Szukaj na tym blogu

sobota, 9 września 2017

Wystawa "Nowe horyzonty w nowych mediach. Zjawiska sztuki polskiej w latach 1945-1981" (Muzeum Narodowe we Wrocławiu, 2017)

1. Wystawa
Była to bardzo ważna prezentacja przygotowana przez Adama Sobotę, która dotyczyła nie tylko zbiorów Muzeum Narodowego we Wrocławiu w formule sztuki modernistycznej i awangardowej, ale także z zakresu realizmu socjalistycznego i fotoreportażu. O ile problematyka awangardy pokazała uznaną klasykę: od Zbigniewa Dłubaka, Zdzisława Beksińskiego i Jerzego Lewczyńskiego, do grupy Zero 61, Permafo i Warsztatu Formy Filmowej (i zapomnianej SEM), by słusznie zakończyć na czasach debiutu Łodzi Kaliskiej, z jej Upadkiem zupełnym. Warto zaznaczyć, że ekspozcyja pokazała także reportaż od lat 40. i nieuświadomiony teoretycznie dokument, poprzez prace wielu mało znanych czy niedocenianych fotografów: (np. Adam Śmietański, Romuald Pieńkowski,Krzysztof Majchert, Andrzej Polec, Irena Jurkiewicz i wielu innych).  I właśnie dlatego była to intresująca wystawa.

Ale czy np. dokumentalne fotografie np. Jerzego Piątka były w latach 70. wystawiane czy istniały tylko w formie negatywu? To ważne pytanie, gdyż pojawiają się coraz częściej prace także neoawangardowe, których nie było w realiach wystawienniczych np. lat 40. (Dłubak) czy 70. (Natalia LL). 

Wydaje mi się, że rola artystyczna Andrzeja Dudka-Durera oraz Wacława Ropieckiego jest dużo poważniejsza, niż to zaprezentowano we Wrocławiu w pięknych salach Pawilonu Czterech Kopuł. Mam na myśli prace pierwszego artysty w technikach chromianowych, w których używał fotomontażu o religijno-erotycznych inklinacjach oraz o charakterze konceptualnym z wpływami poezji wizualnej (lata 70.),  oraz Ropieckiego z cyklu Seans Autoterapeutyczny, realizowanego w latach 1976-81, gdzie pokazywał swoją twarz (selfie!) na tle wydarzeń społeczno-politycznych. Komentował rzeczywistość, ale w bardzo specyficzny sposób. Bardzo cenię ten monumentalny cykl, w tym zdjęcia z LWP oraz czasów Solidarności.

Pokazano także wiele innych zjawisk z zakresu fotomedializmu, ale brakowało tytułowych nowych mediów, czyli filmu eksperymentalnego oraz wideo czy instalacji wideo. Jedna z nielicznych prac Wojciecha Bruszewskiego, kiedy oglądałem wystawę 29.07.17, nie działała. 

Dobrze, że pokazano krakowską grupę SEM, ale zabrakło mi konceptualizmu Wiesława Hudona, który otworzył drogę do analiz lat 70., zaczynając od Dłubaka, niektórych członków WFF, a kończąc na Permafo. Ale, o Hudonie można przeczytać w katalogu wystawy. Podobnie, jak o Lucjanie Demidowskim, od lat 70. związanym ze środowiskiem lubelskim, konstytuowanym przez Andrzeja Mroczka w galerii Labirynt, a potem w BWA.

Czasy realizmu socjalistycznego (1948-1955), fot. K. Jurecki

Zdzisław Beksiński, Delegat, 1958/1959, (dzięki uprzejmości MNWr)

Zdzisław Beksiński i Andrzej Pawłowski, fot. K. Jurecki

Andrzej Pawłowski, Mutatis mutandis, 1959, (dzięki uprzejmości MNWr)

Wiesław Prażuch, Pielgrzymki do Częstochowy, 1957, (dzięki uprzejmości MNWr)


Zbigniew Dłubak, fot. K. Jurecki

Marek Piasecki Zbigniew Staniewski, fot. K. Jurecki

Krzysztof Gierałtowski i Zofia Rydet  Zapis socjologiczny 1978-1990, fot. K. Jurecki

Natalia LL, Sztuka konsumpcyjna, 1972, fot. K. Jurecki

W środku praca Wacława Ropieckiego z serii Seans Autoterapeutyczny, fot. K. Jurecki

Andrzej Dudek-Durer, Autoukrzyżowanie, 1973, repr. autora

Natalia LL, 24 godziny, 1970, fot. K. Jurecki

Romuald Kutera, Bazar, 1973, fot. K. Jurecki

Andrzej Kwietniewski i Marek Janiak, Zapis, 1977, fot. K. Jurecki

grupa Łódź Kaliska, Upadek zupełny, 1981, fot. K. Jurecki

2. Katalog

Jest bardzo profesjonalne opracowanie, z wielką ilością nowych faktów i informacji. Oczywiście można zastanawiać się nad proporcjami w tekście. Moim zdaniem za mało miejsca autor poświęcił grupie Zero 61 i jej niektórym członkom na tle zjawiska "fotografii subiektywnej", ponieważ jej rola jest bardzo istotna i być może znajdzie się ona w przyszłości w opracowaniach światowych, z powodu oryginalności dokonań. Tak, właśnie ta grupa tego dokonała!

Znalazła swoje miejsce w monumetalnym opracowaniu komunistka Julia Pirotte, która wykonała bardzo wazne fotografie w latach 40. i 50. czy Irena Jarosińska, a także inni zwolennicy socjalistycznego państwa, jak Wiesław Prażuch czy Paweł Pierścinski. W ocenie historycznej z zkkresu fotografii powinna liczyć się fotografia i jej znaczenie ora swaidomość samego twórcy, nie zaś biografie, które mogą byc bardzo różne ze wzgledu na uwikłania polityczne.

Pewną wadą określonej narracji Adama Soboty jest przytaczanie dat, faktów oraz opisów zdarzeń, który dla zaznajomionych z podstawowymi faktami jest znany i wielokrotnie opisany. Ale z drugiej strony nie znam tak szczegółowej pozycji, która przedstawiła w tak drobiazgowy sposób zapominane wystawy, i katalogi. Oczywiście jest to ważna metoda pokazywania historii, nawet jeśli jest do końca prawdomówna. Np. rozdział Wiodące zjawiska w środowisku łódzkim pomija całkowicie twórczość: Ewy Partum, Ireneusza Pierzgalskiego czy Grzegorza Przyborka oraz Zbigniewa Warpechowskiego. Ewa Partum marginalnie pojawia się na s. 217, podobnie jak Pierzgalski i Warpechowski, co jest błędem, ponieważ z dziesjszej perspektywy badawczej twórczość Partum, jest tak samo istotna w latach 70 dla polskiego femiznimu., jak Natalii LL. Ale nie ma opracowań idealnych. Z pewnością katalog przypomina o wielu ważnych pracach, jak zdjęcia: Adama Bujaka czy Krzysztofa Pruszkowskiego.

Zabrakło mi np. informacji i zdjęć Mariusza (Andrzeja) Wieczorkowskiego, który w końcu lat 70. wykonał kilka bardzo ważnych serii m.in. na cmentarzach, interesując się sakralnością, która znikała wraz z socjalistycznym modernizowaniem rzeczywistości.  

Podsumowując. Nie ma tak szerokiego opracowania dotyczącego fotografii polskiej tego czasu, pokazujacego awangardę i przeciwstawny do niej reportaż i jego odmiany. Dlatego jest to lektura obowiązkowa.


Okładka katalogu

P.s "Artluk" 2017 nr 1 (36)
Ukazał się kolejny numer pisma "Artluk" z bardzo ciekawą zawartością, w tym dużą prezentacją twórczości A. Andrzeja Dudka-Durera w relacji Jerzego Truszkowskiego oraz w tekscie Katarzyny Jeleń. Warto zaznaczyć, że magazyn stał się "niezależny", gdyż wydawany jest bez żadnej dotacji MKiDN czy innej instytucji państwowej. 

Powstaje pytanie, dlaczego "Artluk" nie otrzymał dotacji, chociażby na przetrwanie w 2017 roku? Przy okazji polecam teksty: Mateusza M. Bieczyńskiego o wczesnych pracach, w tym fotografiach, Pawła Łubowskiego oraz Grażyny Borowik o 57. Biennale w Wenecji, gdzie str. 16 o Pawilonie Polskim czytamy: "Realizacja Sharon Lockhart nie przywołuje ducha korczakowskiej pedagogiki, tak jak to było w zamyśle artystki. Film i fotografie są sztywne i wystylizowane, a dla widza niewtajemniczonego kompleetnie niezrozumiałe i średnio intresujące." Nic dodać i nic ująć, kolejny nasz sukces w promocji sztuki, amerykańskiej tym razem.

Okładka z pracą Andrzej Dudka-Durera Autoukrzyżowanie, 1973

czwartek, 24 sierpnia 2017

Selfie jako metafora smutku. Myśląc o Ewie Andrzejewskiej / Selfie as metaphor of grief. Thinnking about Ewa Andrzejewska

Na razie nie mam słów, aby coś sensownego napisać po odejściu Ewy w dniu 21.08.17. Jest smutek i żal. Odżywają wspomnienia z lat 80. i 90., a także te z 2002 i 2003 roku. Poszukam zdjęć i tzw. pamiątek.  Ale na to wszystko potrzeba czasu, także do zastanowienia nad przemijaniem i utratą. Wówczas uzupełnię ten wpis. Na razie mam tylko powyrywane z pamięci fragmenty wspomnień. Tymczasem smutek łagodzi, jak napisałem do Andrzeja Lecha, jeden utwór Patti Smith Changing of the Guards, swą poetycką i melancholijną linią muzyczną daje odrobinę odwagi i optymizmu.

Na razie posłużę się stroną ZPAF-u, gdzie zamieszczono stosowny komunikat z krótkim tekstem Piotra Komorowskiego i moim, a właściwie ich fragmentami. Ewa miała wielkie zaufanie do P. Komorowskiego. Dlatego jego tekst jest tak ważny.

2017 (2015)

Andrzej J. Lech, Jelenia Góra, zima 1997, 1997

Andrzej J. Lech, Wojtek i Ewa w "Samotni", 1999?

Wojtek, 03.04.2016, Muzeum Karkonoskie, Jelenia Góra, fot. K.Jurecki

środa, 23 sierpnia 2017

W przymierzu z materią. O wystawie Edwarda Łazikowskiego w Galerii Wozownia w Toruniu (28.07-20.08.17)

Zaproszenie na wystawę Edwarda Łazikowskiego. Projekt zaproszenia i katalogu Kazimierz Napiórkowski. Praca pt. Epizod z egzystencji obrazu

Cieszę się, że wystawa Edward Łazikowski. W partnerstwie z materią odbyła się w Toruniu. Ostania tak duża prezentacja miała miejsce w Muzeum Sztuki w Łodzi i CRP w Orońsku w 1998 i 1999 roku. Wówczas łodzkie muzem intresowało się jego całościową dziłałalnością. W zbiorach MS w Łodzi znajduje się 71 prac, ale obecnie żadna z nich nie jest eksponowana na wystawie Atlas nowoczesności. Przy okazji pokazu w Wozowni wydano niewielki katalog poświecony artyście, którego z różnych powodów porównuję do postaci Karola Hillera. Zawiera on także dwa nowe teksty samego Łazikowskiego, którego uważam za jednego z najważniejszych teoretyków sztuki najnowszej.

Obecnie niewiele instytucji w Łodzi (tylko Miejska Galeria Sztuki) czy w Polsce intresuje sie jego twórczością. Niedawno w Zachęcie w Warszawie oglądałem kolejną wystawę Jarosława Kozakiewicza, który podąża analogiczną drogą badania, jak łódzki artysta. Tylko, że Łazikowski jest daleko dalej w analizie problemu zapisu ruchu. Nie tylko używa różych technik, jak: rzeźba, fotografia, malarstwo czy wideo, ale analizę ruchu, wyraził w idei fragtorów i trójmentu. Kozakiewicz operuje formułą, jak czynili to futurysci. Całość nowej ontologii (określenie Łazikowskiego) wyartykuował wszechstronnie teoretcznie a swe intuicje i badania materializuje na zasadzie wspołpracy z naturą, np. z wiatem. Doszedł do jedynego w swym rodzaju zrozumienia materii, która stała się dla niego nie tylko zwykłym materiałem, ale życiowym "partnerem", co można porownać do wyrazu ideowego cyklu Zygmunta Rytki Leżąc (1999).

Jego ekspozycje a zwłaszcza monumntalne prace rzeźbiarsko-instalacyjne godne są takich miejsc, jak CSW Zamek Ujazdowski, gdzie niedawno pokazano bardzo ciekawą instalację Roberta Kuśmirowskiego czy CRP w Orońsku. Nie chciałbym, aby łódzkie Muzem Sztuki czy Muzeum Miasta Łodzi odkrywało jego twórczość za lat kilknaście czy kilkadziesiąt i zastanawiało się dlaczego przeoczono tak wybitengo teoretyka i artystę/praktyka. 

Edward Łazikowski jest od wielu lat bardzo ważnym artystą, który zgłębia proces twórczy i zagadnienie ontologii obrazowania. W katalogu do wystawy opublikowałem tekst Dzieło totalne, którym  na s. 18 napisałem: 

"Kim jest (ten) artysta?
Prace Łazikowskiego realizowane w formie performance, rysunków, rzeźb, instalacji, fotografii i malarstwa zawsze dążyły do przekraczania określonych granic wyznaczonych przez uwarunkowania medialne danej techniki. Od samego początku artysta poszukiwał w sferze nietypowych materiałów, pragnąc przybliżyć się do tajemnicy ich istnienia, aby móc harmonijnie współdziałać z nimi na polu sztuki.

Cała dojrzała twórczość Łazikowskiego powstała po 1975 roku na gruncie refleksji konceptualnej i tradycji konstruktywizmu sytuuje się, jako zjawisko oryginalne i niezależne, mające swe paralele z land-art’em i „sztuką ubogą”. Tak mówił o jej założeniach: „Niepokój dotyczy kierunku rozwoju świata, kultury, a także współżycia między ludźmi, egzystencji. To również problem hierarchii wartości, która wydaje się zachwiana”[7].


[7] E. Łazikowski, Refleksje po wystawie w Międzynarodowym Centrum Sztuki w Poznaniu, rozm. K. Jurecki, op. cit.

Kurator wystawy wręcza kwiaty i dziękuje dyrektor Annie Jackowskiej za dziesięć lat współpracy, która rozpoczęła się w 2007 roku. Fot. K. Napiórkowski

Przed otwarciem. Fot. K. Jurecki

wWdok od strony wejścia. Fot. K. Jurecki

Wojownik zwiewolenia (Gospodarz), 2016, olej na płótnie Repr. E. Łazikowski

Wojownik apodyktycznego traktowania materii nieozywionej, 2016, olej na płótnie
Repr. E. Łazikowski

Z cyklu Obrazy obrazy betonowe,  1995. Fot. K. Napiórkowski

Fot. K. Jurecki

Fot. K. Jurecki

Obiekt-instalacja 380A, 2004. Fot. K. Jurecki

Dokumentacja prac performance. Fot. K. Jurecki

Fot. K. Jurecki

Edward Łazikowski i Janusz Połom. Fot. K. Jurecki

kat. wystawy w Wozowni

niedziela, 13 sierpnia 2017

Małgorzata Wróbel-Kruczenkow w "Formacie", 2016/2017 nr 74-75

Z serii Obrazy istnienia, 2015

26.06.2017 w Galerii Bałuckiej w Łodzi otworzyłem wystawę artystki pt. Małgorzata Wróbel-Kruczenkow. Pomiędzy intymnoscią a nieobecnością istnienia. Ekspozycja dotyczyła problematyki malarstwa, rzeźby w aspekcie instalacji fotograficznej i zdjęć rodzinnych. Starałem się odpowiedzieć na pytanie, co łączy dwa cykle malarskie z rzeźbą i z fotografią?

Trypytyk, z serii Obrazy intymne, 2013-2014

Z serii Obrazy istnienia, 2015

Z serii Obrazy istnienia, 2015

Z serii Obrazy istnienia, 2015

W katalogu do ekspozycji w tekście pt. Gdy malarstwo, poprzez fotografię, prowadzi do…. napisałem: "Wśród intymnych obrazów na środku sali wystawowej usytuowana jest bardzo mocna w wyrazie rzeźba Obecna nieobecność, która, tym razem już bez parawanu, nawiązuje dialog z malarstwem mogącym oswoić czy zneutralizować grozę wizerunku po śmierci. Oczywiste jest tu nawiązanie do późnej twórczości Aliny Szapocznikow. Dramat śmierci przeżywała nie tylko w tworzonych rzeźbach, ale sama zmagała się, jak niebawem okazało się, ze śmiertelną chorobą. Drugim odwołaniem przy powstaniu tej pracy były zdjecia Konrada Kuzyszyna z końca lat 80., kiedy w Collegium Anatomicum Akademii Medycznej w Łodzi fotografował preparaty anatomiczne. Efekt cyklu Kuzyszyna jest turpistyczny, jeśli nie upiorny, i w swej dalszej konsekwencji nie mógł do niczego odkrywczego doprowadzić ani artysty, ani jego kontynuatorów. Był, więc aporią sztuki krytycznej.

Jako swoisty appendix do tej wystawy pokazujemy także kilka prac z instalacji Tożsamość genetyczna (2016), będących obiektami fotograficznymi, w których artystka wykorzystała fotografie rodzinne kobiet umieszczając je na sześciennych kostkach, co przypomina niektóre prace Tadeusza Kantora z lat 70. (Portret Matki, Autoportret). Cykl Wróbel-Kruczenkow jest metaforą ludzkiego losu i jego zmienności."

Jej twórczość poznałem w 2015 roku kiedy zdobyła Grand Prix na III Piotrkowskim Biennlae Sztuki. W tym roku inna jej praca Tożsamośc genetyczna, ale w wersji, bliżej twórczości Christiana Boltanskiego, niż reprodukowna poniżej, znalazła się na wystawie IV Piotrkowskimego Biennale Sztuki. A konkurencja była bardzo duża.

K.Jurecki, Pamięć, trwanie obrazu. Rzeźba czy malarstwo?
Okładka

Tożsamośc genetyczna, 2016, instalacja fotograficzna

Prezydent Piotrkowa Krzysztof Chojniak wręcza nagrodę Małgorzacie Wróbel-Kruczenkow, 2015

poniedziałek, 17 lipca 2017

IV Piotrkowskie Biennale Sztuki (23.06-27.08.2017, ODA ul. Dąbrowskiego 5 i Sieradzka 8)

Otwarcie, godzina 19.10, fot. K. Jurecki

Jury: Marcin Berdyszak,  Piotr Gajda, Krzysztof Jurecki (przewodniczący), Julia Kurek, Wojciech Pukocz przyznało następujące nagrody IV Piotrkowskiego Biennale Sztuki pt. Nowy człowiek? Stare prawdy czy nowe mity?:

Grand Prix Piotr Kotlicki za wideo Hej tam w dolinie #6





I miejsce     Kasper Lecnim za wideo Remisja


II miejsce    Małgorzata Wielek-Mandreka za obraz malarski Rozgniatacz chmur na górze wijów



III miejsce   Lunaris (Adam Łach) za fotografię The birth of God II



Dwa wyróżnienia
                    Paulina Gołaś za instalację Droga do domu


                      Katarzyna Adaszewska za rzeźbę Bez tytułu



Wyróżnienie honorowe rektor ASP w Łodzi Jolanty Rudzkiej-Habisiak
                      Aleksandra Jakubczak za instalację fotograficzną Początek świat(ł)a I



Wyróżnienie honorowe przewodniczącego jury K. Jureckiego
                       Izabella Retkowska za wideo Inertness

Wideo Retkowskiej, jak przypuszczam, specjalnie zostało zrealizowane na biennale. Artystka pokazała obecny "inerrcyjny" stan człowieka, czy przede wszytskim jego duchowości. Praca przypomina dokonania z zakresu wideo i fotografii Konrada Kuzyszyna z lat 90., ale jest stworzona została z bardziej wyrafinowanych struktur i rozbudowana za pomocą róznych ponowocesnych środków wziualnych, w tym animacji komputrowej. Bardzo ciekawa jest to realizacja.

Warto wybrać się do położonego w centrum Polski urokliwego Piotrkowa Trybunalskiego, aby zobaczyć nie tylko prace nagrodzone, ale także te które w ilości 71 zakwalifikowały się do ekspozycji. Do jedynego w swym rodzaju tematycznego konkursu, z jawnym przesłaniem filozoficznym, zgłosiło się w tym roku 335 artystów z 695 pracami. Ale nie ilość decyduje o poziomie wystawy tylko ich poziom artystyczny. W tym roku był on najwyższy, patrząc z perspektywy czterech konkursów, które próbują w materii wszystkich mediów, nie uprzywilejowując żadnego z nich, poszukiwać nowych zjawisk i nowych artystów. Tu pokazali swe prace np. Bartek Jarmoliński, Artur Trojanowski, Andrzej Dudek-Dürer, czy tegoroczna jurorka - Julia Kurek. Takim nowym objawieniem artystycznym okazał się w 2017 roku Piotr Kotlicki. Jego wideo posiada w sobie potencjał, jakie miały prace Zbigniewa Rybczyńskiego z la 70. i 80.

Bardzo podobały mi prace innych, np. Natalii Kalisz, Marty Czarneckiej, Pawła Baśnika, Beaty Cedrzyńskiej, Seweryna Janskiego, Patrycji Pawęzowskiej, Moniki Polak, Sylwestra Stabryły... Niektóre z wymienionych nazwisk otarły się o wyróżnienie.

W tekście do katalogu biennale pt. Jaki obraz zarysowuje się miedzy mediami artystycznymi, którego wersję wstępną zaprezentowano na otwarciu napisałem: "Problem, który nas interesował w tym roku, to poszukiwanie idei, a może modelu „nowego człowieka”, o którego status co pewien czas pytają teoretycy, krytycy czy w końcu sami artyści. Czy „nowy człowiek” jest formą coraz bardziej multikulturową i wirtualną, czy też przeciwnie, powracamy do starych mitów w nowej formule?[1] Jak ten temat zrealizowany został w 2017 roku w Piotrkowie, w czasie, kiedy sytuacja polityczna Europy jest coraz bardziej skomplikowana? Nie było prac optymistycznych np. w koncepcji nawiązujących do futuryzmu czy konstruktywizmu, ukazujących problematykę człowieka i maszyny. Mam wrażenie, że w tym roku przeważała aura pesymizmu, ale także próba odbudowy ducha czy walka o człowieczeństwo. Jest to chyba jedyny w Polsce konkurs tematyczny posiadający określoną linię ideową, na którym konfrontacji podlegają wszystkie dyscypliny i techniki artystyczne.

Czy jest to ważne zjawisko na mapie najnowszych wydarzeń artystycznych w Polsce? Zobaczymy, ale musi spełnić on przynajmniej dwa warunki: powinien w dalszym ciągu postulować określoną tematykę dla problematyki kulturowo-filozoficznej oraz poszukiwać nowych twórców, którzy staną się w niedalekiej przyszłości ważnymi postaciami w najnowszej sztuce polskiej, choć oczywiście jest to bardzo trudne zadanie. Wiele zależy w tym zakresie od kompetencji jury. Nie mam wątpliwości, co do jego fachowości, ale trzeba podkreślić, że nigdy nie ma idealnych wyborów[2]. Praca jury polega na tym, aby popełnić jak najmniej błędów i nagrodzić tych, którzy na to naprawdę zasługują. Jurorzy powinni być otwarci na wszystkie media, ponieważ obecna sytuacja stworzyła nową jakość polegającą na równouprawnieniu wszystkich technik, a także wypełnieniu poprzez fotografię czy wideo tradycyjnych form, obecnych wcześniej głównie w malarstwie. Posiada ono największy rezerwuar potencjalnych inspiracji, gdyż jest najstarszą dziedziną artystyczną."

przypisy: [1] Por. mój tekst Nowy człowiek? Stare prawdy czy nowe mity?, [2] W tym roku dzięki naszej wymianie poglądów w czasie obrad zrozumiałem to, czego nie zauważyłem w pierwszym etapie. Mógłbym wymienić kilka osób, które, moim zdaniem, powinny pojawić się na wystawie, np.  Kamila Rosińska. 

Mam nadzieję, że w niewielkim, ale jakże uroczym Piotrkowie, powstaje nowe zjawisko artystyczne oraz nagradzamy i pokazujemy talenty, które w niedługim czasie okażą się bardzo ważne na mapie najnowszej sztuki polskiej, jak np. Magdalena Samborska, Sławomir Marzec, M. Wielek-Mandrela czy Lunaris, twórca nowej metody/techniki fotograficznej. Brakuje tylko dyskusji o wystawie, brakuje spotkań z nagrodzonymi artystami i jurorami. Ale nie można mieć wszystkiego.

Otwarcie, fot. K. Jurecki

Otwarcie, fot. K. Jurecki

                          Lunaris, fot. K. Jurecki                         


P.S. inny mój tekst o biennale ukazał w magazynie "O.pl" 05.09.2017. Zachęcam do lektury.
               

środa, 28 czerwca 2017

Zbigniew Olszyna. Cie(r)nie, Pracownia Portretu (Łódź, ul. Przędzalniana 55, 09.06-15.07.17)

Kokony, 2017, 120 x 120 cm,  akryl, płótno

Galerię Pracownia Portretu (www.pracowniaportretu.com) w Łodzi prowadzoną w niewielkiej przestrzeni na Księżym Młynie przez Macieja Łuczaka i Katarzynę Stańczak polecam artystom z całej Polski, nie tylko z Łodzi. Zaglądam tu od pewnego czasu. Trwa jeszcze skromna, ale bardzo ciekawa wystawa Zbigniewa Olszyny, który za pomocą malarstwa, fotografii, kolażu potrafi opowiedzieć o swoich stanach emocjonalnych, lękach; może także obsesjach i o "banalnej śmierci", która w sposób niezauważany towarzyszy nam dosłownie wszędzie, w każdym miejscu i w chwili.

Wszystkie prace są interesujące. Najbardziej urzekł mnie obraz Kokony, o surrealistycznej tradycji (Masson, Dali, Tanguy), z bardzo wyrazistymi barwami. Strzępy czy okruchy życia zawieszone zostały na ciernistym krzaku. Jest to piękny symboliczny przekaz, przenoszący nas w różne wymiary wyobraźni i imaginacji, także o tradycji chrześcijańskiej.

Tryptyk Inicjacja, 2017, skóra węża, fotografia (23 x 23 cm), plastikowa rączka lalki


Ten tryptyk jest formą parafilmową, odwołującą się do tradycji montażu konstruktywistycznego i surrealistycznego, jak czynił to w końcu lat 50. Zdzisław Beksiński. Olszyna w racjonalny sposób tworzy narrację na temat swego bólu i cierpienia, także inicjacji. Szczególnie "mocna" jest pierwsza praca z zastosowaniem skóry węża, co wyraża stan i formę przeobrażania się, ale jakże zwierzęcego. Taki rodzaj twórczości wizualnej, co ciekawe,  popularny jest w czeskim Instytucie Twórczej Fotografii w Opawie. Ale realizacja Olszyny poprzez użycie techniki kolażu przełamuje płaskość fotograficznego obrazowania i nadaje jej znamion prawdomówności i intermedialności.

Widok w galerii

Mała śmierć i Sekret, 50 x 70 cm, fotografia

Zastanawiam się czym jest tytułowy Sekret, ale teraz nie będę spekulował. Jest na pewno bardzo ciekawą pracą, w której idee sztuki abstrakcyjnej zostały zastosowane do koncepcji metaforycznej. I trzeba mieć tego świadomość, a wielu fotografów jej nie ma, jak pokazała to wystawa np. Przemka Dzenisa Pureview w Imaginarium, w czasie niedawnego Fotofestiwalu w Łodzi.

Widok w galerii

Obiekt fotograficzny, 35 x 35 x 35 cm, 2017

 Walka, 2017, obiekt (mandala) średnica 50 cm 

Szkoda, że Walka nie pokazana została w centrum małej salki. Nadałaby całości ekspozycji przynajmniej podwójnego wymiaru: wizji świata, z istniejącym od jego początku jego istnienia niekończącym się korowodem wojny, połączonym z pragnieniem jego zracjonalizowania i opanowania, gdyż taka jest w tym aspekcie istota/praktyka buddyzmu. 



O swoich pracach artysta napisał w związku z festiwalem  Blask Brzask na Facebooku: "Do wszystkich prac staram się przemycić element absurdu i szczyptę pastiszu. Lubię zabawę konwencją i traktuję moje działania artystyczne z przymrużeniem oka. Tworzę obrazy, które sam chciałbym oglądać i osiągam równowagę kiedy mi się to udaje.

Robię to co jest związane z moim otoczeniem. Szukam związków między moim życiem i życiem w ogóle, połączeń między tym, co wokół mnie, i tym, co gdzie indziej, zestawiam ze sobą teoretycznie niepasujące światy i obserwuję rezultat. Interesują mnie sprzeczności, kontrasty, ścieranie się przeciwstawnych światów." 

Interesująca jest ta wypowiedź. Nie bardzo wierzę w "przymrużone oko". Przeciwnie dostrzegam tu poważną i racjonalną wypowiedź, czasami bolesną, czasami sarkastyczną. Pokaz Zbigniewa Olszyny bardzo polecam.