Szukaj na tym blogu

wtorek, 6 lipca 2021

Kilka refleksji o XX Fotofestiwalu w Łodzi (czerwiec 2021). Czyli jak wyemancypowała się przeciętność... i rozwinęła cenzura

Andrzej Różycki. Przejęcia, fot. K.Jurecki

Tradycyjnie już nie otrzymałem zaproszenia na otwarcie Fotofestiwalu w Łodzi, w przeciwieństwie do krakowskiego. Również nie zostałem zaproszony do żadnej rozmowy czy dyskusji w Łodzi czy w Krakowie, a chętnie skomentowałbym np. jego historię w czasie dyskusji panelowej, gdzie nie padały żadne istotne, poza kurtuazyjnymi pytania. 

Jak przypuszczam znajduję się na cenzurowanej liście za pisanie krytycznych artykułów o Fotofestiwalu, zresztą nie pierwszej. Inna istnieje w na Festiwalu w Krakowie, jeszcze inna,  np. na Uniwersytecie Artystycznym w Poznaniu, o czym poinformował w 2019 roku jednego ze studentów dziekan Piotr Chojnacki. Tym razem za krytykę ekspozycji pracowni prof. Piotra Wołyńskiego, pokazaną w ŁDK na łódzkim Fotofestiwalu. Ale to tylko drobiazgi, ktoś by powiedział nieważne aspekty w wielkim fotograficznym kraju. Liczy się aktualność i poziom wystaw..., ale problem cenzorowania krytyki artystycznej przez Fotofestiwale na pewno jest nowym i niebezpiecznym zjawiskiem. Cenzura dotyczy nie tylko artystów, ale także krytyki artystycznej. Czy ktoś go jeszcze zauważył?

Andrzej Różycki. Przejęcia, fot. K.Jurecki

Jak oceniam tegoroczny festiwal w Łodzi? Propagowany był pod niemądrym hasłem "łódzkiej szajby", powtarzanej przez organizatorów, komentatorów, potem publicystów. Na pewno na Facebooku był to bardzo dobrze zorganizowany spektakl medialny, ale w rzeczywistości okazał się bardzo przeciętny, przynajmniej jeśli oceniać główne wystawy. Najlepiej zaprezentował się gigantyczny pokaz Andrzeja Różyckiego, choć nie jestem zwolennikiem włączania historii monidła do tradycji fotografii artystycznej, którą reprezentuje sam artysta. Ujawniana została ogromna pasja, nie dziwactwo, jak napisano w "Szumie" czy szajba oraz wielka klasa artystyczna prac realizowanych od lat 60. do chwili obecnej. Dodam tylko, że w 2016 roku, kiedy wracałem pociągiem z K. Candrowiczem z Festiwalu z Bratysławy, mówiłem mu o wielkiej klasie artystycznej Różyckiego i potrzebie zorganizowania mu wystawy. Zupełnie go to nie interesowało. Gdyby nie inicjatywa Józefa Robakowskiego, głównego kuratora, z pewnością nie doszłoby do tak spektakularnej wystawy. O znaczeniu Różyckiego pisałem wielokrotnie. Przypomnę tylko mój tekst z 86 nu-ru "Formatu" z 2021 roku pt. Dekada w fotografii polskiej. Lata 201-2020. 

Na moment wrócę jeszcze do października 2020 roku. Na otwarciu wystawy Konrada Kuzyszyna w galerii Olimpus w Łodzi zaprosił mnie do kuratorowania dowolnej ekspozycji  w ramach Fotofestiwalu w 2021 Krzysztof Candrowicz. Zaskoczył mnie ten fakt. Dyrektor Candrowicz powiedział "pokaż co chcesz, co cenisz i co nie jest dotychczas znane". Przesłałem do Marty Szymańskiej projekt ekspozycji Magdaleny Samborskiej - moim zdaniem artystki bardzo ważnej i niedocenianej w Łodzi. Oto fragment maila od M. Szymańskiej z 22.10.21: "jednak nie mamy przekonania do prac pani Magdaleny Samborskiej". Pozostałem przy swoim wyborze, ponieważ byłem zaproszony. Odrzucono moją ekspozycją, czyli doszło do formy cenzury, bo inaczej tego nie mogę określić. 

Plakat Jude pt LDZDEATH, fot. K. Jurecki

O podejściu do medium i zrozumieniu fotografii świadczy pokolorowana wystawa z czarno-białych  negatywów z okresu międzywojennego Wiktora Jekimienki. Nie wolno tak robić, ponieważ niweczy się czyjąś koncepcję i ślad epoki. Pokazano już je na Fotofestiwalu (2011), więc nasuwa się jedno słowo - eklektyzm, który jest wyznacznikiem tegorocznej edycji.

Od lewej praca Marka Domańskiego, w centrum instalacja Piotra Zbierskiego, fot. K. Jurecki

No dobrze..., ale dlaczego festiwal był w 2021 był tylko przeciętny? To, co piszę nie jest recenzją, ponieważ musiałbym pokrótce opisać 40 wystaw, a wiele z nich nie obejrzałem Nie interesują mnie wystawy studenckie albo na siłę dołączone do programu jako towarzyszące. Wielka wystawa kilkudziesięciu twórców pt. Reinkarncja była tzw. pospolitym ruszeniem, bez określonej narracji, myśli przewodniej, w czym przypominała inną głośną wystawę Lochy Manhattanu (1989). Same, nawet bardzo dobre nazwiska (np. Grzegorz Przyborek, Piotr Zbierski, Ryszard Waśko) nie stworzą ekspozycji. Poza tym niepotrzebnie pokazano malarstwo (np. Paweł Hajncel), rzeźbę (np. Andrzej Miastkowski). Podobały się mini-kąciki: Andrzeja Kwietniewskiego, Aleksandry Chciuk, G. Przyborka..., wideo A. Orlikowskiej i tyle. Na tego typu pokazach oczekuję zawsze prac nowych albo nieznanych. Nie rozumiem pokazu fragmentu dyplomu licencjackiego Elżbiety Janickiej z 1998 roku w formie nowych wydruków, czy prac Małgorzaty Potockiej z początku lat 80. w formie wydruków, znanych i cenionych pocztówek Artura Chrzanowskiego z początku XXI wieku, czy zmodyfikowanej o pomysł z końca lat 80. instalacji Konrada Kuzyszyna. Wielu z uczestników pokazu od lat nie ma z Łodzią nic wspólnego, poza tym że studiowali np. w latach 70. czy później w szkole filmowej, czy na ASP (np. Anna Orlikowska, M. Potocka, Irena Kalicka, Andrzej Paruzel). 

Malarstwo Pawła Hajncla w formie instalacji, fot. K.Jurecki

Podobnie bardzo przypadkowo i chaotyczny był pokaz w MGS Obrazy cyfrowe, także z artystami z poza Łodzi (Barbara Konopka z karykaturalnymi pastiszami Witkacego, którego dobrą wystawę pokazała Fundacja Signum). Na tym pokazie, podobnie jak na Inkarnacji przedstawiono prace znane, pokazywane już na poprzednich Fotofestiwalach (np. Tomasz Mażewski). Zdecydowanie najciekawiej z obrazem cyfrowym prezentował się Krzysztof Cichosz, który powinien być także na ekspozycji głównej na ul. Tymienieckiego. 

Kilka słów o dyskusji o 20 Fotofestiwalach. Jak zwykle dużo dowiedzieliśmy się o grupie Zero 61 i Warsztacie Formy Filmowej, mniej o samym Fotofestiwalu. Nurtuje mnie pytanie, które edycje i wystawy były najbardziej udane. Ostatnio były to pokazy Rogera Ballena (2014), Roberta Rauschenberga (2016) oraz P. Zbierskiego (2019). Kogo festiwal w Łodzi wylansował? Z pewnością wiele pomógł Piotrowi Zbierskiemu, ale czy jeszcze ktoś lansowany w Łodzi pokazuje swe wystawy z sukcesem na świecie?

Rzeźba Andrzeja Miastkowskiego, fot. K. Jurecki

Nieprawdą były słowa wypowiedziane przez K. Candrowicza w czasie dyskusji panelowej w dn. 16.06. o nawiązanej dopiero w 2021 współpracy z Muzeum Sztuki. Przypomnę, że w 2005 zorganizowaliśmy we współpracy z Fotofestiwalem wystawy: Jerzego Lewczyńskiego i Henryka Rossa, których byłem kuratorem, a w muzeum w Dziale Fotografii pracowała Sylwia Witkowska - bardzo ważna osoba dla początków Fotofestiwalu. Pamięć jest jednak wybiórcza. 

Sfałszowane zdjęcia Zdzisława Beksińskiego na wystawie w MGS w Łodzi, fot. K. Jurecki


Mocno rozczarowała mnie ekspozycja Bogdana Konopki w Galerii Imaginarium. Zamiast wydruków klejonych bezpośrednio na ściany(!) można było zrobić slide-show i pokazać kilka oryginałów. Z mieszanymi uczuciami oglądałem kolekcję Dariusza Bieńkowskiego w MGS w Łodzi z powodu wielu prac poza fotograficznych (np. Koji Kamoji) i przede wszystkim pokazaniu fałszywych zdjęć Zdzisława Beksińskiego. Nie mam złych intencji, szkoda mi nawet pana Darka, który jest bardzo sympatycznym człowiekiem. Nie wie, że Beksiński nigdy nie grafizował swoich prac, ani nie wykonywał ich w negatywowym odbiciu. Zresztą o sfałszowanych pracach Beksińskiego pisałem już na swoim blogu dwukrotnie w 2010 Kto fałszuje zdjęcia i rysunki Zdzisława Beksińskiego? i w 2015 roku O fotografii Zdzisława Beksińskiego. Jeszcze raz.... Eklektyczną i zbyt różnorodną okazała się wystawa FULLSCREEN. Presja obrazu. Znowu pokazano obrazy malarskie (np. Piotr Kotlicki), tylko po co? Bardzo pozytywnie odebrałem instalację z gestem i ideą Artura Chrzanowskiego.... i na tym tyle. 

Artur Chrzanowski, instalacja na wystawie FULLSCREEN. Presja obrazu

Znam tylko dokumentację ekspozycji Tomasza Matuszaka i Ireny Zieniewicz Histerium: Panoptium, ale jest ona intersująca, z dziwnymi obrzędami i przywołaniem widma śmierci.

I na koniec jedna uwaga. W czasie postulowanej na świecie dekolonizacji i pluralizmu artystycznego w Łodzi sytuacja jest skrajnie odwrotna. Jeden kurator decyduje o najważniejszych wystawach, spotkaniach i dyskusjach, w tym o Archiwum regresywnym Marcello Zamenhoffa i bardzo kontrowersyjnej serii Waginy polskie. Twórca zatarł i pomylił granice wolności z seksizmem. Tego cyklu, jak pamiętam, nie chciała pokazać galeria Manhattan na wystawie indywidualnej w 2012 roku. Sam Marcello zyskał sławę, a pogrążył Fotofestiwal, tak można w skrócie przewidzieć, to co nastąpi. Zadziałała cenzura, prace zatrzymała policja i powstał problem. Przypomnę, że na całym świecie ona istnieje, tylko czasami jest zakamuflowana.

Przy okazji powstaje także pytanie o nepotyzm, bo jak inaczej ocenić udział: Małgorzaty Potockiej, dyrektorki teatru w Radomiu i Barbary Konopki? Ale to już drobiazgi, choć życie składa się z drobiazgów. I na koniec udana wystawa Czuła uwaga. Urszula Czartoryska wobec fotografii (Muzeum Sztuki w Łodzi, MS2), ale to dzięki wielkiej ilości bardzo dobrych zdjęć, niż określonej koncepcji kuratorskiej, która budzi jednak wątpliwości. Nasuwa się pytanie o prace, których nie zakupiła do kolekcji Działu Fotografii Urszula Czartoryska, bądź zostały pozyskane w ostatnim czasie, a zostały w dużej ilości pokazane. Ale na te problemy odpowiem na łamach "Formatu".

Wystawa Bogdana Konopki w galerii Imaginarium, fot. K. Jurecki


Wystawa Czuła uwaga. Urszula Czartoryska wobec fotografii, MS2 w Łodzi


niedziela, 30 maja 2021

XXIV Międzynarodowy Konkurs Cyfrowej Fotokreacji „CYBERFOTO 2021" (07-28.05.2021), ROK Częstochowa. Kurator: Sławomir Jodłowski


Nie mogłem dać jeszcze jednej nagrody, ale szczególnie pragnąłbym wyróżnić na swoim blogu  cztery prace Krystyny Andryszkiewicz, która uzyskała bardzo wyrafinowane efekty piękna połączonego z brzydotą, albo inaczej ukrytego zła.


Płynność formy, połączona z onirycznością typu nie tylko filmowego

Aktualność chwili oraz krytyczne podejście do wizerunku współczesnej kobiety 

Zaskakujące prace - między ludzkim a.... nieludzkim

Czy te prace straszą? Raczej ostrzegają

Czy to nowy problem obrazu cyfrowego?

Między reklamą a sztuką







Materiały filmowe o Cyberfoto

https://www.facebook.com/126962597370647/videos/193755012567129

https://www.facebook.com/126962597370647/videos/809625406339975

https://www.facebook.com/126962597370647/videos/2210930672370547




Za rok spotkamy się na jubileuszowym XXV konkursie i przede wszystkim wystawie. Ona jest najważniejsza, podsumowuje to, co było istotne. Można ją porównać z innymi najnowszymi wystawami z problematyki cyfrowej, np. Obrazy cyfrowe/Digital Images z MGS w Łodzi (maj 2021), gdzie problematyka była nieokreślona, także w tytułowaniu prac na stronie galerii, z błędem gramatycznym (Obrazy, które nie można zobaczyć), ale co innego jest ważniejsze. Były to zasłonięte obrazy na płótnie, mające tyle wspólnego z cyfrowością co towary na półkach sklepowych, z umieszczonym na nich kodem QR. Żenada...., oczywiście pseudocyfrowa. 

sobota, 20 marca 2021

Kultura vs celebryci. Słów kilka à propos łódzkiej filmówki

Hippolyte Bayard (1801-1887), Selfportrait as a Drowned Man, 1840


Z wielką uwagą czytam wszelkie doniesienia i komentarze na temat wydarzeń, jakie
miały miejsce w PWSFTiT w Łodzi. Jestem oburzona i zniesmaczona !!!
Ale nie jestem zdziwiona!

Analizując opisane przez absolwentkę łódzkiej filmówki p. Annę Paligę szokujące
wydarzenia, trzeba spojrzeć na nie w szerszym kontekście zmieniającej się
obyczajowości, sankcjonowanej przez media, które we własnych, ściśle określonych
celach politycznych przyzwalają na tego typu zachowania. Te same media potępiają
teraz wydarzenia opisane przez p. Annę Paligę, dla której jestem pełna podziwu za
determinację i odwagę.

Ale czym różnią się przywołane zachowania wykładowców filmówki od tego, co od
długiego już czasu otacza nas na co dzień?
Od języka p. Marty Lempart i uczestników kolejnych protestów, od słownictwa
kierowanego do wszystkich o innych przekonaniach politycznych?
Czym różnią się cytowane przez p. Annę Paligę słowa „pierdolona ku..a” od ”PIS-
owskie ku..y” jednego z uczestników kolejnego protestu i od „wypierd…ć” p.
Lempart?

Ja miałam szczęście studiować na uczelni, na której wymagano dużej kultury
osobistej i wzajemnego szacunku zarówno od wykładowców, jak i od studentów.
Wulgarne zachowania nie przyszłyby nikomu do głowy. Ten sam Instytut Historii
Sztuki na Uniwersytecie Jagiellońskim równocześnie ze mną ukończył Mariusz
Grzegorzek.

Z przerażeniem obserwuję przemiany kulturowe i obyczajowe ostatnich lat. Agresja
słowna (i fizyczna) stała się normą nie tylko na wyższych uczelniach, ale i w
przestrzeni publicznej przy przyzwoleniu niektórych grup społecznych.
Z moich obserwacji wynika, że środowisko aktorskie do tego typu zachowań czuje się
szczególnie predysponowane, a jednocześnie bezkarne, tłumacząc to swoim
powołaniem aktorskim. Tzw. celebryci (nie mylić z artystami) celebrują głównie
arogancję i pogardę wobec innych, ukrywając często w ten sposób własną miernotę
intelektualną. Publiczne wyśmiewanie się z najwyższych wartości (w tym śmierci)
przy aplauzie środowiska i „sra..e” są tego najlepszymi przykładami.
Gdzieś po drodze do wielkich pieniędzy zgubiono kulturę zarówno osobistą, jak i
zawodową. I to nie tylko w łódzkiej filmówce.

I niestety jest to trend, a nie jednostkowy przypadek…

                                                                                                                 Mariola Jurecka

wtorek, 16 marca 2021

ARTInterwencje // Odcinek 03 // Krzysztof Jurecki. ROZMOWA - sztuka przez pryzmat Josepha Beuysa



Naszą mini rozmowę oraz prezentację kilku moich fotografii można odnieść także do obecnej wojny polsko-polskiej, w polityce i kulturze, zwłaszcza słynnego już sloganu reklamowego zastosowanego w ostatnich dniach w Łodzi przez urzędników/polityków z UM Łodzi. W promocji Karty Łodzianina, w krótkim filmiku opublikowanym 11.03.21 na oficjalnym Facebooku profilu miasta posłużono się "znanym hasłem" czy precyzując jego pierwszą frazą "J...ć biedę". Kompromitacja osób odpowiedzialnych za promocję jest oczywista. Można tylko stulić uszy jak to zrobiła prezydent Miasta Łodzi, ale kompromitacja zostanie na zawsze w historii.
Są inne formy promocji, a także walki o prawa, w tym ludzi pracy i kultury. Taką "trzecią drogę" wskazał Jospeh Beuys w słynnym Apelu o alternatywę, opublikowanym po praz pierwszy w języku polskim w końcu 1981. Gdyby znali go urzędnicy odpowiedzialni za promocję nie doszło by do kompromitacji, o czym świadczą głosy zamieszczane na forum "Gazety Wyborczej". Zamiast Beuysa otrzymaliśmy działanie w stylu pseudo promocji muzealnej ukazanej w filmie The Square (2017), który także polecam urzędnikom w Łodzi. Może coś zrozumieją? Oto jego fragment...



sobota, 9 stycznia 2021

Książka "Kontynuatorzy tradycji Wielkiej Awangardy w fotografii polskiej w drugiej połowie lat pięćdziesiątych XX wieku" (Muzeum w Gliwicach, 2020)

Podziękowania składam wielu osobom, bez pomocy których książka albo by się ukazała albo wyglądałaby zupełnie inaczej, czyli na pewno mniej okazale: Grzegorzowi Krawczykowi, Annie Piątek, Annie Zygmanowskiej, Ewelinie Lasocie oraz Bogusławowi Nikonowiczowi za projekt graficzny i skład. 


Nakład 300 egz., 272 s.


W dniu 25.09.2020 roku w Czytelni Sztuki w Gliwach, z udziałem Adama Soboty, miała miejsce promocja tej książki. Nie wiem co mam napisać, aby nie powtarzać swoich wypowiedzi z Gliwic i z Poznania. Wiele prac doktorskich z zakresu humanistyki jest rokrocznie bronionych. Jedne z nich mają np. 160 stron maszynopisu, inne, jak moja, 320. Niektóre z nich są wydawane (np. Adama Soboty, Adama Mazura, Karoliny Lewandowskiej, Witolda Kanickiego), inne nie (np. Macieja Szymanowicza). W tym wypadku należę do szczęściarzy. 

Kolejna promocja książki odbyła się 18.10.20 w słynnej Galerii u Jezuitów Poznaniu. Kilka osób, w tym moich znajomych, odwołało swój udział. Niestety szalała już pandemia. Ale dziękuję Władkowi  Nielipińskiemu za zaproszenie. O zawartości publikacji można przeczytać na stronie WBP w Poznaniu.

Czasami oglądam prace doktorskie z zakresu sztuk pięknych, gdzie oprócz dzieła: fotograficznego, graficznego (np. o deskorolkach - to nie żart!) czy malarskiego, czytam załączone teksty teoretyczne w ilości kilkunastu stron, z bibliografią składającą się często z kilku pozycji. Dlaczego takie realizacje nazywane są doktoratami? Zupełnie tego nie rozumiem. Był czas, że artyści realizowali przewody na adiunkta I (doktorat) i II stopnia (dzisiejsza habilitacja).

 Promocja książki w Gliwicach 25.09.20, godz. 17.10

Problemem lat 50. już się nie zajmuję. Oczywiście nie do końca, bo trudno pozbyć się wielu doświadczeń. Książka jest próbą określenia i wartościowania najważniejszych osiągnięć polskiej fotografii awangardowej z lat 50., a także kolejną próbą umiejscowienia wybranych zjawisk w sztuce polskiej i europejskiej tego czasu. Akcentuję też rolę poszczególnych artystów, przede wszystkim Beksińskiego, ale nie tylko, w różnych kontekstach artystycznych, nie zaś samej fotografii. Żałuję, że do premiery książki nie doczekali jej Bohaterowie. Ostatni z nich, którego uważałem za przyjaciela/mentora/ojca - Jerzy Lewczyński - zmarł w lipcu 2014 roku. Muzeum w Gliwicach w przeciągu dziesięciu lat stało się  najważniejszym wydawcą książek i katalogów z zakresu fotografii w Polsce, dystansując wszystkie narodowe instytucje i krakowskie Muzeum Historii Fotografii.

       Prezentacja książki na V Wielkopolskim Festiwalu Fotografii im. Ireneusza Zjeżdżałki w Galerii u Jezuitów w Poznaniu.  


Autor z książką. Fot. Gosia Jurecka, maj 2020

Książka jest do nabycia tylko w Muzeum w Gliwicach. Cena 75 złotych 

Krzysztof Jurecki i Adam Sobota. Czytelnia Sztuki w Gliwicach

Publiczność w Czytelni Sztuki. Drugi od lewej dyrektor Muzeum w Gliwicach, pomysłodawca wydania publikacji Grzegorz Krawczyk

Dyskusja. Fot. Łukasz Cyrus

Zastanawiam się, co dalej z promocją książki? Wiele, a nawet bardzo dużo zależy od wygaszenia pandemii. Być może dojdzie do jej prezentacji: w BWA w Jeleniej Górze, Muzeum Sztuki w Łodzi, skąd pochodzi dużo ilustracji, ASP w Gdańsku. Zobaczymy... Zresztą pierwszy pomysł pisania doktoratu powstał w Muzeum Sztuki w końcu lat 80. i wówczas opublikowałem pierwsze teksty (np. Twórczość fotograficzna Zdzisława Beksińskiego w latach 1953-1960, ”Fotografia” 1987, nr 1).

Wykład w Poznaniu, 18.10.20, godz. 16, fot. J. Grzelka

 Wykład w Poznaniu, 18.10.20, godz. 16, fot. J. Grzelka

Wykład w Poznaniu, 18.10.20. Na pierwszym planie Bogusław Biegowski pokazuje książkę


Książka została doceniona na konkursie na Miesiącu Fotografii w Bratysławie w listopadzie 2020 roku, gdzie znalazła się w gronie trzech równorzędnie nagrodzonych z lat 2019-2020 z Europy Środkowo-wschodniej.

"One of the accompanying events organized within the 30th Month of Photography Bratislava is a book contest and book exhibition of photography books published in 2019-2020 in the are of Central and Eastern Europe. In this year´s book contest were enrolled 85 books from Slovakia, Czech Republic, Poland, Hungary, Lithuania, Latvia, Estonia, Romania and Slovenia. The jury composed from Peter Maráky, Juraj Mojžiš and Anton Fiala selected without concrete order in the two categories following books:
In the category of Historical photography the jury selected following books:
Beginnings of Photography in Slovakia: 1839 – 1918 (Martin Kleibl, SK)
100 év - 100 kép - 100 gondolat (Ádám Nádasdy, HU)
Kontynuatorzy tradycji Wielkiej Awangardy w fotografii polskiej w drugiej połowie lat pięćdziesiątych XX wieku (Krzysztof Jurecki, PL)
In the category of Contemporary photography the jury selected following books:
Spiš: shadows and echoes (Alan Hyža, SK)
Lost Europe (Jan Dobrovský – Karel Cudlín – Martin Wágner, CZ)
Sudek and Sculpture (Hana Buddeus, CZ)
The exhibition of competing books is situated in the Exhibition Hall in University Library in Bratislava. The part of the exhibition are also the photography books selected in the previous years of the book contest since 2002". 









czwartek, 31 grudnia 2020

Wystawa "Zbigniew Koszałkowski. PRESS ART & dubel podpisu" (Galeria Wschodnia w Łodzi, wernisaż online 30.12.2020 godz. 17)

Wczoraj w słynnej Galerii Wschodniej w Łodzi odbył się zamknięty wernisaż konceptualnej wystawy, którego uczestnikami byli: autor pokazu, czyli Zbigniew Koszałkowski, artysta składający podpis na bilbordzie, tytułowy "dubel podpisu" - Andrzej Chętko, prowadzący galerię Adam Klimczak, wieloletni redaktor naczelny "Kalejdoskopu" i "Tygla Kultury" Zbigniew Nowak oraz Krzysztof Jurecki. Czy była to ostatnia w tym roku otwarta wystawa w Polsce? Tego do końca nie wiemy.

Pokaz bardzo dobrze wpisuje się w tradycję konstruktywistyczno-konceptualnej Łodzi i prezentuje kilku znanych tworów, prezentowanych teraz oraz na początku lat 90. na łamach "Kalejdoskopu" oraz później "Tygla Kultury", którzy na ile jest to teraz możliwe będą składali podpis na bilbordzie zaprojektowanym przez Koszałkowskiego. Jako pierwszy uczynił to wczoraj Andrzej Chętko, wciąż niedoceniany "wulkan dobrej energii", posługujący się wieloma mediami, przez lata wykładowca na łódzkiej ASP.

Wróciliśmy do początków konceptualizmu, ponieważ ta wystawa przypomina mi ekspozycje z końca lat 60. XX wieku, jakie organizował w Nowym Jorku Seth Siegelaub, które do powszechnej świadomości historycznej trafiły poprzez unikatowe katalogi.

Teraz w 2020 pojawiło się nowe wyznawanie: trwałość życia i istota pamięci, autentycznej sygnatury, ponieważ odeszli: prof. Grzegorz Sztabiński i prozaik i dziennikarz Jacek Indelak, związani z akcją/wystawą z Galerii Wschodniej, która potrwa....cały rok, do końca 2021.


   Bilbord Zbigniewa Koszałkowskiego

 Andrzej Chętko sygnuje bilbord, fot. Z. Koszałkowski

      Andrzej Chętko sygnuje bilbord, fot. Z. Koszałkowski

            Zbigniew Nowak i Adam Klimczak, fot. Z. Koszałkowski

    Andrzej Chętko na tle artykułu z "Kalejdoskopu", fot. Z. Koszałkowski

  Krzysztof Jurecki i Andrzej Chętko,  fot. Z. Koszałkowski

 Widok ogólny na część wystawy, fot. Z. Koszałkowski

      Zbigniew Koszałkowski sygnujący swój bilbord, fot. K. Jurecki


sobota, 14 listopada 2020

O Marku Rogulskim kilka zdań. Tekst pt. Szaman - miłośnik życia, znajomy śmierci, "Kalejdoskop" 1996, nr 10, s 41


O Marku Rogulskim pisać niełatwo, gdyż jest autorem dziesiątków wystaw, jako artysta i kurator oraz jest autorem poważnych tekstów teoretycznych. Należy do czołowych artystów, nie tylko sceny gdańskiej, ale polskiej. I to już od wielu lat. Nie mam co tego żadnych wątpliwości. Jego prace znajdują m.in. w zbiorach: Muzeum Sztuki w Łodzi, CSW Zamek Ujazdowski w Warszawie i w Muzeum Narodowym w Gdańsku. W 2019 roku obronił doktorat z malarstwa na ASP w Gdańsku. 

Wczoraj rozmawialiśmy z Markiem telefonicznie, wiec przy okazji, postanowiłem przypomnieć jeden z moich tekstów o artyście z 1996 roku pt. Szaman - miłośnik życia, znajomy śmierci. Nie mam też wątpliwości, że artysta będzie wciąż odkrywany przez nowych historyków i krytyków sztuki, ponieważ scena gdańska, podobnie jak inne - np. łódzka, lubelska, zdominowane są przez miejscowych "dominatorów", którzy nie dopuszczają do pluralizmu artystycznego. Ale to zupełnie inna sprawa.

Marek Rogulski finisaż wystawy Rekurancje, 04.12.2019, fot. autor

Marek Rogulski, cykl  interwencji performersko-muzycznych w  5 dzielnicach Gdańska, 6-7.12.2019

Marek Rogulski, wystawa Fiks, performans Wolne Pokoje, 21.12.2019

Trzecia strona okładki  w "Artluk"2019, nr 4,  dotyczy wystawy Ćwiczenia z pamięci, 1-7.12.2019

Krzysztof Jurecki, Szaman - miłośnik życia, znajomy śmierci, "Kalejdoskop" [Łódź, 1996 nr 10, s. 41]

niedziela, 4 października 2020

Konkurs Fotografii odklejonej, Ruda Śląska, Klub fotograficzny Źródło, 2020.

Krzysztof Strzoda,  (Un)limited Space

Pomysłodawcą konkursu był Łukasz Cyrus z klubu fotograficznego Źródło z Rudy Śląskiej. Sformułował ciekawą jego ideę, która przedstawia się następująco, i co istotne, posiada swój ukryty wymiar filozoficzny z kręgu Platona, ale także teoretyków renesansu. Czytamy: "Przestrzeń jest miejscem, w którym zdarzenia i rzeczy mogą zaistnieć. Przestrzeń to miejsce, w którym sny i marzenia mogą się ziścić. / Przestrzeń to miejsce, w którym rodzą się myśli. /Przestrzeń to uniwersum, w którym wszystko, co pomyślane, wyobrażone, wyśnione czy doświadczone może zaistnieć./ Pokaż nam swoją Przestrzeń." Nic dodać nic ująć. Powstaje pytanie o uniwersum. Dostrzegam go np. w niezwykle estetycznej pracy K. Strzody. Jest nim metalowa klatka i wpisany w nią łaciński krzyż. Uniwersum może być wyzwoleniem, ale czy może być też zniewoleniem? Odłóżmy na bok trudne pytania, popatrzmy na niektóre zdjęcia. Znam przyjemniej kilka konkursów i wystaw na temat przestrzeni, ponieważ jest to jeden z najważniejszych - klasycznych już tematów sztuki, posiadający nieskończenie wiele możliwości interpretacji.

Dlaczego ten konkurs wydaje się ciekawy czy nawet ważny na mapie fotografii polskiej z roku 2020? Świadczą o tym prace, oczywiście nie wszystkie. Zamieszczę te, które zwróciły moją uwagę. Oceniając konkretne prace w czasie jury zwracaliśmy uwagę na towarzyszące krótkie teksty, swoiste wyznania o fotografii, gdyż są one istotne, wpływając na ostateczny odbiór.

Nagroda główna

Pejzaże imaginalne

"W fotografii analogowej uwielbiam moment zaskoczenia, gdy na kliszy światło pozostawia ślady w miejscach, gdzie go miało nie być lub w sposób kompletnie nieprzewidywalny. Zdarza się to najczęściej wtedy, gdy używam starych aparatów. Mam wrażenie, że obrazy rejestrowane z ich udziałem są bliższe prawdy. Światło na nich wydaje się być mniej ujarzmione. "Pejzaże imaginalne" to cykl obrazów, które powstały w wyniku skanowania tych miejsc na kliszy, które były naznaczone jakimś błędem - zaświetleniem, końcówką filmu, kurzem, który osiadł na emulsji." Iwona Germanek

Piękna praca i posiada kilka zagadek. W jaki sposób powstała "estetyka błędu" i dlaczego posiada taką materializację? Co symbolizuje błękit nieba, a co prostokątna forma na dole?

Iwona Germanek, Pejzaże imaginalne, 2020 


Nagroda Krzysztofa Jureckiego



Grzegorz Sidorowicz,  Wiadukt, 2020


Wiadukt

"Fotografia otworkowa, aparat wykonany z jakiejś puszki po kawie. Negatyw papier fomaspeed , czas naświetlania ok. 50 sekund, przysłona 0,4 mm. Na fotografii przedstawiam wiadukt w Bolesławcu". Grzegorz Sidorowicz

Podoba mi się ukazana dziwność istnienia. Nieistotność ludzi, błędy(?) w czasie wywoływania, które dodały w tym przypadku sensu istnienia fotografii.

Pozostałe nagrody jurorów:

Wybór jurora - Łukasza Cyrusa: Jakub Byrczek.
Wybór jurora - Aleksandra Orszulika: Marcin Jankowski.
Wybór jurora - Bartosza Kloska - Agnieszka Zaręba.
Wybór jurora - Krzysztofa Stryja: Marcin Bratek.

Co mnie poruszyło?

                                                     Beata Mendrek, Cicho i spokojnie

Ulotność uniwersum może być znikomością istnienia, w której cień jest bardziej idealny od przedstawianego przedmiotu. Długo zastanawiałem się czy nie nagrodzić tej realizacji. 

Kilka prac "wpisywało się" w system pracy zwycięskiej Germanek, ale trzeba powiedzieć, że do niej prowadziła jako pierwsza praca Jakuba Byrczka, niemanifestująca życie/słońce. Zdjęcie Byrczka, autorytetu fotografii śląskiej, na stronie konkursu znalazło się jako jedno z pierwszych, wiec wyznaczyło pole dla kolejnych.

Jakub Byrczek, Image [bardzo ciekawy efekt spękanego nieba i nierzeczywistego słońca, czyli Słonce/niesłońce albo zamieńmy to na koan - "powiedz mi czym ono jest?"]

Izabella Gryczyńska, Liść, przestrzeń  [nierzeczywistość i delikatność liścia i ulotnego tła. Być może przerost materii nad ideą, ale być może?]

Patrycja Basińska, z cyklu Unfied [jak przeczytałem w tekście autorki interesuje ją problem mikro i makro, ale jest ciekawy problem rzeczywisty kontra znikający świat, z prawej strony]

Anna Harazmus, Zamyślenie [świetny kontrast bieli i czerni, delikatność nieba w kontrze do stałości ziemi. Sugerowałbym obniżenie horyzontu, byłby lepszy efekt]

Dziwność istnienia

Zawsze interesującym problem jest dziwność bycia w czasie marnym. Kilka prac w różnorodny sposób wpisywało się w ten ontologiczny czy dla innych kontekstualny problem.

Alicja Koczaska, Bez tytułu [w czasie pandemii jesteśmy zamknięci w różnych przestrzeniach, czasem "znikamy", niczym bohaterowie wielu filmów science fiction]

Agnieszka Kot, Źródło [gdyby nie gest palca powiedziałbym, że praca jest typowa. Po drugie podoba mi się gest wydłużonej szyji, jak z manieryzmu, oraz charakterystyczny brak głowy]

Piotr Łukowicz,  Bez tytułu [przestrzeń można uchwycić albo bawić się z nią. Może być także radością]

Monika Kuboś, Przestrzeń [Nostalgia i przygnębienie, a życie płynie...]

Jerzy Orawski, Oswajanie przestrzeni [tak, można schwytać przestrzeń, a efekt tego może mieć romantyczny charakter]

Krzysztof Ślachciak, Cosmic perspective [ciekawa fotografia, ale chyba nie na ten konkurs? Oglądamy unicestwianie człowieka i jednocześnie negatywu] 
Katarzyna Pawlikowska, Ulotność [dziwna praca=połączenie motyla(?) z pejzażem, jakbym widział zdjęcie Marka Noniewicza]

Katarzyna Leszczyńska-Kaszuba, Obecność [znowu pojawia się problem znikania, także sfery religijnej. Przypominają mi się prace Patrycji Pawęwzowskiej]

Maria Laskowska, Moja przestrzeń [dynamizm, może zbytnie zgrafizowanie architektury, w stylu Edwarda Hartwiga]

Tomasz Sikorski, Sen [coś pamiętamy, ale nie wiemy co to znaczyło? Powstaje nowa rzeczywistość i kształtuje się świadomość]

Poza programem przestrzeni?

Oczywiście problem przestrzeni jest różnorodny. Przykładem niech będą dwie, a nawet trzy prace: Józefa Wolnego z intrygującym weryzmem piecem krematoryjnym z Auschwitz-Birkenau, Krzysztofa Gołucha z zawoalowanym zagrożeniem, pomimo atmosfery beztroskiej zabawy oraz  nietypowy Akt Tomasza Warzyńskiego w stylu Zbigniewa Dłubaka.

Józef Wolny, Granica

Krzysztof Gołuch, Nauka latania

Tomasz Warzyński, Akt


Kiedy konkurs jest ważny? Zobaczymy to dopiero z perspektywy dekady czy lat kilkunastu. Powtarzam to do znudzenia: 1) Jeśli nagrodzono ważne dla polskiej fotografii postaci, oczywiście jeśli brały w nim udział, 2) w wyniku konkursu powstała nowa idea, pomysł czy zawiązały się kontakty czy przyjaźnie, 3) odbyły się problemowe dyskusje, z których "coś" wyniknęło. 

Jak będzie tym razem, ano zobaczymy. Inny tekst o konkursie napisałem do magazynu "Format", czekam na jego publikację.

Wernisaż wystawy 24.10.2020