Szukaj na tym blogu

czwartek, 19 sierpnia 2010

Na czym polega sztuka portretowania i martwej natury? O Katarzynie Karczmarz


W galerii Pustej w Katowicach trwa wystawa Katarzyny Karczmarz Ludzie i rzeczy (4 sierpnia-19 września 2010). Składa się z ona dwóch części, które dla autorki są jednym i tym samym problemem. Pierwszym są portrety prezentujące rzadkiego typu dokonania, polegające na wniknięciu w psychikę portretowanego i nawiązaniu z nim bliskiego, przyjacielskiego, jak przypuszczam, kontaktu. 

              Grzegorz Pawłowski - rzeźbiarz, z cyklu Artyści z Pławnej, 2007

Zacytujmy fragment poetyckiego wstępu do katalogu wystawy w Pustej, z którym prawie się utożsamiam, choć w interpretacji tych prac bardziej chciałbym pozostać racjonalistą, a nie, jak Piotr Komorowski, który stał się - w pozytywnym sensie tego słowa -   mitologiem, jednak nie w znaczeniu Rolanda Barthes’a. Piotr Komowski napisał: „Ludzie... na fotografiach Katarzyny Karczmarz są nasyceni światłem – w ten przedziwny sposób, iż światło wydobywa się z postaci, jest jakby dane od nich, od wewnątrz. Odnoszę wrażenie, że  emanują one dobrem – w podobnym znaczeniu, jak rzeźby Fidiasza, nacechowane godnością, powagą, spokojem, także mitologiczną symboliką. Te fotografie są na pewno znakomitymi portretami... ale to zbyt dosłowne i niepełne określenie. W moim przekonaniu są to postacie, w które artystka włożyła swoją tęsknotę do odnalezienia ludzi urzeczywistnionych, pięknych wewnętrznym etosem bycia człowiekiem.” Podkreślić trzeba nasycenie światłem, które faktycznie emanuje z ludzi.

                   Grzegorz Szymczyk - malarz, z cyklu Artyści z Pławnej, 2007
                                      

Podobnie jest z martwymi naturami, które odbiegają jednak od tradycji XVII wieku. Bardziej przypominają lekcję dwudziestowiecznego modernizmu z jego skłonnością do porządkowania i geometryzacji. To, co miało sens w np. malarstwie kubizmu, niekoniczne przekłada się na martwą naturę, choć też są to realizacje wyjątkowej klasy i emanujące energią, pochodzącą ze świadomego zamysłu autorki i bardzo dobrego panowania nad materią, która stała się uległa, poddając się zamysłowi Twórcy. Prezentuje to zwłaszcza ostatnia zamieszczona tutaj praca, traktująca o symbolicznie splątanym życiu rodziców artystki.

                     Magda Hoffmann - malarka, z cyklu Artyści z Pławnej, 2007

W niebanalnych, choć świadomie „elementarnych,” pracach Katarzyny Karczmarz poza oczywistym bardzo dużym talentem dostrzegam także kontynuowanie dorobku tzw. szkoły jeleniogórskiej. Po śmierci Eryka Zjeżdżałki wydaje się, że pani Katarzyna rozwija na nowo idee „fotografii czystej”  („pure photography”) w ciekawym kierunku. W niektórych jej pracach „widzę” także dokonania Wojciecha Zawadzkiego, Ewy Andrzejewskiej, a może i Grzegorza Przyborka?.

   Możliwości, z cyklu Martwe Natury, 2007

Pławna Boczna, z cyklu Martwe natury, 2007

Katarzyna Karczmarz w ciekawy sposób myśli o fotografii. Oto krótki fragment naszej rozmowy:
KJ: Czym dla pani jest symbol? Jaka jest jego obecna nośność?
K.K.:Symbol to dla mnie przede wszystkim niejednoznaczność, to coś, co odsyła do głębszych treści, do tego co bardziej ogólne. Jakie to treści będą wynikać z symboliki, zależy w przeważającej mierze od tego, kto czyta. Pozwolę sobie odwołać się do swoich martwych natur (jak sądzę, to właśnie do nich odnosi się Pana pytanie). Istnieją tam dwie płaszczyzny symbolu. Pierwsza, to prywatne symbole odwiedzonych przeze mnie miejsc, z których pochodzą przedmioty– czytelne dla mnie i może jeszcze kilku osób. Druga, to symbol sensu samego obrazu fotograficznego – w swoim podstawowym znaczeniu mówi on o pamięci. Sfotografować coś, to wyrazić pragnienie zachowania w pamięci, to także nadać wagę temu, co istotne osobiście. Te martwe natury są zatem o samej fotografii w jej klasycznym ujęciu.

Ogród Rodziców, z cyklu Martwe natury, 2008


3 komentarze:

SZCZUPŁY MOJŻESZ pisze...

Wertując zaległe podczas wakacji posty, natknąłem się na wzmiankę o ANTOINE D’AGATA. Wcześniej nic o nim nie wiedziałem. A że cenię sobie bardzo twórczość Michaela Ackermana, tedy, podobne w stylistyce, prace pan D’agata były dla mnie jeszcze większym – szalenie miłym mej duszy - zaskoczeniem. Wielkie dzięki za namiar Panie Krzysztofie!

Pozdrawiam serdecznie

Krzysztof_Jurecki pisze...

W przypadku A. D’agaty jest problem natury etycznej, bardzo poważny i trudny do rozwiązania. Wszytsko wskazuje na to, że korzystał z usług prostytutek, choć takiej pewności oczywiście nie ma. Z tym procederem należy walczyć i czynił to za pomoca fotografii, nie wiem, na ile skutecznie, Brassai. (Powinien pan pisać teksty o fotografii - zachęcam i pomogę!)

SZCZUPŁY MOJŻESZ pisze...

Dziękuję Panie Krzysztofie za miłe słowo i chęć pomocy - doceniam wielce. Nie omieszkam skorzystać. :)
Co do książki „Photo trouvée”, chyba nie jest to pozycja popularna w sieci? Mnie również nie udało się odnaleźć zdjęć szerzej prezentujących zawartość albumu. Pozwoli Pan, że (za około 3 tygodnie, wtedy to prawdopodobnie będę miał dostęp do skanera) prześlę na Pana skrzynkę e-mailową „wglądówkę” ;)

Pozdrawiam serdecznie
Szczupły