Szukaj na tym blogu

niedziela, 16 września 2012

Migawki z wystawy ("Corinna Streitz, Urojenia/Gespinste", Łódź, Galeria Re:Medium. ul. Piotrkowska 113, 04.09.2012)

Wejście do Galeria Re:Medium. ul. Piotrkowska 113, 90-430 Łódź

Wszystko odbyło się zgodnie z zakładanym planem, pomimo zmęczenia autorki, która swe prace przywiozła dzień wcześniej  z Torunia. Podziwiałem profesjonalne przygotowanie Corinny do powieszenia dwóch cykli w Łodzi, połączonych wspólną ideą. Drugim cyklem, obok tytułowego Gespinste był Abland (2012), który zwierał także kilka kolorowych zdjęć, ale traktowanych bardzo subtelnie, tak, aby barwa nie była zbyt silną dominantą nad czarno-białą formą zdecydowanej większości wystawianych fotografii.

Grzegorz pracuje, Corinna dokumentuje, 04.09.12

Corinna na tle swej wystawy

I dalej dokumentacja

Dlaczego bardzo cenię prace Corinny? Ponieważ interesująca jest w kontekście ponowoczesności "płynna" formuła jej instalacji, która tym razem miała bardziej zracjonalizowaną, niż chaotyczną formą, jak np. w Toruniu w galerii w Wozowni. Artystka potrafi mówić w sposób osobisty, w relacji do swej rodziny, używając wielu metafor i głównie symboliki, ale niekiedy zawarte są też aluzje do obecnej rzeczywistości Niemiec. Umiejętnie łączy obraz przedstawiający z inną zdecydowanie bardziej abstrakcyjną materią, sugestywnie przenosząc własne stany psychiczne w innego rodzaju materializacje. 

Abland / Nieziemia, 2012

Przed wernisażem

Po wernisażu w Studio 102

Autorka odpoczywa i rozmawia

Ostatnie ujęcie z tego wieczoru

I co istotne!? Nie znam tego rodzaju fotografii w Europie, rozwijającej się we własnym rytmie zdarzeń i wewnętrznego życia.. Oczywiście w większej perspektywie czasowej zadziała to na korzyść Corinny. Bardzo dla mnie istotny jest także wysoki poziom artystyczny  poszczególnych fotografii w cyklach Gespinste Abland, nieistotny już dla wielu teoretyków czy krytyków, zorientowanych na socjologizowanie czy tylko ironizowanie ze świata. Trudna sztuka Corinny polegała na opowiadaniu za pomocą sugestywnych form i symboli, co zrozumiało chyba kilku studentów i adeptów szkoły filmowej w Łodzi, którzy przy okazji jej wizyty poznali autorkę. Być może znajdzie to swą konkretną materializację w postaci polskiej twórczości?


Wystawa czynna jest w Łodzi do 18.09.

piątek, 14 września 2012

Cykl "Commemoramentum" Katarzyny Gwardiak-Kocur



Pani Katarzyna porusza się po różnych obszarach fotografii, którą studiowała w WSSiP w Łodzi. Podstawowym rysem jest twórczości jest poczucie bólu i towarzyszącego mu zagrożenia czy nawet zniszczenia. W mailu do mnie z  11.07.12 w następujący sposób napisała o sobie: "Uczę Podstaw fotografii i filmu w Zespole Szkół Plastycznych, tj. i w gimnazjum i liceum. To już [dopiero] trzeci rok. Zresztą do drugiego etapu konkursu w Kole zakwalifikowały się 2 prace moich uczniów: Faces Daniela Stasiaka i Infantka współcześnie wcielona Moniki Gołdyn! Z czego niezmiernie jestem dumna."


Na jej blogu można zobaczyć kilka cykli, a wśród nich wyróżniony na konkursie w Kole pt. Commemoramentum z 2011 r., który artystka komentuje w następujący i co istotne,  przekonujący sposób: "Opisy są wyrazem zbioru tragicznych doświadczeń moich i w mojej rodzinie, które niebezpośrednio objawiają się w odpisach. Większość z nich nie przystaje w linii prostej do osób portretowanych. Opisy w ramach projektu zostały wzmocnione, język celowo jest prosty, lakoniczny.
Wybrane zdjęcia są "wyjęte" ze zbioru fotografii pamiątkowych, które wykonałam przy okazji spotkań okolicznościowych [i nie tylko] moich prywatnych, ze znajomymi czy rodziną.
W wyniku traumatycznych przeżyć fotografia stała się obiektem, na który skierowana jest złość w formie agresji.
Realne fotografie są palone/podpalane, darte, bazgrane czy traktowane kwasem." Proszę zwrócić uwagę na charakter podpisów, które są niezdarne, jakby pisane w pośpiechu, z żalem czy nawet bólem. W tym przypadku odręczne pismo wzmacnia ideę ośmiu fotografii, która dodatkowo działa poprzez swe swą zniszczoną materię. te nieobalane prace są konsekwencją programu "archeologii fotografii", ale w jej ubocznym, nie zaś głównym nurcie.


Wydaje mi się, że na wspomnianym konkursie w Kole (2012) przedstawione portrety zasługiwały na więcej niż tylko wyróżnienie, ale nie ma sprawiedliwych konkursów.




środa, 12 września 2012

Ostatnia wystawa Jacka Sempolińskiego w Galerii Browarnej (10 sierpnia o godzinie 17.00.)

Jacek Sempoliński i Andrzej Biernacki

Trzeba koniecznie dodać i uzupełnić tytuł otworzona za życia i z udziałem prof. Jacka Sempolińskiego. Na wernisażu obecni byli m.in goście z Warszawy i Łodzi: prof. Wiesław Juszczak - najwybitniejszy polski filozof sztuki, prof. Irena Huml, która ciągle rozszerza swe horyzonty intelektualne i prof. Stanisław Fijałkowski, ciągle aktywny najważniejszy i "prawdziwy" uczeń Władysława Strzemińskiego, do którego dziedzictwa obecnie przyznaje się bardzo wielu twórców, zbyt wielu....



Nikt nie spodziewał się, ze niedługo na początku września pożegnamy prof. Sempolińskiego, artysty związanego z niezrealizowaną generacją z warszawskiego Arsenału. Artysta pokazał trudne do interpretacji obrazu, tworzone we własnym idiomie artystycznym, być może zbyt autonomiczne w swej koncepcji i hermetyczne. Może nie wszystkie. Niektóre z nich były w jakiś dziwny sposób dalekowschodnie, inne dziecięce by nie powiedzieć celowo sprymitywizowane, jakby dziecięcy gest miał przynieść ocalenie.



Generalnie ostatnie prace Sempolińskiego powracały do problematyki obrazowania z początku wieku, do artystów z kręgu Der Blaue Reiter czy początków konstruktywizmu. Ale wysiłek kuratora galerii Andrzeja Biernackiego należy bardzo wysoko cenić, ponieważ jest on profesjonalistą.


(Ten niebieski obraz najbardziej mi się podobał. Charakterystyczna jest jego faktura i dążenie do nieśmiertelności, ponieważ tak należy interpretować barwę płótna).


(Ten zaś przypomina o Dalekowschodniej kaligrafii i łączy się z postulatami Stanisława Fijałkowskiego nt intuicji malarza).

Mieliśmy więc z Tomkiem udany wypad do Łowicza z jego dużym i trochę zaniedbanym rynkiem oraz powolnością a nawet niedbałością toczącego się tutaj życia. Przynajmniej takie mieliśmy wrażenie z tego "miasta kościołów".

xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

Wczoraj minęła także pierwsza rocznica śmierci mego przyjaciela Staszka Wosia, o którym myślałem od kilku dni. Dobrze się stało, że galeria Pusta w Katowicach przygotowała pierwszą po jego śmierci prezentację. Przy okazji przeczytałem, że posłużono się moim określeniem, jako mottem. Bardzo ładnie, jednocześnie "zapomniano" o przysłaniu mi zaproszenia na wystawę, co należy już chyba do tradycji tej instytucji, czyli Centrum Kultury. Przy okazji przypomnę, że z związku wystawą Leszka Żurka  Moje ogrody i po-widoki (Galeria Pusta, Katowice.23.03- 8.05.2011) posługiwano się nawet moim tekstem - bez mojej zgody, także nie przysyłając zaproszenia na ekspozycję. Dlaczego? Nie wiem i nie robię z tego problemu. To nie są przypadki, raczej niedbalstwo i brak kultury. Listę instytucji, które posługują się fragmentami czy cytatami z moich tekstów, a nie przysyłają zaproszeń odnośnie tych ekspozycji jest znacznie dłuższa, aby wymienić przyładowało: Muzeum Narodowe w Krakowie czy BWA w Kielcach, w Jeleniej Górze.... Ale dajmy już spokój tej w sumie przykrej sprawie.


niedziela, 2 września 2012

Wystawa "Grzegorz Zygier Perfo∙racje i Twoone" (MOS/GSN Gorzów Wlkp. 08.09.12) oraz wykład w klubie Lamus (07.09.12 godz. 18) "Ironia czy medytacja? Fotografia polska w kontekście filmu eksperymentalnego i wideo od końca XX do początku XXI wieku"


Interesująco zapowiada się wyjazd do Gorzowa Wlkp., w którym w dniu 07.09. w gościnnym klubie Lamus prowadzonym przez Zbyszka Sejwę pokażę fragment swej kolekcji wideo i  filmu eksperymentalnego,  w podwójnym kontekście: fotografii  i problemu ironii oraz medytacji, w tym bardzo rzadko pokazywane prace Wiesława Hudona. Co było i jest ważniejsze w sztuce - ironia czy medytacja? A czy sama ironia może być użyta do medytacji? Wydaje się, że nie, ale nie uprzedzajmy do końca faktów. Problem ten zanalizuję m.in. na przykładzie prac Marka Rogulskiego i Marka Zygmunta.

Zaprezentuję wybranych artystów filmu eksperymentalnego i  wideo, w tym przede wszystkim twórców intermedialnych, których cenię za z ich związki  i relacje z fotografią.  Pokaz został przygotowany właśnie w tym zakresie, aby twórczość obrazu ruchomego odnosiła się do medium fotografii, które dla  niektórych z nich jest głównym środkiem artystycznym (np. Wiesław Hudon, Grzegorz Zygier,  Leszek Żurek). Dla innych fotografia była pierwszym źródłem odniesienia, potem zniknęła z pola widzenia (Wiktor Polak).  Zainteresowanych odsyłam do swojego artykułu pt. O czym zapomniano w historii polskiego wideo (1983-2006), „Arteon” 2007, nr 5, w którym przedstawiłem poglądy na interesujący nas temat.

Leszek Żurek, Mantra, 2005 (kadr z wideo)


Wideo-art jest formą sztuki wywodzącą się z tradycji filmu eksperymentalnego, mającą własną tradycję w postaci twórczości lat 70. i 80., oraz będącą także etapem pośrednim do sztuki interaktywnej, do której jak się wydaje należy przyszłość sztuki opartej na technologii. Oczywiście granice twórczości określanej mianem wideo są bardzo szerokie, dotyczą także performance, wchodzą w relacje z formułą dokumentalną (Anna Baumgart), grafiką czy muzyką tworzoną specjalnie do wideoklipu (Andrzej Dudek-Dürer, Mirosław Rajkowski) jako formy przestrzennej i płynnej w czasie.



Ironia czy medytacja? Fotografia polska w kontekście filmu eksperymentalnego i wideo od końca XX do początku XXI wieku

 Wiesław Hudon
 Arrosur Arrose, 1974,   1.28
 Duree, 1974,   1.49
 Grający w karty, 1974, 2.28

Adam Rzepecki
Cóż arystokracie po małym fiacie?, 1989, 1.50

Grzegorz Zygier i Adam Rzepecki
Every Dog has his Day, 1989, 3` 15`

Grzegorz Zygier
Cucullus non facit monachum, 1991, 5"30

Andrzej Kwietniewski
Teutonic Knights, 2002, 4.00
Naród trwa, 2002,  1.30

Wspólnota Leeeżeć
Bielmo awangardy, 1996    2.38

Alicja Żebrowska,
Homus, 1996, 4"13
Tajemnica patrzy, 1996, 1.49

Anna Baumgart,
Zima, 1997,    3.23
Kolekcja przypadkowych epitafiów, 1998, 5.00

Anna Kwietniewska (Orlikowska)
Istota , 2005, 2.11
Film o robakach III  , 2005, 0.49

Wiktor Polak
Nie można oddychać zającem / Can’t breathe a Hare, 3 min, 2007
Zabawka /A Toy, 3 min, 2007

Agnieszka Chojnacka
Habitat / Środowisko, 2005, 2.25
Krótka historia latania /A short history of flying, 2006, 4.55

Piotr Wyrzykowski
Atomic Love, 2002, 5.2

Andrzej Dudek-Dürer
Mental Steps, 2003, 5`
Tendency, 2003  9` 48`

Marek Rogulski
Krrr,  2006,  1`
Ćwiczenie łącza energetycznego, 2006,  1`
Łączenie emanacji, 2006, 1` 10`

 Marek Zygmunt
 Medytacja / Meditation, 2002, 8.53

 Leszek Żurek
 Mantra, 2005, 3` 48`
 Powitanie, 2007, 2`20

Kolejnego dnia, czyli 08.09 o godz. 17 w Miejskim Ośrodku Sztuki w Galerii Sztuki Najnowszej, prowadzonej przez znanego artystę Romualda Kuterę otworzymy dużą wystawę Grzegorza Zygiera. Warto podkreślić, że jest on jednym z nielicznych polskich artystów, wychowanych na dekadzie lat 70., a właściwie na jej ostatnich latach, który od końca lat 80. poprzez ironię, stosowaną jednak w konceptualny sposób doszedł do twórczości o charakterze medytacyjnym i co charakterystyczne, dającej nowe perspektywy dla tradycji abstrakcji aluzyjnej i geometrycznej.   

Proszę zwrócić uwagę na cykl Perfo∙racje (1989-90), w którym artysta nie tylko podważa, ale także ujawnia nieznaną strukturę fotografii w postaci tytułowej perforacji, która jako środek formalny służący do przewijania filmu stwarza rzadko ujawnianą formę fotografii. Czyli artysta konsekwentnie przedstawił całość negatywu z naświetleniem jego powierzchni. Swe motywy dobierał jednak w taki sposób, aby znajdujące się na perforacji napisy, dziurki, znaki stały się integralną formą całości. W ten sposób nastąpiło przekroczenie obowiązującego statusu fotografii, dające ciekawe rezultaty poprzez potencjalne zwiększenie kadru zdjęcia, eksponowanego w surrealistyczny, odkrywając i kontrastując różne fragmenty banalnej rzeczywistości.

piątek, 24 sierpnia 2012

Ujawniamy archiwalia. Zagadki wokół grupy Zero 61 (1961-1969)

Bez komentarza. No, może ze znakiem zapytania?

Proszę wsłuchać się w głos Czesława Kuchty i jego wersję na temat bardzo ważnych prac z czasów grupy Zero 61. Jest to mój drugi list tego nieżyjącego już fotografika publikowany na blogu. Istotny, ponieważ przedstawia relację o działalności jednego z najważniejszych artystów polskich. Kto może jeszcze pamiętać tamte czasy: Andrzej Różycki, Jerzy Wardak, Janusz Zagrodzki, także Wiesław Hudon. Niewielu... Pamięć się zaciera i od lat jest sterowana czy manipulowana.

Ważne są archiwalia, gdyż one powinny decydować, czy też współtworzyć ocenę pracy artystycznej. Oczywiście obok innych materiałów i samych oryginalnych prac.

Tym razem "przemawiają" wspomnienia i interpretacje w spokojnym dyskursie Czesława. Kolejni interpretatory grupy Zro 61 i WFF mogą, ale nie muszą uwzględnić jego wspomnień pisanych pod koniec życia. Mi jednak dały bardzo dużo, dlatego się nimi dzielę. Dlaczego  kierował je do mnie? Miał do mnie zaufanie, choć wiedział, ze byłem zwolennikiem nowoczesności i awangardowej frakcji w polskiej fotografii.

List Czesława Kuchty do Krzysztofa Jureckigo (Toruń, 27.01.2000).




Materiał ten polecam zwłaszcza: Leszkowi Brogowskiemu i Witkowi Czerwonce.... 

wtorek, 14 sierpnia 2012

Kilka migawek i refleksji z auto/portretu w Toruniu (Galeria Wozownia, 27.07.12)

Publiczność tego gorącego popołudnia dopisała!  (Fot. T. Gierzyńska).

 Było trochę dobrego wina, ale przede wszystkim około dwustu prac i wielu gości z Polski (Fot. T. Gierzyńska). 

To jest Artur na tle swoich prac, a właściwie na tle siebie samego? 
Fot. Piotrek Zabłocki

Bardzo się cieszę, że mogłem pokazać pięćdziesiąt sześć prac Wacława, gdyż są ewenementem w końcu lat 70., kiedy dominował fotomedializm, nieczuły na sprawy społeczne czy ludzkie....

Fragment z kilkudziesięciu oryginalnych prac Wacława Ropieckiego
 Fot. P.  Zabłocki 

Piętnaście autoportretów Katarzyny Karczmarz - mistrzyni  zakresie odkrywania/zakrywania swej tożsamości

Dwadzieścia, trochę antyestetycznych i offowych prac Rafała Karcza, który w ostatnim momencie przyjechał do Torunia.  (Fot. P. Zabłocki)

Zdjęcia Keymo będą słynne, zobaczymy tylko czy za lat trzy czy więcej... A może już są?
(Fot. P. Zabłocki)

W hołdzie dla  Michela Foucaulta (1926–1984) i jego walki z ideami Oświecenia pozwoliłem sobie na postawienie panoptikalnej formy, w której skrywały się cztery prace Keymo pt. Wnętrza. Czyli nie ma już Wielkiego Brata, sami możemy (jeśli chcemy) podglądać inne obrazy, albo inaczej obrazy otwierają się tylko na inne obrazy, gdyż jest to to hiperrzeczywistość (nie mylić z hiperrealizmem).  (Fot. P. Zabłocki)

Po lewej czternaście prac montażowych autorstwa Magdy Samborskiej, która stworzyła interesującą formę żywej abstrakcji geometrycznej. Po prawej czternaście prac czarno-białych i kolorowych Teresy Gierzyńskiej, która z wielkim powodzeniem kontynuuje cykl O niej. (Fot. T. Gierzyńska).

Po lewej "traktat o kulturze" i cielesności wg Gabrieli Huk, po prawej Anna 66. Przy okazji widać, ze wnętrze Wozowni nie jest łatwe do aranżacji.  (Fot. T. Gierzyńska). 

Z piętnastu portretów autorstwa Anny 66 utworzyłem historię twarzy podlegającej surrealistycznym zmianom. narrację czytamy od lewej. Jedna twarzy - Eny Kielskiej "była" na otwarciu. Ena okazała się bardzo miłą osobą!  (Fot. T. Gierzyńska). 

Tak wygląda pozbawiona ciągu linearnego instalacja Urojenia Corinny Streitz. Zdjęcia celowo wchodziły ze sobą w różne relacje, wywołując określony nastrój, pełen tajemniczości. Jedno z nich zawieszone było kilka cementytów nad podłogą. Udany eksperyment? (Fot. C. Streitz)

Od lewej narracja ułożona przez Teresę Gierzyńską, kończąca się "ranami" młodych dziewczyn. Po prawej cykl Tomasza Fularskiego Za betonową kurtyną, który jest niezgodą na najnowsze czasy, o czym autor opowiadał w NRD (Fot. T. Gierzyńska). 


Zachęcam do lektury katalogu z Wozowni i mego opracowania historycznego na temat auto/portretu z ostatnich lat. Na koniec tego długiego wpisu zamieszczam fragment maila Ewy Świdzińskiej do mnie z 31.07.12. Proszę wsłuchać się w głos Ewy.


Krzysztof,


Domyślasz się, że wystawa (na podstawie katalogu)wydaje mi się bardzo ważna i ciekawa. Wiesz, że nie za bardzo interesują mnie wystawy z  wyłącznie tzw. rankingowymi  artystami, gdyż wtedy  łatwo  o powielanie schematu, brak subiektywizmu i  zdarza się nuda.I  najlepsze nazwisko może się pewnie opatrzyć. Poza tym najciekawsze jest szukanie, a szczególnie cenne odkrywanie artystów długodystansowych.


Zajmujące jest ,że  pokazałeś różne drogi, ale w kontekstach, paralelach itd. Oczywiście znam niektóre postaci np. z Twojego blogu i pisałam do Ciebie m.in. o Keymo...


Wg mnie wydarzeniem  są zdjęcia Magdy. Wieloznaczne, groźne, vanitatywne „rentgeny”/„tomografie ”. Pamiętam, że powoływała się w wywiadzie na artystki, sięgające do sprzętów kuchennych  m.in. Anię Candiani, ale Samborska  nadała nowe sensy. Przyszedł  mi do głowy  najpierw Jan Švankmajer i Mały Otik, ale to za proste odniesienie. Nie da się tych prac sprowadzić wyłącznie do surrealistycznych skojarzeń.

Oczywiście lubię kulturalne zdjęcia Teresy Gierzyńskiej.


Intrygujące jest też pokazanie fotografii na styku mody ,popkultury , fantastyki.

I wyłowienie Artura Leończuka. Gdybym zobaczyła autoportret  jakiegoś studenta uczelni artystycznej z kartką papieru nie zainteresowałabym się. Ale tu osobny, blisko  czterdziestoletni  artysta , z dala od łatwych wpływów i z  innym poczuciem czasu. Autentyczny. Do szanowania.


Oczywiście dzięki za zestawienie mojej fotki z fasadą Andrzeja D.D. Uwielbiam kontrapunkty,  świetna jest strona katalogu z Żebrowską i Łodzią Kaliską oraz  zestaw Różycki-Lewczyński.


Przy okazji wystawy w Browarze i teraz tej w Wozowni, zastanawiam się, czy jest jakiś krytyk , któremu zechciałoby się tak nieoczywiście i tak szeroko, niebanalnie zestawić np. dokumentację performance różnych artystów .


Zdjęcia Corinny S. pewnie że świetne, z wielką kulturą, z dyskretnym pierwiastkiem kobieco-zwierzęcym, ale dostrzegam też  zawoalowany  katastrofizm, takie bycie pod ścianą, niemoc. Trochę niemieckie kino ekspresjonistyczne, jakby M jak Morderca od strony ofiary. Oj chyba za  banalnie mi się napisało, ale fotografie wciągają właśnie jak dobrze skonstruowany film.


Pozdrawiam serdecznie

Ewa
 

niedziela, 5 sierpnia 2012

Rewelacyjna kolekcja szklanych negatywów z kamienicy Rynek 4 w Lublinie

Kilka lat temu odnaleziona na Starym Mieście w Lublinie kolekcja 2700 szklanych negatywów  trafiła jako dziesięcioletni depozyt do najlepszej z możliwych lokalizacji, a mianowicie do Ośrodka "Brama Grodzka - Teatr NN"  w Lublinie. Tu znajdzie swoje miejsce do ekspozycji, a także będzie miała należytą opiekę merytoryczną i już stała się powodem do dyskusji o Lublinie i jego okolicach (Niemce, Nowodwór, Nałęczów) z lat 1914-39. Jest to ogromny, unikalny zbiór, który daje nam możliwość interpretacji tzw. fotografii zakładowej. 


Niesamowicie wyglądają po kilkudziesięciu latach stroje, a właściwie kontrast między nimi a wiejską chatą, stanowiącą tło fotografii. 

Jedną z najciekawszych dystynkcji fotografii jest możliwość ukazania fotografii w fotografii tworząc w ten sposób punctum. Ten pozornie tautologiczny schemat jest nie do wyczerpania i stosowany jest do dziś. Szkoda, że od kilku lat nie żyje Edward Hartwig, który z pewnością dokonał by atrybucji tych fotografii.  Ale wszystko wskazuje na to, że autorem tych zdjęć był Ela (Eliasz) Funk (według ustaleń dra Adama Kopciowskiego z Archiwum Państwowego w Lublinie).

Miałem przyjemność obejrzeć w Lublinie pierwszą niewielką wystawę z tej kolekcji (kurator Marcin Sudziński) otwartą 12 czerwca i wziąłem udział w dyskusji panelowej na temat prezentowanej kolekcji, jaka odbyła się w siedzicie Teatru NN z udziałem Joanny Zęter, Marcina Sudzińskiego i Adama Kopciowskiego z licznym udziałem publiczności. Można obejrzeć ją online. Cóż wynika z pobieżnego wglądu w ten unikalny zbiór? 

Atrakcyjność tego zdjęcia opiera się na przełamywaniu schematu tradycyjnego portretu. Jedna z osób po lewej stronie przeciera (ze zdumienia?) oczy. Myślę, ze jest to zabieg celowy, świadczący, że fotograf potrafił bawić się portretem podobnie, jak Witkacy czy fotografowie z jego otoczenia, np. Józef Głogowski.

Fotograf czy może kilku fotografów, pracujących w zakładzie, było znakomitymi portrecistami, działającymi w konwencji nie sztuki-fotografii, ale rzemiosła, które można określić terminem techne. Z dzisiejszego punktu widzenia historii fotografii taki rodzaj twórczości wcale nie jest gorszy od dokonań piktorialistów, czy reportażystów. M.in. ważna jest tu autentyczność miejsca, chwili i szczerość przekazu, który może mieć także posmak lekko ironiczny. Tak interpretuję pierwsze z prezentowanych zdjęć, które jest pozornie nieudane. Ale to zmyłka fotografa, który specjalnie chciał pokazać poruszenie pierwszego planu.

Piękny ten portret, gdyż umiejętnie dobrane zostało "abstrakcyjne" tło uwypuklające kontrast między fizjonomią człowieka a ekspresyjną ścianą.

Bardzo cenne zdjęcie świadczące, że fotografia była formą pamięci o zmarłych i środkiem przetrwania, kontynuując swe dziewiętnastowieczne posłannictwo. W tym klimacie swe pierwsze zdjęcia wykonywał także Jerzy Lewczyński.utrwalając pogrzeb na początku lat 40. oraz jego kolega Feliks Łukowski - wielka postać fotografii polskiej lat 40.

To nie jest fotomontaż, tylko z racji oszczędzania negatywów fotografowano zakrywając jego połowę. Ten zabieg znany jest m.in. z fotografii zakładowej Stefanii  Gudrowej, a później z getta łódzkiego (Henryk Ross).



Być może są to jakiejś zawody na rzece? Ale gdzie, tego jeszcze nie wiemy.

Czekamy na kolejne ekspozycje, które posłużą do poznania i przede wszystkim do interpretacji tego unikalnego zbioru, który przywraca rangę zapomnianej i zniszczonej tzw. fotografii zakładowej, która nie ma swego opracowania historycznego, choć prezentowała świetne dokonania takich fotografów, jak: Walerego Rzewuskiego, Karola Beyera czy Awita Szuberta - fotografów klasy światowej, o czym się często zapomina.