Szukaj na tym blogu

piątek, 18 września 2009

"Rechnitz. (Anioł zagłady)" reżyseria Jossi Wieler, Münchner Kammerspiele


Historię, która wydarzyła się 25.03.1945 w pogranicznym Rechnitz, mieście austriackim blisko granicy Węgier, bez problemu znajdziemy w Internecie. Około 200 Żydów węgierskich w tajemniczych okolicznościach zostało rozstrzelanych. Winni – naziści i arystokraci, którzy są bohaterami sztuki, uniknęli kary. Miejscem kaźni był zamek a głównymi sprawcami hrabia i hrabina Margit von Batthyány, ale nigdy nie znaleziono grobu ofiar!

Sztuka Elfride Jelinek "Rechnitz. (Anioł zagłady)" traktuje o dyskutowanym współcześnie problemie banalności zła, banalności zagłady, w której tragedia ludzka rozpływa się w monotonnych rozmowach, dialogach. Autorka w bezkompromisowy sposób rozprawia się z „dobrymi Niemcami”. Pod względem dramatycznym jest to wybitny utwór, który pokazuje, jak "zwykli Niemcy" wobec zbliżającej się Armii Czerwonej dokonują okrutnej zbrodni. Nie wiadomo z jakich powodów? Czy z manii wielkości starali się coś ukryć? Jelinek próbuje rekonstruować motywy tego czynu i czyni to w sposób bardzo analityczny pokazując, że kaci bawili się życiem, zupełnie nie przejmując się swymi ofiarami.

Ale reżyseria Jossi Wielera, który oparł swój spektakl na metodzie Bertolta Brechta, okazała się przynajmniej częściowo zawodna. Zło i zbrodnia w zbyt długich dialogach zbanalizowały się, straciły swą dramaturgię. Zabrakło m.in. innych środków pracy scenicznej, jak: gest, cisza, śmiech czy wrzask. Metoda pracy niemieckiego reżysera była zbyt konwencjonalna, dlatego efekt końcowy rozminął się, jak sądzę, z oczekiwaniami widzów i być może zamierzeniem reżysera. Ważne jest, że Jelinek analizuje m.in. niemieckie aspiracje do bycia centrum świata, które oczywiście demistyfikuje i obnaża. W dialogu scenicznym pada mocne określenie Niemiec i Niemców – powinni oni stać się „dupą świata”.

Ale ze względu na wybitny tekst Jelinka i karkołomną tezę, że każdą zbrodnię można ukryć, warto było ten spektakl zobaczyć. Ciekawa była scenografia, która przypominała salkę myśliwską na zamku, wraz z zawieszonym u góry sceny porożem jelenia, czyli końcowym efektem polowania.

Teatr dużo może nauczyć się z lekcji, jaką wygłasza wobec świata Jelinek. Jedną z takich prób mogliśmy zobaczyć w ramach festiwalu „Dialogu 4 Kultur”.

Elfriede Jelinek "Rechnitz.(Anioł zagłady)"
reżyseria: Jossi Wieler
scenografia i kostiumy: Anja Rabes
muzyka: Wolfgang Siuda
reżyseria świateł: Max Keller
dramaturgia: Julia Lochte
występują: Katja Bürkle, André Jung, Hans Kremer, Steven Scharf, Hildegard Schmahl
premiera: 28 listopada 2008, Münchner Kammerspiele, w ramach "Dialogu 4 Kultur", Łódź, Teatr Powszechny (12,13.09.2009).

poniedziałek, 14 września 2009

"Factory 2" Krystiana Lupy (Festiwal "Dialogu 4 Kultur" w Łodzi)


To było wydarzenie teatralne numer jeden na tegorocznym festiwalu "Dialogu 4 Kultur" w Łodzi, który stał się imprezą na wysokim poziomie, o znaczeniu już nawet nie ogólnopolskim, lecz międzynarodowym. Kiedyś była to lokalna impreza.

Ponad siedmiogodzinne przedstawienie Teatru Starego w Krakowie było testem na wytrzymałość i widzów i zespołu teatralnego. Ku mojemu zaskoczeniu na dużej widowni do końca pozostało ok. 80% publiczności.

Krystian Lupa okazał się antropologiem kultury, który wniknął w psychikę nie tylko Andy'ego Warhola, ale całej jego świty, w której seks i narkotyki mieszały się z działaniami paraartystycznymi, gdzie dokonywał się eksperyment nowego rodzaju aktu twórczego polegający m.in. na czerpaniu z banalności i nijakości życia. Mogliśmy obejrzeć słynny film "Blow Job" (1963), fragment z "Chelsea Girls" (1966) i "Woman in Revolt" (1971), które stanowią integralną cześć spektaklu.

Lupa ma duże zrozumienie dla najnowszych technik artystycznych, jak performance czy wideo-art, których używa jako integralnych części spektaklu i czyni to z wielkim zrozumieniem nowych mediów, w odróżnieniu od Jana Klaty, o czym w następnej relacji z łódzkiego festiwalu.

Mogliśmy wejść i zrozumieć nie tylko gejowski świat Warhola (świetna gra Piotra Skiby), ale i takich postaci jak: Gerard Malanga, Paul Morrisaey, Ondine, Brigid Berlin (świetna Iwaona Bielska), Viva, Nico, Ultra Violet, i wielu innych. Zresztą cały zespół grał bardzo dobrze, ujawniając rożne możliwości, od spokojnych i monotonnych dialogów, do ekspresyjnej groteski.

Czym była Fabryka? Miejscem, w którym jak w tyglu kłębiły się ludzkie uczucia, namiętności i rywalizacja o wpływy wielkiego Warhola. Szukano uznania mistrza pop artu. Tutaj ludzie raczej się wypalali (narkotyki) i kończyli niż rozwijali swe zdolności, ponieważ w oparach alkoholu w gruncie rzeczy cyniczny i beznamiętny Warhol eksperymentował na ludzkich uczuciach i namiętnościach. Szybko pochłonął go jednak rynek sztuki i komercja, a po próbie jego zabójstwa w 1968 (strzelała do niego Valerie Solanas), późniejsza Fabryka nie była już tym samym "laboratorium ludzkiej psychiki".

Mimo, że reżyser spektaklu wypowiadał się, że jest to fantazja o dwóch dniach z życia Warhola, mamy bardzo ciekawe, oparte na książkach i wywiadach "odkrywanie świata" wokół Warhola, metody jego pracy twórczej, jak i wiwisekcję całego otoczenia.

Po śmierci w 1985 r. transwestyty Jackiego Curtisa znaleziono karteczkę, która wiele mówi o micie Fabryki: "Naprawdę nie jesteś gwiazdą Andy'ego Warhola, dopóki nie jesteś martwy".

Sztuka Lupy w bardzo zajmujący i przekonujący sposób przybliża mit Fabryki i jej tragicznych bohaterów. Do zrozumienia spektaklu potrzebna jest jednak duża wiedza z zakresu sztuki najnowszej, nie tylko pop artu. Myślę, że z tych powodów może być nie do końca zrozumiały czy akceptowany przez teatrologów.