Szukaj na tym blogu

wtorek, 18 grudnia 2012

"36 i pół przestrzeni" (Wystawa słuchaczy AFiP w Białymstoku)


Monika Tryzno-Nowacka, z cyklu Rozmowy


W lipcu 2012 r. miała miejsce wystawa fotografii Akademii Fotografii i Przedsiębiorczości. W ładnym katalogu do wystawy czytamy: "“36 i pół przestrzeni” - to trzecia zbiorowa wystawa słuchaczy Akademii Fotografii i Przedsiębiorczości w Białymstoku. Prezentowane fotografie to efekt końcowej pracy I i II roku AFiP. Słuchacze szkoły w podsumowaniu roku 2011/2012 przedstawiają Państwu prace wykonane pod okiem wykładowców w pracowniach szkolnych. Różnorodność prac uwarunkowana jest szerokim zakresem tematycznym programu nauczania w szkole, od warsztatowego spojrzenia na fotografię poprzez artystyczny wyraz obrazowania. Otwarte podejście wykładowców na twórczość ich podopiecznych pozwoliło stworzyć “36 przestrzeni” w kilku wymiarach fotografii, “pół” stanowi to co niedopowiedziane, czasem zapomniane, nie zawsze obecne ale jest. [...] Praktyczna nauka zawodu fotografa oparta jest na pracy w studio, ćwiczeniach w plenerze lub w specjalnie zaaranżowanych dla potrzeb tematycznych zajęć przestrzeniach. Słuchacze zapoznają się z obróbką cyfrową obrazu, zagadnieniami z fotoedycji, reportażu, filmu, dokumentu, fotografii reklamowej oraz intermedialnej. Efektem podsumowującym kształcenie w AFiP jest praca dyplomowa, przygotowana pod okiem wybranego promotora. Pracownie szkolne prowadzone są przez specjalistów, czynnych zawodowo w zakresie fotografii, filmu i sztuki, posiadających doświadczenie pedagogiczne.Są to: Beata Hyży-Czołpińska, Michał Heller, Grzegorz Jarmocewicz, Radosław Krupiński,  Tomasz Markowski, Tomasz Michałowski, Piotr Mojsak, Marta Pietruszko, Piotr Sawicki, Jowita Wiśniewska, Wojciech Wojtkielewicz."

Lubow Lisica

Ola Śmigielska, Słowo i zapach

Ania Grabowska, Pieta - czas nieunikniony

Iza Skoczylas, Wewnątrz i poza

Niektórzy z pedagogów są znani na arenie ogólnopolskiej, a nad całością pieczę sprawuje Grzegorz Jarmocewicz, absolwent ASP w Poznaniu, a obecnie doktorant w szkole filmowej w Łodzi. Jak określić specyfikę szkoły, która ma szanse stać się jedną z ciekawych szkół fotograficznych? W obecnych czasach liczy się nie tylko  intrygujący  czy "ładny obrazek", który, pod odpowiednim nadzorem, potrafią zrobić dzieci w gimnazjum czy młodzież w liceum, ale co za nim się kryje i jakie wyraża idee, a nie tylko uczucia (Iza Skoczylas, Ola Śmigielska). Istotnym składnikiem nauczania w Białymstoku jest eksperyment wizualny (Wiesiu Woronowicz, Ada Ciborowska). Postrzegam tu wpływy koncepcji Grzegorza Przyborka, który jest najważniejszym pedagogiem polskim (Ola Śmigileska, Wiesiu  Woronowicz), a także innych: Pawła Żaka (Justyna Gawronska), Stanisława Wosia (Rafał Kruszewski).

Zaskakujące są dla mnie prace Lubow Lisicy, dotyczące upiornej inscenizacji oraz głęboko psychologiczne przesłanie zawarte w zdjeciu Ani Grabowskiej. Nową forma aktu czy nawet próba pokazania klasycznie pięknego erotyzmu są fotografie Moniki Tryzno-Nowackiej, która odnalazła zaskakująco ciekawą formą aktu męsko-damskiego. 

Zastanawia mnie także proste, ale jakże skuteczne rozwiązanie uwidocznione w fotografii Renaty Gorolewskiej z ukazaniem kręgu, a w nim młodej dziewczyny - między naturą a technologicznymi ruinami nowoczesności. Wybór scenerii, poru roku i osoby do fotografii okazał się decydujący. To pytanie o koniec świata, który kiedyś nastąpi.

Aga Bierko, Bez tytułu

Justyna Gawrońska, Niemartwa natura

Rafał Kruszewski, Bez tytułu

Jednak trudno ocenić pokazane zdjęcia. Nawet nie mogę tego dokonać, gdyż oglądam "okruchy" z całości dokonań szkoły. Czy wysoki poziom zdjęć udało utrzymać się w całych cyklach czy seriach, czy nie ma powtórek albo banalności przedstawień? Młodzi fotografowie, ze względu na szybkość kształcenia, zazwyczaj nie posiadają odpowiedniej wiedzy historyczno-teoretycznej, a tylko ona pozwala przetrwać na dłuzej lub na lata, chyba ze ktoś wyedukuje się sam, co jest możliwe, ale bardziej pracochłonne (np. Zbigniew Libera).

Z optymizmem spoglądam jednak na zdjęcia z katalogu z Białegostoku. I czekam na dalsze, także z wypowiedziami samych fotografujących, ponieważ pozwala to skonfrontować pomysł z praktyczną realizacją. Można trochę popracować nad tytułami, gdyż niektóre są zbyt oczywiste albo banalne. Warto o nich długo myśleć.

Renata Gorolewska, z cyklu Tato, czy to jest już koniec świata (4)

Ola Śmigielska, Przez dotyk

czwartek, 13 grudnia 2012

Spotkanie z Adamem Mazurem. Promocja książki "Decydujący moment" (2012)

Grzegorz Nawrocki, Czas Apokalipsy, 13.12.1981

13.12.12 czy ta data wciąż znaczy? Czy ma w dalszym ciągu istotne odniesienie do beznadziejnych i ponurych lat? Dla mojego pokolenia z pewnością tak. Ta data jest w dalszym ciągu bardzo ważna. Ale myślę, że dla osób urodzonych w latach 80. czy 90. już nie, gdyż to wydarzenie działa podobnie jak Powstanie Styczniowe czy Bitwa pod Grunwaldem. Pamięć się zaciera, ale historia wciąż posiada swą siłę i moc, ale niekoniecznie pozytywną. Niestety, odradza się nacjonalizm i rasizm, sytuacja powraca do miejsca znanego z historii z okresu międzywojennego. Ale odłóżmy na bok te smutne rozważania.

Przy okazji dzisiejszej dyskusji na Facebooku okazało się, że podobne, nawet bardzo podobne "kultowe" zdjęcia do Chrisa Niedenthala wykonało jeszcze dwóch fotografów. Jedno ze zdjęć publikuję powyżej. Ale praca Niedenthala jest najciekawsza ze względu na kadr i ... kolor.

Okładka książki Adama Mazura Decydujący moment. Nowe zjawiska w fotografii polskiej po 2000 roku

06,12,12 godz. 18.00, w Miejskim Punkcie Kultury Prexer-UŁ w Łodzi odbyło się spotkanie z  z Adamem Mazurem Decydujący moment  na temat jego nowej książki, a właściwie albumu liczącego 392 s. (!) Szkoda, ze spotkanie nie nie było należycie rozreklamowane i dotarli na nie przede wszystkim studenci fotografii ze szkoły filmowej. Szkoda także dyskusja schodziła na tematy poboczne, jak polityka Wydziału Promocji UM czy finansowania kultury w Łodzi.

Album jest najważniejszą publikacją na temat fotografii ostatnich lat w Polsce. Mam wiele merytorycznych wątpliwości, zastrzeżeń. Niektóre ujawniałem na spotkaniu. Najbardziej podoba mi się rozdział Instytucjonalne przesilenie, ponieważ autor nie boi się zdiagnozować i obnażyć miałkości polskich muzeów i instytucji państwowych zobligowanych do gromadzenia oraz opracowywania kolekcji fotograficznych. Z tego powodu polska fotografia nie ma szansy na należytą promocję starych i nowych zjawisk. Za ten stan rzeczy odpowiedzialni są decydenci, czyli: Ministerstwo Kultury oraz marszałkowie województw czy prezydenci miast. Tylko co oni wiedzą o fotografii?

Według mojej oceny ten wybór 92 postaci w/w albumie  nie obroni się, nie przetrwa próby czasu. Wróżę z fusów czy przewiduję na podstawie wiedzy? Nieważne, zobaczymy za lat kilkanaście, ile osób pozostanie w wiadomości historycznej. Moim zdaniem niewiele. Zaryzykuję wybor: Aneta Grzeszykowska i Jan Smaga, Magda Hueckel, Sylwia Kowlczyk, Andrzej Kramarz, Zofia Kulik (to było wiadome), Zbigniew Libera (to też było łatwe do przewidzenia), Weronika Łodzińska, Łódź Kaliska (to też), Rafał Milach (też także), Maciej Osika, Oiko Petersen, Przemysław Pokrycki, Michał Szlaga, Joanna Zastrózna, Irek Zjeżdżałka, Zorka Project i Paweł Żak.

Bardzo dużo brakuje tej obszernej publikacji ważnych postaci dla ostatniej dekady. I nie jest to tylko Janusz Leśniak. To także, jak powiedziałem na spotkaniu, fotografia powstająca z impulsu religijnego, a także dotycząca tzw. technik alternatywnych i obrazu cyfrowego. Może kiedyś przedstawię swoją listę ważnych postaci? Oczywiście każdy z krytyków, a jest ich w Polsce kilku może kilkunastu, inaczej zredagowałby taką pozycję. Moim przypadku byłby to podział na gatunki i tendencje oraz mniej intuicyjny i towarzyski wybór, a oparty na określonej z góry metodologii, którą należałoby przedstawić we wstepie.  Ale album jest wielkim sukcesem Adama Mazura i wydawnictwa Karakter!

Pojawiały się już pierwsze recenzja: niezbyt profesjonalna Lidii Pańków z niepodpisanymi zdjęciami S. Kowalczyk w "Dwutygodniku" i zdecydowanie ciekawsza recenzja, niepozbawiona drobnych lecz na poziomie wyartykułowanych uszczypliwości napisana przez Iwo Zmyślonego w "Kulturze Liberalnej".

I na koniec tzw. autopromocja ze s. 20 Decydującego momentu. (Przy czym zaznaczam, że nie zgadzam się z oceną blogu prowadzonego przez naczelnego "Kwartnika Fotografia", gdyż niewiele tam ważnych czy istotnych informacji. To tzw. blog plotkarski, ale poniekąd pojmuję dlaczego Adam powinien go wymienić wśród najważniejszych).  Cytat: "Ciekawym zjawiskiem podnoszacym siec do rangi magazynu opinii są wpływowe blogi ekspertów i fotografów: Krzysztofa Jurecki ("Jureckifoto"), Waldemara Śliwczyńskiego ("Śliwczyński jestem"), zmarłego przedwcześnie Ireneusza Zjeżdżałki ("Proces naturalny"), Wojciecha Wilczyka ("Hiperrealizm"), Sławomira Tobisa ("Tobisologia"), Piotra Biegaja ("FotoPropaganda - wczesniej "Fotoiczek"), Mariusza Foreckiego ("Smocze historie"), fotoedytorek "Gazety Wyborczej" Kingi Kenig ("Blindspot") i Beaty Łyżwy-Sokól ("Ćwiczenia z patrzenia"), Juliusza Sokołowskiego, Jakuba Certowicza i Jedzreja Sokołowskiego ("Niebo na betonie"), czy autotematyczny, poświęcony promowaniu ciekawych blogów "Fotograficzny Blogspot". Nierzadko blogerzy nie kryją ambicji tworzenia blogów-portali, jak w przypadku Joanny Kinowskiej i jej "Miejsca fotografii czy też "Zawsze kwadratu" Marcina Szymczaka".

P.s. 13 i  powtórnie 14.12.12 podobne ujęcie wykonał Ireneusz Piotrowski, ale z wyższego piętra budynku. Tutaj można obejrzeć relacje Chrisa Niedenthala i  Piotrowskiego o "czasie apokalipsy" w kinie, czyli w Polsce.

Zdjęcie Ireneusza Piotrowskiego

piątek, 7 grudnia 2012

Marek Noniewicz - tworzenie z chaosu. Człowiek jako cześć natury

Z Markiem Noniewiczem spotykam się od kilku lat przy okazji różnych wykładów, otwarć wystaw (Co kryje się na dnie oka?, Toruń) czy na Porfolio Review w Bratysławie, na którym odniósł "mały" sukces, ponieważ znalazł się w gronie 15 najwyżej ocenianych fotografów, a konkurencja była duża. Zresztą to był polski rok na Portfolio w Bratysławie, gdyż pierwsze miejsce zajął Jan Brykczyński z grupy Sputnik Photos, reprezentowany przez Anzenberger Gallery z Wiednia, co moim zdaniem odegrało we wspomnianym konkursie zasadniczą rolę.


Warianty obecności, 1999


Marek Noniewicz jest poza głównym prądem "nowego dokumentu", inscenizacji i innych tendencji. Swe prace realizuje w XIX-wiecznej technice – cyjanotypii, wykorzystywał też kamerę obskurze (Warianty obecności – autoportrety wykonane w kamerze otworkowej w 1999 r.). Sięga jak kilkunastu, może kilkudziesięciu twórców posługujących się tzw. technikami alternatywnymi do początku techniki fotograficznej, a zwłaszcza do twórczości Anny Atkins. Wierzy, że fotografia może zbliżyć się do tradycji alchemii i za jej pomocą można "wyczarowywać" prawdziwe obrazy, które fragmentarycznie pochodzą czy rodzą się świecie rzeczywistym, ale ich połączenie poprzez montaż stwarza lub może stworzyć coś niepowtarzalnego ("unicum"), jak dzieje się to w niektórych realizacjach Pawła Żaka czy w innej technice uzyskiwane było w wielu pracach Staszka Wosia.


Zarys zoologi fantastycznej2010



Marek Noniewicz, w odróżnianiu od innych polskich przedstawicieli technik alternatywnych, podobnie jak np. Jarosław Klupś, posiada bardzo dobre przygotowanie historyczno-teoretyczne, jakie uzyskał na ASP (dziś UA) w Poznaniu. Poza tym potrafi w interesujący, i co dla mnie istotne prawdomówny, sposób pisać o swojej pasji. W tekście pt. Iliaster – materialność obrazu fotograficznego, który znajduje się na stronie www artysty czytamy: "W pracy nad projektem w zasadzie rezygnuje z użycia aparatu fotograficznego, który w jakimś stopniu zapośrednicza opis rzeczywistości i dla moich poszukiwań czyni go mniej czytelnym i ciężarnym o znaczenia nie przystające do projektu. Iliaster – to według Paracelsusa pierwsza konkretna materializacja, z której zostanie uformowany wszechświat, dla mnie zaś to inna forma materializacji rzeczywistości fotografii, przy wykorzystaniu dawnej techniki – cyjanotypii. Sama jednak technika cyjanotypii nie decyduje o istotnym ciężarze powstających prac, sama tylko technika byłaby pustą refleksją i czczą tęsknota z utraconą aurą i magią pierwszych obrazów; to właśnie z tego powodu w znacznym stopniu rezygnuję z użycia aparatu i wykorzystuję fragmenty gromadzonych materiałów organicznych: zasuszonych roślin, owoców, pióra ptaków, znalezione martwe owady itp."



Iliaster, 2011-2012 

Czy prace te prace są przestarzałe, by nie powiedzieć anachroniczne? Nie, myli się ten kto odrzuca w swej perspektywie krytycznej, jak niektórzy pyszałkowaci "nowi dokumentaliści", koncentrujący się na zniszczonych karoseriach. Jeśli montażowych pracach Noniewicza zawarty jest problem egzystencji człowieka, potraktowanego na równych prawach z innymi formami przyrody czy istnienia. Jeśli artysta używa "resztek" przyrody, o czym pisał we wspomnianym już tekście. Pisał "wykorzystuję fragmenty gromadzonych materiałów organicznych: zasuszonych roślin, owoców, pióra ptaków, znalezione martwe owady itp. Ich obrazy uzyskuję w sposób fotograficzny, wykorzystując do tego celu luksografię." 

Podsumowując są to prace, w których dostrzegam zupełnie inne problemy formalne i ideowe od polskiego mainstreamu fotograficznego. I bardzo dobrze, bo ci którzy idą w tłumie, pozostaną niewidoczni, poza pierwszym szeregiem. Oczywiście nie wszystkie prace autora podobają mi się. Artysta musi wyrwać się chaosu i bardziej zapanować nad stwarzaną materią. Ale jego dokonania bezsprzecznie przekonują mnie.

Sommer Album, 2007-2011

Tylko czy można uciec przed chaosem? Pewnie tylko niektórzy to potrafią.

P.S dziś  (10.12.12) wpisałem komentarz na Facebooku (na stronie Marka Noniewicza) kilka zadań odnośnie słow Sławomira Tobisa: "S. Tobisa stać tylko na złośliwości, jako fotograf zupełnie mnie nie interesuje, nie wyszedł poza fotoamatorstwo ładnych widoczków. Znany jest od lat, że zawsze podpiera swą działalność znanymi fotografami. I niech tak zostanie! Natomiast jego blog, choć kunktatorski, polecam, gdyż przedstawia relacje z Berlina. I jeszcze insynuacje o Wosiu, coś powiedział - wstyd! Marna to postać, która tylko insynuuje!"

czwartek, 29 listopada 2012

Andrzej J. Lech. CITÁTY Z JEDNEJ REALITY / QUOTES FROM ONE REALITY. FOTOGRAFIE / Z ROKOV 1978 – 2010 (Poľský inštitút v Bratislave1.11. – 30.11. 2012)

 Andrzej Jerzy Lech, Opole, z cyklu Cmentarz zamknięty, 1980. (Właśnie ta fotografia zapowiadała ekspozycję w Bratysławie)

Tv w Bratysławie w tym materiale w okolicach 40 minuty pokazuje wystawę Andrzeja w Instytucie Polskim. (Potencjalnych oglądających proszę o cierpliwość w poszukiwaniu relacji, ale relacja jest ciekawa). Andrzej Lech niestety nie doleciał do Wiednia, a stamtąd nie przywiózł go samochód do Bratysławy. Nie było go na wernisażu, szkoda, ale co można było uczynić? 

Super huragan Sandy okazał się zbyt silny, pokonał nie tylko linie lotnicze. Spowodował dla stosunkowo niewielkiego regionu kolo Nowego Jorku autentyczny koniec świata - Apocalypse Now, który powtarza się co pewien czas w dziejach ludzkości. Kiedy nastąpi ostateczny koniec? Zdaniem postmodernistów (np. prof. Tadeusz Sławek) - nigdy, zdaniem chrześcijan w przyszłości....

Zresztą, jak słusznie zauważył na wernisażu wystawy  Amerykanin Roberto Muffoletto, Andrzej pokazuje stan "przed" i "po" katastrofie, z czym się zgadzam. Nawet w ten sposób czasami zestawiałem jego prace w Bratysławie, delikatnie zakłócając chronologię zdarzeń, gdyż ta nie jest najważniejsza. Inny amerykański krytyk Patrick Keough był pełen uznania dla nowojorskich zdjęć Andrzeja. To cieszy, ponieważ ich opinie  są "z wewnątrz, czyli z USA"  są cenne. Poza tym, fotografia Andrzeja ma "dar", jaki miała poezja w starożytnej Grecji czy dramaty Szekspira, może nie jasnowidzenia, ale przewidywania zdarzeń... Wypełnia się dziwnymi pustymi amerykańskimi, meksykańskimi czy polskimi pejzażami, niczym naczynie, przyjmujące życiodajny napój w swym profecznym wymiarze. To "czyni" ją wyjątkową na scenie polskiej, a w przyszłości może i europejskiej. Odróżnia ją od wielu naśladowców i imitatorów rzeczywistości fotografujących śmieszne karoserie samochodowe czy kolorowe witryny, sprowadzając widoczki do formy karykatury.


Z cyklu dziennik podróżny, 

Ekspozycja, która na swej premierze w Łodzi miała 117 fotografii, w Bratysławie liczyła 56 zdjęć, podobnie jak w Ostrawie w Galerii  Fiducia (wrzesień-październik 2012). Z prezentacji w stolicy Słowacji na bardzo ciekawym XXII Miesiącu Fotografii jestem bardzo zadowolony, pomimo niełatwej przestrzeni. Przy okazji chciałbym podziękować za bardzo dobrą współpracę dyrektorowi  Tomaszowi Grabińskiemu i pani Marcie Miarze.

Na wernisaż przyszła duża grupa osób. A tego dnia - 31.10.12 - odbywały się one co pół godziny i było ich sześć, czyli duża konkurencja. Tradycyjnie otwarcia ekspozycji Andrzeja w IP dokonał dyrektor festiwalu Václav Macek, wicedyrektor IP  Tomasz Grabiński i ja. W ten sposób dobiega końca pierwsza monograficzna ekspozycja Andrzeja, której kuratorami byliśmy razem Magdą Świątczak.Wystawa pokazana została: w Łodzi, w Toruniu, Opolu, Świdnicy, Jeleniej Górze oraz za granicą (bez jakiejkolwiek pomocy Ministerstwa Kultury...). Niestety nie udało znaleźć się dla niej miejsca we Wrocławiu - rodzinnym mieście artysty. 

Poniżej mini dokumentacja pokaz Andrzeja Lecha w Bratysławie (fot. K. Jurecki)







Potencjalnych czytelników na temat fotografii Andrzeja zachęcam do lektury obszernego katalogu wydanego przez Galerię "FF" w Łodzi w 2011 roku oraz mojego innego tekstu Pojęcie i przemiany dokumentu w fotografii Andrzeja Jerzego Lecha (1978–2011).

Andrzej J. Lech, Oświęcim-Auschwitz, 2002. (Jedna z najciekawszych fotografii artysty, idealna, jeśli taka istnieje, metafora "fabryki śmierci". Ta pamięć jest bolesna i szybko się nie zabliźni)

K. Jurecki, tekst z katalogu XXII Miesiąca Fotografii w Bratysławie

A poniżej mój tekst oraz info o wystawie po słowacku:



sobota, 24 listopada 2012

"Energia Afryki" (POS, Łódź, 16-17.11.2012)

W Poleskim Ośrodku Sztuki w Łodzi odbył się pierwszy festiwal poświęcony kulturze Afryki, a właściwie jej interpretacji, wyrażającej tytułową "energię", która przenika wszystko będąc siłą sprawczą pozytywną lub o czym należy pamiętać również negatywną. Niewłaściwie użyta energia szkodzi, a nawet zabija.... Ale na tej wystawie nie ma tego problemu, który istnieje oczywiście w rozdartej konfliktami Afryce, gdzie "żniwo śmierci" zbiera swe plony.


 Betti Ibata [po prawej] dysponuje świetną skalą głosu. Kilka jej prostych w treści piosenek zrobiło na widzach bardzo duże wrażenie. Co ciekawe artystka urodziła się w Łodzi, obecnie studiuje na UŁ

Prace swoje pokazało kilku artystów:  werystyczne rysunki, częściowo realistyczne, częściowo imaginowane, zmieniające realne sytuacje zaprezentował Piotr Tymochowicz. Relacja formy należała niekiedy do surrealności czy nadrealności w typie rysunków Stefana Żechowskiego. Ale są to ciekawe prace , w których widać zmienianie zreprodukowanej rzeczywistości, tak aby była zastanawiająca czy intrygująca swą innością, a może nawet obcością. Powstaje pytanie o widzenie artysty? Czy jest ono "turystyczne" czy postkolonialne, gdyż nasze postrzeganie nie jest wcale przezroczyste i bezosobowe. Najczęściej wyraża charakter ideologiczny kraju, z jakiego pochodzi dany artysta



Piotr Tymochowicz, z cyklu Rysunki afrykańskie, długopis, papier, 50 x 30 i 42 x 29,7 cm.


Bardzo obszerny był pokaz  Zbigniewa Błońskiego na parterze POS, który z masek, form wyobrażeniowych, jak kwiaty, a nawet z oręża (dzidy) stworzył formy pozbawione pierwotnej mocy, "oswojone", może nawet zeuropeizowane. Tu mamy przykład fascynacji kultura, która ma zdobić potencjalne polskie wnętrza, bez jej pierwotnej mocy, która jest "groźna".

Czy miasto Łódź i jego instytucje zainteresują się afrykańskimi tematami i takimi artystami, jak Andrzej Zając. A może to uczyni poseł PO John Abraham Godson? 

Stylizowane i pozbawione grozy maski Zbigniewa Błońskiego, (fot.  autor). Od tego momentu zaczyna się również kulturowa moda, ale na razie nie ma w niej nic nagannego, gdyż dominuje fascynacja formą, którą trzeba zbadać i ujarzmić.

Niezwykle trudne i pracochłonny haft pokazała Joanna Zybert pracując nad sakralnie ukazanymi twarzami. Za pomoca koloru złotego i nimbu stwarzała formę ochronną dla prostych matek, które  w ten sposób czyniła szlachetnymi. Ten typ twórczości i ikonografii łączy się z pracami jej ojca - Andrzeja Zająca. Zresztą razem odbyli podroż do Afryki w 2010, wykonując steki zdjęć i kręcąc materiał wideo, co zaowocowało filmem Smakowanie Afryki, pokazanym drugiego dnia festiwalu. 

Obraz A. Zająca z 2012 r. sakralizujący "zwykłe dziecko". Typ malarstwa trochę w duchu XX-wiecznego akademizmu, opartego na przekazie fotograficznym. (fot. K. Jurecki)

A główny bohater festiwalu - Andrzej Zając? Wylewała  się z niego wprost energia. Energia pozytywna wobec wszystkich uczestników, w tym licznie przybyłych na warsztaty dzieci. Dla mnie Andrzej Zajac jest bardzo ważnym rzeźbiarzem, któremu w przyszłości chciałbym przygotować wystawę. Najciekawsze są dla mnie jego instalacje z naturalnymi owocami czy elementami, w których trwa realne życie. Przypomina to nawet jedna z prac Jospeha Beuysa, która widziałem w muzeum Bonn. Codzienne do gabloty wkładane były świeże pomarańcze z zielonymi listkami. Tak, aby trwało życie.


Andrzej Zając z figurką słonika na tle swego obrazu (fot. K. Jurecki)


Najważniejsi sprawcy festiwalu: [od lewej]: Piotr Tymochowicz, A. Zając, Joanna Zybert,   Zbigniew Błoński (ps. Szaman) oraz Danuta Pospiech (POS), (fot. K. Jurecki)  

Monumentalna rzeźba A. Zająca,  (fot. K. Jurecki)

 Najbardziej jednak chyba zadowolone z festiwalu  w dużej liczbie uczestniczy warsztatów plastycznych. Czy kultura afrykańska i jej znajomość potrzeba jest w Łodzi? Oczywiście, że tak. Nie trzeba tego nawet tłumaczyć.



 Malarstwo i rzeźba A. Zająca,  (fot. K. Jurecki)

 A. Zając, Święty Jerzy w walce ze smokiem, instalacja, (fot. autor)


Haftowane misternie obrazy  Joanny Zybert (fot. K. Jurecki). Technika haftu krzyżykowego posłużyła do stworzenia sakralnych obrazów. Bardzo ważna jest tu intencja artystki, polegająca na zamienieniu szarej codzienności na sacrum. 

 A. Zając, Instalacja (fot. K. Jurecki)


16.11.2012 godz. 17.00 
Art Festival - Energia Afryki
Wernisaż wystawy obrazów, rzeźb oraz haftów inspirowanych Afryką
1. Uroczyste otwarcie Festiwalu - recital Betti Ibata, artystki z Konga
2. Otwarcie wystawy zbiorowej "Afryka - fikcja i rzeczywistość". W wystawie udział biorą:
Andrzej Zając - rzeźba, malarstwo
Zbigniew Błoński - rzeźba
Joanna Zybert - haftowane obrazy
Piotr Tymochowicz - rysunek
3. Madonny - pokaz multimedialny

Instalacje Andrzeja Zająca,  (fot. autor) 

poniedziałek, 19 listopada 2012

"Ron Kedmi, Cover – Uncover" (25.10 do 25.11. 2012 Muzeum Kinematografii, Łódź)

Wystawa w łódzkim Muzeum Kinematografii, której kuratorem jest Alicja Cichowicz jest jedną z najważniejszych wystaw  z pogranicza fotografii reklamowej i artystycznej, jakie odbyły się w Polsce. Ron Kedmi jest przede wszystkim bardzo ciekawym portrecistą, który zmienia, zaciera tradycyjne znaczenia i dystynkcje portretu, zawartego między pojęciem religijnego, w tym świętego a hedonistycznego i erotycznego pojmowania człowieczeństwa. Nie interesuje go, jak wielu fotografów reklamowych, ukazywanie seksualności, bardziej maskuje i zakrywa niż eksponuje ciało swych modelek.  To bardzo udana ekspozycja. logicznie podzielona na dwie części. 

Ron Kedmi, Czarna wdowa 1, fotografia na płótnie, 145×120 
(Delikatna dla mnie, mocna dla innych prowokacja zawarta w tytule i jednoczesnym odwołaniu do "nadmiaru" religii.


Ron Kedmi izraelski artysta, jak juz wspomniałem,  pracuje jako fotograf reklamowy i artysta. Tworzy, czy raczej próbuje działać na różnych polach aktywności twórczej. Ale w obecnych czasach fotografia artystyczna lub co niej pozostało może nie różnić się formalnie od reklamowej. Albo inaczej - fotografia reklamowa często może być ciekawsza od artystycznej. Na internetowej stronie Kedmiego zobaczymy "komercyjne" zdjęcia takich sław jak Naomi Campbell (chyba z elektronicznym retuszem), Claudia Schiffer oraz wielu innych heroin, których nazwiska niewiele mi mówią, gdy z ten świat jest mi zupełnie obcy i mogę żyć niezależnie od niego. Bardziej podobają mi prace określone jako  "editorial", wykonywane w różnych przestrzeniach miast czy pobliżu świątyń , które także należą do świata mody (np. magazyn "Beverly Hills").

Ron Kedmi, Zakonnica 1, odbitka na płótnie, 120×280
Oczywiście w tej pracy zakodowana jest przewrotność znaczeń i erotyzm.

Ron Kedmi, Bez tytułu, 2003, druk cyfrowy, 170×120
(W takim stylu wystawiał w Polsce swe zdjęcia Łukasz Ziętek i można je znaleźć na moim blogu)

Sądzę, że Kedmi jest przede wszystkim artystą, który "musi" z własnego wyboru oczywiście działać w reklamie, podobnie jak np. Erwin Olaf. Świadczą o tym bardzo dobre portrety, w których znajdziemy ślady stylu takich mistrzów, jak: Man Raya, Cecil Beaton, a także Helmut Newton czy Richard Avedon. Ale są to tylko ślady, gdyż prace z cyklu Elements (Żywioły) traktują o poczuciu winy, krzywdy moralnej wyrządzonej przez religię i system narzucony system wychowania. Taka niejednoznaczność cierpenia ukazana w pracach, w tym oddziaływanie ognia i wody na młode postacie jest bardzo intrygująca. 

Ekspozycja. (Po prawej praca pokazująca umiejętnie sięganie do performance czy nawet z kręgu body-artu.)

Ekspozycja. Prace wykorzystujące wnętrzności zwierząt, służące jako strój lub nakrycie głowy gdyż taka jest także natura ludzka. To, co pierwotne i archaiczne jest również naszą biologią i forma egzystencji. Na pierwszym zdjęciu z lewej kobieta płacze (Cover-Uncover 3, 2012 - druk cyfrowy 162x115,5 cm) sięga to do zdjęć wojennych ukazujących tragizm przeżyć. A więc artysta niczym żongler umiejętnie nakłada na siebie różne powidoki obrazów, jakie mamy w pamięci.

Body 2, 2007, druk cyfrowy 145x120 cm
Jedna z najciekawszych prac na wystawie ukazująca dążenie człowieka do nieśmiertelności, w tym osiągnięcia stanu całkowitego panowania nad ciałem, gdyż do jest ważnym krokiem do "bycia wyzwolonym". Ale figura świętego czy mistyka może świadczyć także o zrozumieniu stanu śmierci!

Czarna wdowa 2, 2007, odbitka srebrowa na płótnie, 145x120 cm
Czy to portret Madonny czy uwodzicielki? Religijność, jak w rzeźbach Berniniego przenika się z erotyką. A więc zdecydowanie to drugie...

Ekspozycja z realizacją wideo, które w kilku miejscach bardzo dobrze uzupełnią pokaz w Łodzi