wykorzystaniem w malarskiej twórczości Sobiczewskiego. Związek niewątpliwie istnieje, ale czy tylko można go określić mianem inspiracji czy bardziej zdecydowanie? Może jest to coś więcej?  Pastisz, "konfiskata" czy też "pasożytowanie" (określenie Stefana Morawskiego) na tekstach i obrazach jest niestety jednym z negatywnych przejawów kultury postmodernizmu. Jest jednak podstawowa różnica - prace Isaaieffa są wyrafinowane, Sobiczewskiego zaś "ciężkie" chaotycznym w rysunku, jak i "monachijskie" w kolorystyce. Issaieff wciąż czeka na odkrycie, ale nie w Łodzi muzealno-galeryjnych instytucji, ktore intresują się problematyką malarstwa. Mamy pokazywanie znanych i uznanych, bez podejmowania ryzyka...  

Jan G. Issaieff, A.R.C.H.E. -TANIEC, 1993,  rysunek, tusz, papier,42 x 30 cm

Ps. Uczestnicy wystawy w Częstochowie:
Ambroziak Piotr, Bohdanowicz Maciej, Dąbrowska Maria, Domejko Anna Katarzyna, Karolina Dżbik, Fryc Michał/Masztanowicz Ewelina: Sojusz Robotniczo-Chłopski, Jakóbowska Justyna, Jaworska Marlena, Klimowicz Honorata, Kozioł Aleksandra, Krajewska-Pietrasik Danuta, Kryś Agata, Lisowska Ada, Matoszko Katarzyna, Michalik Andrzej, Mydlak Barbara , Pazera Anna, Perczak-Sobińska Małgorzata, Polak Wiktor, Robosexi, Skrok-Wolska Urszula, Słomczewski Piotr, Sobiczewski Rafał, Sowała-Kozłowska Agnieszka, Stańczak Elżbieta, Turkowska Kamila, Warzywoda Wojciech, Zamenhof Marcel, Joanna Wardzyńska


poniedziałek, 27 stycznia 2014

Mistrzowie warsztatu w BWA w Bielsku oraz dzieci tworzą dzieła z kartonu i... plastikowych butelek

Ewa Świdzińska, Fame, 2009

Tylko proszę nie mylić z gender Ewy Świdzińskiej.  http://www.rp.pl/galeria/500378,3,1080360.html#bigImage

Kilka worków ze ścinkami(?) na wystawie w Galerii Bielskiej BWA Mistrzowie warsztatu. Polski rysunek współczesny. Czy są to rzeczywiście mistrzowie warsztatu? Wątpię. A za moment będzie wystawa o dzikiej przyrodzie. Żadna licząca się instytucja nie pokazuje takich wystaw, tylko domy kultury lub biblioteki.One są potrzebne - dzieciom.

A tu następne kwiatki. Proszę zobaczyć "koślawe" zdjęcia z "Gazety Wyborczej". Jak prostokątne obrazy zamienić na trapezy i pokazać "plastic art". Dzieci niebezpiecznie zbliżyły się na centymetry do polskich mistrzów. Tylko za pomocą wycianej tektury i plastikowych butelek niewiele się nauczą. To chyba jest pośmiertne zwycięstwo M. Duchampa i dadaistów nad polską sztuką XIX/XX wieku. Albo pozorne?

http://cjg.gazeta.pl/CJG_Lodz/1,104409,15338817,Palac_Herbsta__dziela_z_kartonu_i_plastikowych_butelek.html

A jednak nie! To przede wszystkim zwycięstwo "idei tektury"  według Michała Budnego. Nie jakiegoś zwykłego artysty, ale artysty z kolekcji MSN w Warszawie. Dzieci tworząc z tektury i plastikowych butelek podążają za formą twórczości M.B.!


http://artmuseum.pl/pl/kolekcja/praca/budny-michal-legowisko-bezdomnego


Cała notka interpretacyjna ze strony www MSN: "Pokazywane na wystawie Legowisko bezdomnego jest nietrwałą rzeźbą z tektury i taśmy klejącej. Autor nazywa je „opowieścią o architekturze stworzonej nieświadomie”. Michał Budny rekonstruuje zauważony na ulicy obiekt – namiastkę domu czy łóżka, podkreślając jego szlachetną formę i kompozycję, która kontrastuje z tanim, nieszlachetnym materiałem. Przewrotność polega tu na zderzeniu finezyjnej, abstrakcyjnej architektoniki z tymczasowością zrobionego z tektury miejsca do spania. Legowisko staje się, wbrew swojej przyziemnej nazwie, obiektem pełnym delikatnego geometrycznego piękna." [data dostępu 27.01.2014]. Czyli oglądamy wybitną pracę według kuratorskiego zespołu MSN.


O tych i innych rewelacjach można poczytać na blogu Andrzeja Biernackiego Galeria Browarna. Zwracam przy okazji uwagę na wysoki poziom dyskusji pomiędzy A. Biernackim a Tomaszem Kozakiem m.in. na temat "racjonalności" czy "irracjonalności" sztuki. O żywotności blogu czy pisma świadczą także zamieszczane dyskusje; oby były tylko w tonie kulturalnym...

p.s. Co do możliwości interpretacji sztuki i po-sztuki według Hegla według Tomasza Kozaka, to się jednak nie zgodzę (z T. K.). 


Zaproszenie na wystawę do BWA w Bielsku-Białej. Fot. Diana Rebman, Nadzieja dla bliźniąt

środa, 15 stycznia 2014

"Magdalena Abakanowicz – retrospektywa", CRP Orońsko, 8 czerwca – 3 listopada 2013. W kontekście nadmiaru podsumowań

Jeśli ktoś chce przeczytać moje rozmyślania o fotografii polskiej roku 2013, to proszę odwiedzić portal O.pl i zapoznać się z miarę obiektywizującym tekstem Podsumowanie...posumowań w fotografii 2013. Ale należy też pamiętać o innych artykułach, które polemicznie przywołuję. Był to rok Karoliny Jonderko, Magdy Hueckel i Sputnik Photos (nie tylko wystawa Stand By). Ale fotografii  grozi banalizacja i populizm poprzez traktowanie na takim samym poziomie różnych tzw. "fotoikon" (pomysł Joanny Kinowskiej). W ten sposób fotografia np. Gierkiem i Jaroszewiczem zrównała się z pracą Jerzego Lewczyńskiego, a może okaże się lepsza? Dochodzimy do absurdu.

Sądzę, że podsumowania w fotografii w przeciwieństwie do sztuk wizualnych dają jakąś podstawę do dyskusji. Myślę, że  tych z "Obiegu", "Szumu" nikt nie czyta, nie ma tu jednego zarysowanego forum, a raczej labirynty zdarzeń i przypadków. Każdy pisał o "swoim widzi mi się". Jak poważnie traktować np. wykłady w Biedronce jako wydarzenie artystyczne? 

Wystawą, która wywarła na mnie największe pozytywne wrażenie w 2013 roku była retrospektywa Magdaleny Abakanowicz pokazana na przestrzeni kilku hektarów CSW w Orońsku. Rzeźby połączyły się z przyrodą, osiągnęły ponadnaturalny - szamański(?) wyraz, który zwykle niknie w przestrzeni galerii. "Maski" Abakanowicz były  sakralizowane w przestrzeni Kaplicy. Wystawa miała swoją narrację, miała określoną estetykę i temperaturę zdarzeń, jakim były figury zwierząt, nagle pojawiających się na polanie.

Ekspozycję oglądałem w końcu września. Było sporo zwiedzających w kolejnych przestrzeniach CSW w: Oranżerii, w Kaplicy, w Wozowni, mimo że był to środek tygodnia. Odbyłem też miłą i profesjonalną rozmowę z dyrektorem Mariuszem Knorowskim. Ekspozycja potwierdziła ogromną klasę twórczości Abakanowcz, ale poza malarstwem. Jest ona najbardziej uznaną rzeźbiarską polską na świecie. Formy figuralne wraz z abstrakcyjnymi tworzą integralną całość, a nie jest łatwo uzyskać taki efekt. I ogromna konsekwencja w jej procesie artystycznym, oparta na oryginalnej, choć apokaliptycznej wizji świata.





Wszytskie fotografie K. Jurecki

piątek, 10 stycznia 2014

Wspólnota Leeeżeć „Sala Kontaktów Międzyplanetarnych", (Galeria Re:medium, Łódź, 17.12.13-11.01.14)

Wczoraj popołudniem zwiedzałem kilka wystaw w Łodzi, dwa razy byłem: w MS1 (głównie oglądałem  i komentowałem zalety i wady "nierównej" artystycznie kolekcji Zachęty, która stała się kolekcją MS),  w Atlasie Sztuki szybko zwiedziłem pokaz  Zbigniewa Rybczyńskiego (niestety bez koncepcji i... filmów, poza Tangiem) oraz niedaleko łódzkiego salonu, czyli Atlasa Sztuki ucieszyłem się z Sali Kontaktów Międzyplanetarnych. Nie widziałem jednak UFO, ani żadnych kosmitów, ale w absolutnej ciemności sympatyczną  panią pilnującą wystawy oraz skrytego w otchłani mroku Egona Fietke, dokumentującego bardzo udaną świetlną instalację grupy Wspólnota Leeeżeć. 

Wystawa czynna jest do 11.01. więc potencjalnych widzów zachęcam do obejrzenia, gdyż rzadko się zdarza oglądać profesjonalne panowanie nad przestrzenią i tworzenie przekonującego języka totemicznego, który odwołuje się do rożnych zaskakujących form przekazu, jak: graffiti z użyciem szablonu,  sztuka psychodeliczna, abstrakcja geometryczna, "kinetic art" czy być może sztuka Azteków. To mieszanka prawie wybuchowa w łączeniu sprzecznych idei, ale jakże udana; z przenoszącymi się po podłodze odrobinami fluorescencyjnej materii, która jest "duchem" tej bardzo udanej realizacji. A czy wystawa ma słabe strony? Być może jest nią tytuł i wynikający z niej problem..., jakim jest infantylizacja.

Wszystkie fotografie Egon Fietke

P.S. w prasie drukowanej i internetowej jak grzyby po deszczu pojawiały się podsumowania roku. Ich nadmiar powoduje, że zazwyczaj są bezwartościowe, np. o wykładach o sztuce w Biedronce(!), czy omawianie ważności wystawy poprzez pryzmat guza siostrzeńca. "Krytycy" zastanówcie się co piszecie i co z tego wynika! Moje podsumowanie roku 2013 w fotografii polskiej pojawi się w przyszłym tygodniu na portalu O.pl


niedziela, 29 grudnia 2013

Michał Pikula - malarz(!), muzyk (!), twórca wideo, fotograf, myśliciel (!)..., czyli o sztuce wysokich lotów

Michał Pikula, fot. LC (źródło Super-Nowa)

Michał jest moim wieloletnim bardzo dobrym znajomym, ale nie miałem z nim kontaktu od początku lat 80. do 2013. Długo nie mieliśmy kontaktu, ale widziałem jego prace na zbiorowej wystawie w Lublinie w 2012 roku i byłem pod wrażeniem jego malarstwa. Wiedziałem także o wystawie przygotowanej przez Jurka Truszkowskiego w BWA w Bielsku w 2009, gdzie wystawiał wraz Ireneuszem Puchaczem, jako przedstawiciele grupy, a właściwie duetu Hieny Postmoderny. Przykład Truszka pokazuje, że w dalszym ciągu należy poszukiwać zjawisko mało popularnych, ale mogących być istotnymi, ze względu na ich wartości artystyczne. Dlaczego nie zobaczymy wystaw Michała Pikuli czy Ireneusza Puchacza w Lublinie? Gdzie np. w Galerii Białej czy w Labiryncie, które powinny wręcz lansować twórczość tego rodzaju. Tym razem "przespały" sprawę.

Postanowiłem zmierzyć się z twórczością Michała, która cenię i przed którą widzę perspektywy rozwoju  w tekście pt. Nieznane szczegóły biografii... opublikowanym w "Exitcie" (2013, nr 3), magazynie, który istnieje od 1990 roku. Co ciekawe malarstwa uczył się kilka lat po skończeniu studiów na UMCS w latach 90., kiedy poznawał je samodzielnie. Rozwijał wówczas koncepcje oparte na krajobrazie (tulipany) w stylu postimpresjonizmu (van Gogh), trochę surrealizmu i sztuki psychodelicznej, nie do końca profesjonalnej, gdyż zawodowstwo często ją unicestwia. Jego styl, oparty o fotografie, jest jednak plakatowy i czasami pobudowany zagadkowym tekstem.

Świetne są także realizacje wideo-muzyczne tworzone przez grupę Hieny Postmoderny. Mniej podobają mi się krótsze utwory wideo Michała, prawdziwie i prześmiewczo postmodernistyczne. 

Hieny Postmoderny, Życie, 2012

Hieny Postmoderny, Szukaj Pana, 2012

Michał Pikula, Bo nie ma  czasu, 2009

I  na koniec trochę mniej znanych obrazów, zawierających się między abstrakcją aluzyjną, ekspresjonizmem a psychodelic art, której "ślady" w dalszym ciągu są widoczne w najnowszej twórczości z ostatnich lat. Andrzej Urbanowicz ucieszyłby się z tych obrazów...

Abstrakcja, 2006

Czerwony pies, 2009

Krowa, 2008

Drzewo, 2008

Węże


P.S. Przy okazji polecam koncert z Tv Kultura (28.12.13) Waglewski, Fisz, Emade pt. Matka, Syn, Bóg. Wojciech Waglewski jest prawdziwym artystą i ma wiele do przekazania.

piątek, 13 grudnia 2013

Problemy młodej sztuki (malarstwo, fotografia, wideo)

Potencjalnych czytelników odsyłam do swego syntetycznego tekstu z portalu O.pl Młodzi artyści - biznes czy sztuka?, który jest pierwszym głosem w dyskusji. W takim tekście nie mogłem wymienić wszystkich artystów, których cenię. Można jednak zwrócić uwagę na kilka problemów do których należy arogancja wielu dyrektorów muzeów i galerii polskich oraz niebezpieczny styk sztuki i biznesu w wydaniu polskiego kapitalizmu, o czym jak najbardziej słusznie pisał Andrzej Biernacki na blogu Galerii Browarnej. Jeśli degeneracja życia politycznego stała się faktem, to podobnego efektu można oczekiwać w innych sferach życia publicznego, w tym zarządzaniu kulturą i niestety muzealnictwie. Muzea nie są neutralnym czy autonomicznym tworem, ale jak udowodnił to Michel Foucault, są odbiciem realności władzy. Każde - i to w Łęczycy i to we Wrocławiu, nie mówiąc o Warszawie. 

Problemy młodej sztuki są takie same, jak wcześniej, tylko ustrój się zmienił. Ale reguły jej promowania są scentralizowane do kilku galerii i nieprzejrzyste. Np. co wyniknęło z wielkiej promocji Cezarego Bodzianowskiego przez kilka ostatnich lat?  Wystawa z MS1 w Łodzi w 2013 roku, która była ewidentną porażką. Tylko nie wiem czy bardziej artysty czy jej kuratora? Czy jakaś gazeta o tym napisała czy mamy jakąś rzetelną recenzję? Nie znam, świadczy to o słabości krytyki artystycznej.

A jaki jest stan młodej sztuki - niejednoznaczny, złożony i zmienny. Tak, to banalne stwierdzenie. Potrzeba przede wszystkim dyskusji na temat, której coraz bardziej brakuje, gdyż muzea i galerie nie są tym zainteresowane. Są zainteresowanie tym, jakie są "wielkie" i wspaniałe i jaką "wielką" sztukę pokazują. Nie na tym polega pluralizm i reguły tzw. demokratycznej dyskusji.

Keymo, Bez tytułu, 2009

sobota, 7 grudnia 2013

Agata Połeć "Emblematy" (dyplom z fotografii WSSiP w Łodzi, listopad 2013)

Kolejnym obiecującym dyplomem z 2013 r. z WSSiP w Łodzi jest cykl Emblematy wykonany przez Agatę Połeć. Można go rozpatrywać jako pendant do cyklu Tajemnice Michała Chojnackiego. Pomysł Agaty Połeć polegał na tym, aby portretowane osoby z jej generacji pokazać z różnymi istniejącymi lub symulowanymi akcesoriami, czyli tytułowymi emblematami. Widzimy dziwny gest skrzypaczki pozbawionej instrumentu muzycznego, czy autentyczną maskę na twarzy, a także trzymane w rękach drobne przedmioty (igła i nici) lub ślady po farbie, glinie - bardziej lub mniej widoczne. Wszystkie te zabiegi służą w poszukiwaniu nowego rodzaju portretu, adekwatnego do nowych czasów.

Zasada tego typologicznego portretowania opiera się na konsekwentnym stosowaniu neutralnego tła, ubrania portretowanych w tą samą białą koszulkę, ustawienia bezimiennych psychologicznie twarzy w 3/4. To wszystko powoduje silnie zaznaczoną obiektywizację. Polega ona na tym, że osoby mimo, że są metaforą różnych zawodów, wyglądają podobnie. Dopiero próba wniknięcia w zarysy poszczególnych twarzy powoduje nasze zakłopotanie, a może nie tylko. Wszystko zależy od tego, co chcemy poznać? Takie myślenie o fotografii, jak reprezentuje autorka, jest jak najbardziej ciekawe. Przypomina o konceptualnej tradycji i przybliża się do tradycji szkoły Becherów (Thomas Ruff).

Cykl w dalszym ciągu jest otwarty, tj. nieskończony. Dlaczego tak sądzę? Trudność w jego ukończeniu polega na tym, jakim zdjęciem zacząć i jakim zakończyć poszukiwanie nowych emblematów, za pomocą których można na nowo określać różne profesje i zawody. Ale pamiętajmy, że niektóre z cykli muszą być nieskończone, gdyż nie ma i nie może być ich definitywnego podsumowania. Czy tak jest w przypadku? Zobaczymy! 

Agata Połeć i Michał Chojnacki oraz Piotr Kosiński należeli do pasjonatów fotografii, kiedy studiowali w WSSiP w Łodzi. Teraz swoje dokonania mogą już kontynuować na własny rachunek. Muszą pamiętać, aby nie przejmować się tzw. trudnościami i tym, że z wielu galerii nikt im nawet nie odpowie. Taka, też jest,  niestety negatywna "natura" polskiego życia artystycznego.









P.S. 07.12.13 w dzienniku TV o 19.30 poinformowano, że Łódź wydała na świąteczną iluminację ul. Piotrkowskiej 2 ml złotych, a Wrocław 1 ml. Z tego wniosek, że w mieście włókniarek nie brakuje pieniędzy na kulturę, a ....właściwie oświetlenie budynków i bombki. I wnioskuję dalej, że Łódź jest bogatszym miastem niż Wrocław. Tylko skąd tyle pustostanów i walących się ruder w centrum miasta? 

poniedziałek, 2 grudnia 2013

Michał Chojnacki (obiecujący dyplom z fotografii "Tajemnice", WSSiP w Łodzi, listopad 2013)


Oprócz nawiązania do koncepcji portretu renesansowego widoczne są także próby, ale jakże udane, sięgania do portretu "innego" czy antyportretu z XX w., aby przypomnieć tylko zdjęcia Zdzisława Beksińskiego. W tej koncepcji liczy się maskowanie tożsamości (Witkacy) lub jej zmiana. Prace Michała Chojnackiego są wyrafinowane, świetnie oświetlone, w plastyczny sposób uwypuklają drobny "gest", w którym zawarta jest tajemnica osoby, może "prawdy bycia". A może to tylko zwykła i ulotna chwila, jaką potrafił uchwycić czuły fotograf? 


Te prace oglądam i analizuję w kontekście zdjęć Sylwii Kowalczyk, która poprzez swoje doświadczenia z chorobą oczu, portretuje swoją generację w bardziej surrealistycznym stylu. Michał Chojnacki stworzył przekonującą opowieść nie tylko o twarzach czy wizerunkach, ale o ludzkim życiu, do którego mamy jedynie  ograniczony wstęp, nigdy go jednak nie poznany. Pomimo, że tak "dużo" widzimy na fotografiach i potencjalnie wiemy o naturze człowieka. 




Właśnie ta praca przypomina mi jedno ze słynnych zdjęć Beksińskiego. Fotograf świetnie panuje w tych pracach nad gestem ułożenia rak. Dodają one dodatkowych aspektów symbolicznych. 



Życie ludzkie zatacza krąg, od urodzin po kres. Fotograf-portrecista może wiele pokazać, może tez mamić. Te fotografie przypominają mi jednak przede wszystkim malarstwo włoskiego odrodzenia, kiedy portretowani ludzie przestawiani byli godnie, jako piękne istoty.  To świetne fotografie, świadczące o bardzo dużym talencie. Jestem pod ich wrażeniem.