Problem polega na fakcie, że nigdzie nie podano listy zgłoszonych publikacji i co ważniejsze nie pokazano ich nigdzie. Tylko wtedy można było zastanowić się, nie kwestionując nagród jury, czy werdykt był słuszny. Dlaczego na wystawę wybrano tylko 11 pozycji? Arbitralność decyzji jury budzi poważne zastrzeżenia. Piszę to dlatego, ponieważ Miejska Biblioteka Publiczna w Lubartowie, jako wydawca, zgłosiła album mojego autorstwa do tego konkursu. Powstaje także pytanie jak oceniać publikacje o znaczeniu już historycznym, jak moja książka o latach 80. XX w., z najnowszą fotografią?
Myślałem, że widzowie Fotofestiwalu w Łodzi będą mogli obejrzeć moją publikację i wszystkie inne zgłoszone do konkursu. Stało się inaczej, a ciekawe jest co w Polsce się wydaje?
Konkurs uświadomił mi jeszcze o jednej sprawie. "Tajność" pracy jury i jej efekt wizualny w Łodzi sprawił, że wiem już na pewno - nie warto brać udziału w takich konkursach, co daję pod rozwagę potencjalnym uczestnikom tego konkursu przyszłości. Nikt nie dowie się, że wasza publikacja brała udział w tym konkursie.
Bardzo dobrze znałem Krzyśka Makowskiego, w przeciwieństwie do większości członków jury. Na pewno nie byłby zadowolony z obecnej formuły konkursu.
PS. Wracając do Fotofestiwalu. Sens i znaczenie odnalazłem przede wszystkim w wystawach Andrzeja Różyckiego i Marcina Sudzińskiego. Ale to mało jak na międzynarodowy pokaz.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz