Szukaj na tym blogu

środa, 10 marca 2010

Hedonizm czy misterium? Rysunki i malarstwo Małgorzaty Malinowskiej

 
Rysunki dyplomowe, 2008, rysunek, pastel, 140x100 cm
Lingerie, 2008, olej, płótno


Jak obecnie rozwija się malarstwo? Co wynika z mówienia o jego śmierci oraz prymacie obrazowania fotograficzno-filmowego? W którymś momencie historii malarstwo przestało być samym sobą, dążąc do innego typu narracji. Obecnie dominuje jego forma plakatowa stwarzana z uproszczonej formalnie fotografii lub będąca pochodną obrazu telewizyjnego czy internetowego, z jego wszystkimi cyfrowymi implikacjami.

Żeby malarstwo było istotnym wyrazem sztuki musi odwoływać się do własnej historii nie zaś do „ready-made” czy instalacji. Czy taką drogą podąży Małgorzata Malinowska (dyplom na ASP w Warszawie w 2009) , która chce być wierna sobie i połączyć, jak kiedyś w innym medium Natalia LL, erotyzm  z tradycją malarskiego obrazowania? Pozornie jest to malarstwo o charakterze egocentrycznym i pozie Narcyza. Ale można w nim dostrzec tradycje wielkich mistrzów, jak też aktualne odwołania np. do Davida Hockneya. 

Czy młoda artystka wytrwa w takim sposobie tworzenia, w którym artysta sam siebie  podgląda? Na razie kroczy drogą, jaką wytyczyła  m.in. w końcu lat 90. Magdalena Moskwa z Łodzi koncentrując się na problemie "pokazywania  własnej metafory śmierci" . Małgorzata Malinowska ukazuje zaś w formule autoportretu przede dziwne stany emocjonalne, trudne do dokładnego zdefiniowania.  Posługuje się także fotografią, ale traktowaną jako notatnik.

Jej obrazy i rysunki zobaczyłem na początku 2010 roku w Galerii Pionovej w Gdańsku na wystawie Sam na sam, którą zrecenzowałem w marcowym numerze magazynu "Arteon". Jednak w pracach Malinowskiej brak mi  na razie prawdziwego misteryjnego nastawienia, o którym pisał Luis Bunuel w tekście Kino instrumentem poezji (1958). Swoją koncepcję sztuki filmowej wyprowadzał oczywiście z surrealizmu i fotografii wyrażającej poezję snu w wydaniu Man Ray'a. Oczywiście istnieje możliwość tworzenia sztuki erotycznej czy wręcz hedonistycznej, tak jak ją pojmował Pablo Picasso czy wspomniany Man Ray, ale wówczas mamy do czynienia z przekazem bardziej prywatnym, nie zaś uniwersalnym. Aby mogło zaistnieć misterium potrzeba także aspektu religijnego, jak pokazał to Andriej Tarkowski. Czy może być nim metafora ciała oraz płodności? Z pewnością tak, gdyż takie były początki sztuki!

Oglądam dużo wystaw malarstwa, gdyż taka jest nasza kultura wizualna, opierająca się na tradycji nowożytnego płaskiego i kolorowego obrazu. Niewiele w tym zakresie zmieniło kino. Mówienie o przełomie jaki ma nastąpić wraz z erą kina trójwymiarowego jest iluzją. Niewiele podoba mi się z tego, co obserwuję na polskiej scenie dotyczącej malarstwa. Do chlubnych wyjątków należą rysunki i malarstwo (zwracam uwagę na kolejność technik) Małgorzaty Malinowskiej, która ma jeszcze czas otworzyć się na inne, bardziej egzystencjalne problemy, do jakich stworzona jest sztuka. Na razie jest,  jak przypuszczam,  hedonistką badającą i kochającą samą siebie w skrycie psychologiczny sposób na tle wielkiej historii malarstwa, które pragnie nim być do końca, bez mediatyzacji (termin Ryszarda Kluszczyńskiego). Tak wygląda malarstwo po "końcu malarstwa" w wydaniu warszawskiej artystki, której grozi infantylizacja oraz pochłonięcie przez pop kulturę, która w sama sobie, znów w przeciwieństwie do malarstwa, nie wyraża niczego innego poza dążeniem do sławy i ułudy nieśmiertelności.




Rysunek dyplomowy, 2008, rysunek, pastel, papier, 140x100 cm

Brak komentarzy: