Szukaj na tym blogu

czwartek, 2 czerwca 2011

Szukając obrazów. Wystawa słuchaczy AFiP w Białymstoku

Agnieszka Nalewajko 

W ładnie wydanym katalogu Szukając obrazów. Wystawa słuchaczy Akademii Fotografii i Przedsiębiorczości w Białymstoku czytamy: "szukając obrazów to drugi cykl wystaw słuchaczy [...] prezentujący fotografie roczników 2009/2011 i 2010/2012, w których podejmują różnorodne tematy fotograficzne, realizowane w pracowniach szkolnych i w trakcie nauczania". Tyle wstępu, trochę mało dowiedziałem się na temat programu nauczania, ale liczą się wyniki kształcenia. W katalogu przeważa obraz fotograficzny o tradycji malarsko-graficznej, eksperyment, który ma prowadzić do znalezienia własnego stylu i metody pracy artystycznej. Przeważają realizacje, które starają się wyartykułować określony nastrój i charakteryzując się silnym składnikiem ekspresji. To bardzo dobrze. 

Norbert Radzewicz

Seweryn Maksimowski

Renata Gorolewska

Sylwia Protaziuk 

Na blogu pokazuje te prace, które wzbudziły moje zainteresowanie i są one "bardziej" fotograficzne, niż malarskie, z aurą metafory lub symboliki.  Wszystko w zakresie nauczania AFiP jest zasługą Grzegorza Jarmocewicza, absolwenta ASP w Poznaniu, którego szeroki horyzont artystyczny pozwala realizować szeroki program dydaktyczny, a efekty artystyczne są ciekawe, co stwarza nadzieję, że w Białymstoku powstanie kolejne po Suwałkach i Lublinie centrum fotografii polskiej. 

 Ewa Bobowik

 Magdalena Jankowska

Krzysztof Borawski

Ekspozycja prezentowana jest do dziś: Łomży / Galeria Pod Arkadami, a potem
19-31.08 Białystok / Centrum Zamenhofa
07-29.09 Suwałki / Centrum sztuki Współczesnej, Galeria Andrzeja Strumiłły
30.09-14.10 Ełk / Ełckie Centrum Kultury, Galeria "Ślad"

Kasia Hanusz-Oleksy, obiekt Ofiarowanie 

Performance rocznika 2009-11  Cisza

P.S. Niedawno Rada  Artystyczna ZPAF w Warszawie zadecydowała o nieprzyjęciu G. Jarmocewicza w poczet członków ZPAF-u. Fakt ten przyjąłem z najwyższym zdziwieniem(!), gdyż jego twórczość była pokazywana już w latach 90. w najważniejszych galeriach polskich, a także na międzynarodowym Miesiącu Fotografii w Bratysławie. Taka sytuacja nie powinna mieć miejsca, ponieważ traci na niej fotografia polska, w tym ZPAF, nie zaś G. Jarmocewicz! Paradoksalnie tak jest!

piątek, 27 maja 2011

10. Międzynarodowy festiwal fotografii w Łodzi (maj 2011)

 Aleksiej Titarenko, Bez tytułu, 1996

Na festiwalu w Łodzi każdy znalazł coś dla siebie. Była i fotografia tradycyjna, czyli analogowa, była w nadmiarze ta związana z modą, widzieliśmy też techniki dawne, np. ambrotyp. Ciekawy jestem jak będą wyglądały recenzje i oceny? W coraz większym stopniu spotykamy się z literacką fikcją, z informacjami, komunikatami prasowymi, które powtarzają banały lub nieprawdy. Np. w internetowym wydaniu z 25.05 "Gazety Wyborczej" odnośnie eksperymentu, który musiał się nie udać w Krakowie, w tekście pt. Krainie fotofikcji. Zobacz najlepsze zdjęcia z Miesiąca fotografii w Krakowie, sygnowanym "mwi" czytamy słowa, w które mało kto wierzy, poza organizatorami: "Trwa Miesiąc Fotografii w Krakowie, jedna z najbardziej cenionych europejskich imprez poświęconych współczesnej fotografii." A jakie są zdjęcia? Nijakie i nic nie wynika z tych rzekomo "najlepszych".




 Anita Andrzejewska, Patrząc, 2010

Na festiwalu w Łodzi, który opisałem na łamach Magazynu.o.pl w artykule pt. Przesuniecie. 10 Międzynarodowy Festiwal Fotografii w Łodzi przedstawiłem tezę, że najlepsze ekspozycje dotyczyły wystaw towarzyszących i wykonanych technice analogowej. Nie pisze, aby krytykować jak wielu sądzi, ale dyskutować, tak aby dla fotografii polskiej mogły wyniknąć istotne sprawy, aby można było kogoś wylansować, aby nastąpiła dyskusja na temat kondycji i znaczenia polskich festiwali, które zaczynają już słabnąć czy nawet obumierać.

Wiktor Jekimienko, Energia czasu. Archiwum Dalkii, 1922-1940 

 Rafał Biernicki, Genesis, 2010-11

Tomasz Sobieraj napisał mi, że na moim blogu zobaczył więcej ciekawych zdjęć w konkursie Moje Pomorze, niż na kilku wystawach w czasie festiwalu w Łodzi. Dlaczego w katalogu w festiwalu w Łodzi po raz kolejny nie ma żadnych znaczących tekstów: teoretycznych, historycznych? Refleksja o fotografii powstaje w dyskursie pisanym, a nie tylko na podstawie oglądania prac.

Zofia Rydet, z cyklu Mit fotografii, lata 80.

Na szczęście w Łodzi można było zobaczyć kilka ważnych wystaw, które ilustruję kilkoma fotografiami. Polecam do obejrzenia i refleksji ekspozycje: Aleksieja Titarenki, Transgresje. georgia Krawiec i Magda Hueckel, Andrzeja J. Lecha, Wikora Jekimienki, Anity Andrzejewskiej, Krzysztofa Cichosza, Tożsamość fotografii (2009-2011) i oczywiście Zofii Rydet. Poza festiwalem znalazła się także bardzo ważna "mała" monografia Andrzeja Różyckiego, która czynna jest do 29.05. w MGS na ul. Wólczańskiej.



georgia Krawiec, z wystawy Transgresje 

sobota, 21 maja 2011

X Ogólnopolski konkurs fotograficzny "Portret" (Koło, maj 2011)

Spotkaliśmy się po raz kolejny w gościnnym Miejskim Domu Kultury w Kole dzięki Robertowi Andre - komisarzowi konkursu. Konkurs ten należy do najważniejszych w Polsce ze względu na wielkie zainteresowanie uczestników (w tym roku 306 osób! i ponad 1000 nadesłanych zdjęć) i poziom nadesłanych oraz nagrodzonych prac. Ważne są także towarzyszące mu spotkania, wykłady oraz wystawy: kolorowych prac Krzysztofa Gierałtowskiego Portret bez twarzy, gum Henryka Rogozińskiego oraz Ludzie i rzeczy Katarzyny Karczmarz, która wielu bardzo pozytywnie zaskoczyła. 

Michał Zieliński, Moje miejsce już tam (fragment)

Najpierw było Jury Komplementarne składające się z 14 profesjonalistów, następnie pięcioosobowe Jury Konkursu w składzie: Krzysztof Gierałtowski, Jerzy Piątek, K. Jurecki, Władysław Nielipiński  i Robert Andre. Oczywiście przyznanie nagród budzi zawsze wątpliwości. Nie ma wyborów idealnych i sprawiedliwych. O tym trzeba zawsze pamiętać. 

Maciej Bogaczyk, Autoportret znaleziony w szufladzie.


Arkadiusz Wojciechowski, On i Ona (fragment)

A oto fragment wstępu do katalogu wystawy, z mego tekstu pt. Poszukiwania w zakresie portretu fotograficznego, w którym pisałem: "Moje miejsce już tam Michała Zielińskiego, zdobywcy I nagrody, odwołuje się do koncepcji Zofii Rydet. Dyptyk, którego stałym elementem jest obraz przedstawiający  Cudowny połów ryb, który pamiętam także z dzieciństwa, jest jarmarczną reprodukcją. Ale nie to jest ważne. Istotnym zagadnieniem jest tu zestawienie tej samej przestrzeni w różnym kontekście, „zmieniającym” czas i miejsce. Na czym polega tu Derridiańska „różnica”? Wrażenie niematerialności powoduje pustkę, zniknięcie postaci (zdjęcie z lewej), które można interpretować jako duchowe zbliżenie się do nieba, co swym życiem pokazał Jezus Chrystus. W tym sensie idea pracy bliska jest postawie twórczej Rydet, która napisała w swym życiu tylko jeden tekst pt. Zofia Rydet o swojej twórczości.

Piotr Biegaj, Jaki ojciec…

II nagroda przypadła Maciejowi Bogaczykowi za Autoportret znaleziony w szufladzie. I tym razem oglądamy dyptyk, w którym motywem przewodnim jest portret młodego mężczyzny. Z lewej oficjalny, poważny, w garniturze zestawiony z zabawnym przedstawieniem mężczyzny niekompletnie ubranego stojącego/zawieszonego w zamkniętej przestrzeni być może atelier fotograficznego pełnego różnych, dziwnych przedmiotów. Niewątpliwie potencjalnie wybitna fotografia może powstać w przypadkowym miejscu i okolicznościach, które są niewidoczne w samej pracy.
III miejscem nagrodzono zestaw On i Ona Arkadiusza Wojciechowskiego składający się z trzech prac, z których każda ukazuje różne relacje między mężczyzną a kobietą. Artystę nie interesuje psychologiczna prawda modeli. Związek  potencjalnej pary rozpoczyna erotyzm, następnie widzimy ich przeciwstawne postawy życiowe i oczekiwania (kobieta wciąż jako panna młoda z rozmamłanym, podstarzałym mężczyzną) i ostatecznie gniew i rozstanie się pary w trzecim ujęciu z tego zestawu. Teatralność gestów, zmienność modeli i strojów powodują, że zestaw jest bardziej otwarty, niż skończony. Bardziej ludyczny i związany ze sferą reklamy, niż odwołujący się do realiów życia, w przeciwieństwie do pracy Michała Zielińskiego.
Realizm ujęcia pojawia się w wysmakowanej estetycznie pracy Piotra Biegaja Jaki ojciec… Zestawienie polega tym razem na przedstawieniu rozebranych do połowy dwóch mężczyzn o widocznej muskulaturze ciała, ubranych jedynie w dżinsy, patrzących w obiektyw fotografa a potencjalnie na widza. I w tym przypadku trudno mówić o prawdzie obrazu fotograficznego, raczej należy domyślać się prostej charakteryzacji i świadomej estetyzacji, z jakiej znany jest ten gdański fotograf.

Monika Ekiert Jezusek, List 

Kolejne wyróżnienie przypadło bardzo malarskiej pracy List Moniki Ekiert Jezusek. Praca podzielona została na dwie części zawarte w tym samym wnętrzu – przestrzenną i płaską, w których powtarzającym się elementem są wiszące na ścianach obrazy. Jeden można zidentyfikować jako Olgi Boznańskiej, ale dlaczego jest tak radykalnie skadrowany? Najważniejszą rolę odgrywa jednak siedząca na łóżku kobieta w stroju z początku XX wieku w pozie sugerującej czytanie nieistniejącego listu. Jest to świadome odwołanie się  do czasów Młodej Polski, ale bez aktualnych akcesoriów, w czym postrzegam także pewną słabość tej pracy, porównując ją do interpretowanego już zdjęcia Piotra Biegaja.
I ostatnie wyróżnienie. Sekrety nocnych motyli Jolanty Krawiec jest już pracą świadomie przekraczającą postulat malarstwa na rzecz baśniowości i kiczu. Czy portret, jeśli mamy go nazywać portretem, może przechodzić w fantazje i nierealność? Oczywiście może zniewalać swym oniryzmem i nierzeczywistością pięknej, młodej twarzy na tle zniszczonego tła. Praca ta, co warto zauważyć, jest obrazem symulacyjnym i cyfrowym.

Jolanta Krawiec, Sekrety nocnych motyli 

Ale warto się też przyjrzeć poszczególnym indywidualnym nagrodom jurorów. Wybitny portrecista Krzysztof Gierałtowski nagrodził pracę w stylu ekspresjonistycznym pt. Opętany Mai Zembrzuskiej. Władysław Nielipiński– naturalistyczne zdjęcie Homo Felix Mariusza Pawła Mazura, niejako zawieszone w czasie, gdyż w takiej stylistyce fotografowano już od lat 60. XX wieku. Jerzy Piątek wyróżnił karykaturalny portret Wojownik uliczny Tomasza Sobieraja. Praca jest ciekawa przynajmniej z jednego powodu – jej tytułu, gdyż tytułowy wojownik wywołuje w nas litość i bardziej przypomina figurę Pinokia. Jednak jest to autentyczny portret wyrażający autorską prawdę lub jej interpretację. Robert Andre wyróżnił romantyczny i nostalgiczny portret pt. Guwernantka Hanny Komasińskiej. Niżej podpisany natomiast zestaw Alicji Kondrackiej Drobne wariacje na temat drobiu ze względu na nietypowość i inscenizacyjny charakter zdjęć sytuujących się blisko reklamy, ale w jej aspekcie krytycznym, podobnie jak działalność Oliviero Toscaniego.
Trudność pracy jury polegała głównie na wielkiej ilości prac, które zgłoszono do konkursu. Wybór i nagrody jest zawsze kompromisem postaw wynikających z preferencji artystycznych i estetycznych.".
Tomasz Sobieraj, Wojownik uliczny 

Wśród naprawdę wielu interesujących prac wymienię także: Seweryna Chlebińskiego, Jacka Szczerbaniewicza, Keymo (proszę zapamiętać ten pseudonim!), Pawła Szotta, Pauliny Terendy, Andrzeja Fursa, Zbigniewa Olszyny, Andrzeja Mitury i Agaty Kacprzak. Z tego konkursu może wyniknąć dużo pozytywnego dla rozwoju twórczości portretowej, która należy do najtrudniejszych.

poniedziałek, 16 maja 2011

"Cręme de la cręme. Wideo polskie XXI wieku - ironia czy medytacja?" Wykład i pokaz w Muzeum Sztuki (Łódź, ul. Ogrodowa 19) 17 maja, wtorek, godz. 18.00

Anita Czarniecka, Mieszkańcy naszej wsi [Grand Prrix]

Siergiej Kanarski, Bez tytułu, [nagroda specjalna]

13 i 14.05 przebywałem w Sopocie i Gdańsku na zaproszenie Radosława Brzozowskiego. Przedstawiłem dwa wykłady z zakresu historii i teorii fotografii: w NCK w Gdańsku Najważniejsze dokonania  fotografii polskiej XX wieku i w Trójmiejskiej Szkoły Fotografii  w Sopocie pt. Jak i na jakiej podstawie oceniać i weryfikować obrazy fotograficzne - dawne i współczesne?  Byłem więc gościem   TSF  w Sopocie, która zachwyciła mnie swym profesjonalizmem w zakresie dydaktyki. Wraz Witoldem Jacykowem, Witoldem Jurkiewiczem byliśmy jurorami konkursu Moje Pomorze, który stał na wysokim poziomie. Publiczność mogła cały czas obserwować pracę jury w dniu 14.05.


Andrzej Muśko, Kamienie Orłowa 1, 2 [I nagroda w kategorii eksperyment] 



Anna Jakubowska, Bez tytułu,  [I nagroda w kategorii eksperyment] 

W swych ocenach byliśmy zgodni, szukaliśmy innego spojrzenia na problemy Pomorza, zarówno krytycznego, socjologicznego, jak i posłującego się eksperymentem. Dla porównania zaznaczę, że podobny konkurs w Łodzi - Potęga wymiar - ma charakter bardziej związany z ideologią realizmu socjalistycznego, a od samego początku rozwija się pod kuratelą Fundacji ul. Piotrkowskiej i ... grupy Łódź Kaliska.



Sebastian Bać, Sztorm I, II, III, [I nagroda w kategorii Ziemia] 

Agnieszka Zdobych, W zgiełku nowoczesności [II nagroda w kategorii Ziemia]

Krzysztof Remlinger, Kulturyści [II nagroda w kategorii Wydarzenia]

Nie wiem tylko, czy na moim wykładzie 13.05 był Piotr Biegaj i jakie miał tym razem wrażenia? W 2008 r. bardzo krytykował moją prezentację w Sopocie, poświęconą książce Poszukiwanie sensu fotografii. Rozmowy o sztuce. Dziękuję mu także za wpis na blogu zachęcający do udziału w spotkaniu z dnia 13.05.11


Krzysztof Remlinger, Barbara, Ewa, Jolanta [I nagroda w kategorii Ludzie]


Marcin Kozłowski, Bez tytułu, [II nagroda w kategorii Ludzie]

Marcin Kozłowski, Inny punkt widzenia, [II nagroda w kategorii Ludzie]

Marcin Kozłowski, Yoga Freedom, [II nagroda w kategorii Ludzie]

Jutro zapraszam na wykład i prezentację polskiego wideo z XXI wieku do ms² w Łodzi. W następującej kolejności zobaczymy pokaz poświęcony rywalizacji dwóch dyskursów sztuki w ponowoczesnym układzie znaczeń. Jaką postawę wybrać w rozwoju artystycznym i jak ją oceniać ? Czy jest to możliwe? Spróbuję zmierzyć się z tymi zagadnieniami teoretyczoo-filozoficznymi.


Małgorzata Czajka Stelmaszewska, Bez tytułu, [II nagroda w kategorii Ziemia]

  
Cręme de la cręme. Wideo polskie XXI wieku - ironia czy medytacja?

Prolog

Wiesław Hudon
Arrosur Arrose, 1974
Duree, 1974
Grający w karty, 1974

Cześć zasadnicza

Piotr Wyrzykowski
Atomic Love, 2002

Andrzej Kwietniewski
Teutonic Knights, 2002, 4
Naród trwa, 2002

Sławomir Marzec
It will be Nicely and Pleasenty, 2007

Andrzej Dudek-Dürer
Mental Steps, 2003
Velocity, 2005

Mirosław Rajkowski
Motus, 2006
Radom Fantom, 2006
Natura abhorret vacuum. Zen for Butterflay, 2005

Marek Rogulski
Ćwiczenie łącza energetycznego, 2006
Łączenie emanacji, 2006

Michał Brzeziński
Pamięć, 2002
Ból, 2001

Marek Zygmunt
Medytacja / Meditation, 2002

Leszek Żurek
Mantra, 2005
Powitanie, 2007

Mateusz Pęk
Life as a problem - machinima, 2009

sobota, 7 maja 2011

"Andrzej Jerzy Lech. Cytaty z jednej rzeczywistości. Fotografie z lat 1979-2010" (07.05-29.05. Galeria Nowa i Galeria Stara ŁDK, Łódź)

Dziś o godzinie 18 otwieramy wielką monograficzną wystawę Andrzeja J. Lecha w ramach łódzkiego Fotofestiwalu, w sumie 115 fotografii. Jest to ekspozycja towarzysząca, wpisująca się, podobnie jak pokaz Aleksieja Titarenki, w nurt dokumentalny, który w tym roku jest na zdecydowanym marginesie. Przeważa fotografia inscenizowana, aranżowana, imaginatywna i symulacyjna, związana lub wywodząca się z fotografii reklamowej, a la Doda. 

 Cmentarz zamknięty, 1978

z cyklu Amsterdam, Warka, Kazanłyk, 1986 

Andrzeja Lecha nie trzeba przedstawiać. Zainteresowanym polecam przygotowany katalog, który wpisuje się wciąg publikacji o charakterze naukowym podobnie, jak poprzednie wydawnictwa, które przygotowywałem w Muzeum Sztuki w Łodzi: Zofii Rydet (1999), Grzegorza Przyborka (1999), Wokół dekady. Fotografia polska lat 90. (2002), Jerzego Lewczyńskiego (2005, wyd. Kropka).

Mam nadzieję, że  publikacje tekstowe i zdjęcia w katalogu Andrzeja bedą odpowiedzią na bardzo mocne zarzuty, moim zdaniem często arbitralne i zbyt ostre, zawarte w wywiadzie publikowanym na łamach "Fototapety" pt. Co się widzi, a czego się nie dostrzega. Rozmowa z Bogdanem Konopką [rozm. Marek Grygiel]. Szczególnie niesprawiedliwe są zarzuty o braku aktywności artysty w XXI wieku. Paradoksalnie Bogdan Konopka, jest moim zdaniem, najbliższym Lechowi fotografem pod względem estetycznym i artystycznym. Ale ich drogi rozeszły się już 2001 roku.

 Great Swamp, New Jersey, 2000

Andrzej Lech wybrał drogę samotnika, rozdartego między Polską a Stanami Zjednoczonymi. Nie zależy mu na stypendiach, czy uczestnictwie w rynku sztuki. Przynajmniej teraz. Może się to zmieni?

NYC 09.11.2001, 2001 

Wystawa, którą przygotowaliśmy z Magdaleną Świątczak jest próbą pokazania bardzo konsekwentnej drogi twórczej, człowieka niezwykle wrażliwego, zbliżającego się czasem do fotografii XIX-wiecznej lub oniryzmu, zacierającego granice realności, jednocześnie pozostającego na twardym gruncie rzeczywistości postrzeganej jako "ruina" i przemijanie. Jak  to jest możliwe? Trzeba zobaczyć prace, niezwykle wysmakowane pod względem formy i panowania nad rejestrowaną rzeczywistością.

Z cyklu Amsterdam, Warka, Kazanłyk... – Jelenia Góra, Polska, 1985 

Nie udało nam się, jak dotąd, znaleźć miejsca ekspozycyjnego dla opisywanej ekspozycji we Wrocławiu, w mieście rodzinnym Andrzeja. Nie ma zainteresowanych! A kuratorzy, tacy jak Jan Bortkiewicz (Domek Romański), dodatkowo uczestnik programu "fotografii elementarnej" w latach 80. i Teresa Kukuła (Miejska Galeria Sztuki)  nie raczyli odpowiedzieć na nasze propozycje. Są tak wybitnymi galernikami, że chyba brak im czasu.

  Z cyklu Amsterdam, Warka, Kazanłyk... – Jokohama 1982,  ok. 1985

Ekspozycja na szczęście pokazana będzie w tym i przyszłym roku w kilku miastach w Polsce i w Bratysławie. Oby tak dalej! Chcielibyśmy pokazać ją także w Polsce centralnej i południowej, np. w Krakowie. Zobaczymy, w każdym bądź razie należy cieszyć się z tego, że moglismy ją zaprezentowac na dużym międzynarodowym Fotofestiwalu w Łodzi!

P.s. Wczoraj otworzyła się bardzo piękna, w poztywnym sensie tego słowa, buddyjska z ducha wystawa Anity Andrzejewskiej Patrząc, prezentująca lekkość i niemataerialność form w dużoformatowych odbitkach. To bardzo dobra wystawa!

czwartek, 5 maja 2011

"Energia światła" Alicji Walczak (dyplom na ASP w Gdańsku, grudzień 2010



Dlaczego tak późno piszę o ciekawym dyplomie z ASP w Gdańsku Alicji Walczak? Autorka zniknęła na kilka miesięcy, zajmując się sprawami swej duszy, w tym medytacją oraz dalszym poszukiwaniem energii boskiej, która może mieć różne działanie, ponieważ taka jest natura sacrum. Alicja Walczak problemu światła nie traktuje tak jak większość artystów z wystawy Gabinet światła (Muzeum Sztuki w Łodzi) sposób empiryczny, neopozytywistyczny czy strukturalistyczny. Tego typu analizy będą jedynie powtórką  czy powtórzeniem po Bauhausie i konstruktywizmie.



Do energii światła można dotrzeć jednie poszukując jego duchowości i niematerialności, a pomocą jest tu teologia, teksty mistyków i filozofia transcendencji. Dobrze o tym wie Alicja Walczak, która napisała pracę licencjacką, pt. Niematerialność i duchowość światła. We wstępie tak określiła swe poszukiwania: "Przeciwnym kierunkiem jest stan dążenia  do wolności do transcendencji, który reprezentują poniżej przedstawieni artyści. Ich życie a także ich twórczość wskazuje na wartości filozoficzne i duchowe które nimi kierują. Dzięki swojej pracy starają się przybliżyć i skłonić do głębszych refleksji otaczającego nas świata. Autorzy prac fotografii duchowej, w której światło odgrywa istotną rolę  często nawiązują do filozofii Dalekiego  Wschodu, chrześcijańskiej". Oczywiście bez pokładu religijnego analizy światła szybko stały się jałowe i powtarzalne. I takie pozostają najczęściej.



Autorka chciałby, aby  światło godziło antagonistyczne poglądy Polaków. Ma nawet pomysły wystawiennicze. W swej pracy dyplomowej dokonała  wszechstronnej analizy istoty światła, pokazując m.in. uczucia jakie ono wywołuje: spokój, harmonię oraz przeciwnie pierwotną, sakralną siłę zawartą w ogniu. Słusznie analizowała jego współistnienie na kamieniu, kartce papieru, tworzenie się linii, a potem układu krzyża. Procesowi fizycznemu, jaki jest światło nadała swoją interpretację religijną i antropologiczną. 



Czego mi zabrakło w interesującej realizacji? Pracy w ciemni, zmagania się z materią, kiedy nastąpiłoby wyłanianie się z niebytu określonych kształtów oraz...  wyobrażenia człowieka, gdyż światło stworzone jest nie samo dla siebie, ale dla ludzi. Nie reprezentuje ono tylko materii boskiej, ale wszelką materię ożywioną. Ale zawsze ten aspekt, który rozwijał w swej twórczości Zbigniew Treppa i Karolina Aszyk, można wskrzesić i kontynuować, ponieważ światło jest niewyczerpalnym źródłem, także dla sztuki.





Dodam na koniec, że skromna ekspozycja z gdańskiej ASP była bardzo świadomie zaaranżowana, co oczywiście zwiększyło jej" moc" oddziaływania.