Szukaj na tym blogu

czwartek, 26 października 2017

Festiwal Interphoto w Białymstoku. Granice tolerancji (wrzesień-październik 2017)

Krzysztof Ligęza
Kiedy przybyłem w niedzielę do Białegostoku pogoda była iście apokaliptyczna.Deszcz, wiatr, zimno, ale nie o tym chciałbym pisać. Wrażenia pogodowe są w ostatecznym rezultacie mało istotne, liczy się fotografia, spotkania, nowe znajmości. Cieszę się, że na festiwalu mogłem pokazać wystawę Krzysztofa Ligęzy - fotografa, który jest bardzo dobrze przygotowany zarówno od strony technologicznej, jak i teoretycznej; nie tylko w dziedzinie fotografii, ale także teorii sztuki, w tym jej najnowszej praxis.  Z przyjemnością 18.09.17 otworzyłem jego ekspozycję Drzewa-Cienie-Śnienie. Razem z Krzysztofem oglądałem wszystkie wystawy. On jest także autorem fotograficznej dokumentacji. Niestety,  na wszystko nie starczyło czasu.


Krzysztof Ligęza, Twarze czasu, 

Krzysztof Ligęza Drzewa-Cienie-Śnienie, widok wystawy, fot. K. Ligęza


Fragment wystawy Krzysztofa Ligęzy. Fot. K. Ligęza


Bogdan Konopka
Wiele przyjemności estetycznej sprawiła widzom wystawa Bogdana Konopki, który ciekawie ją zaaranżował i połączył kilka wcześniejszych dokonań, na które skladały się m.in. zdjęcia w Europy Środkowej (rozliczenie się z dziedzictwem komunizmu), z Chin, czy z cmentarzy z Galicji, a także nieznane mi paryskie portrety oraz bardzo osobista seria  poświęcona pamięci córki artysty. Finalna fotografia (płonąca suknia) stanowi pożeganie, ale także, jak przypuszczam, duchowe oczyszczenie.

fot. K. Ligęza
fot. K. Ligęza
fot. K. Ligęza
fot. K. Ligęza



fot. K. Ligęza

Antanas Sutkus
Bardzo ważny fotograf litewski, a wcześniej radziecki. Z racji stanu zdrowia, niestety, nie przyjechał  na otwarcie wystawy do Polski. Ekspozycja składała się z bardzo wielu znanych prac, w tym portretów, ale nie do końca należycie została powieszona. Brakowało też podpisów. Niektóre prace pochodziły z innych cykli, niż tytułowy Ludzie Litwy. Można się zastanawiać z jakich fotografów czerpał inspiracje Sutkus w latach 60.? Sądzę, że nie tylko z radzieckich, ale także z amerykańskich i francuskich. Niemniej stworzył bardzo ciekawy styl, w alegoryczny sposób pokazujący smutek ZSRR i nostalczne oblicze realnego komunizmu.

fot. K. Ligęza
fot. K. Ligęza
fot. K. Ligęza
Okolice Dżukiji, 1969 (materiały prasowe festiwalu)

Wojciech Zawadzki
Była to ważna ekspozycja pod trochę mylącym tytułem Hobbiton, choć nieskończona (Wojciech Zawadzki zmarł br.) i w zwiazku z tym niespójna. Oglądaliśmy prace z Wielkiej Brytanii z końca lat 80., ale także z Polski. Intresujące jest, że miejscowość Hobbition znajduje się w Nowej Zelandii i jest popluranym miejscem turystyczne tzw. "movie set", odnoszacym się do słynnych ekranizacji Tolkiena. Prawdopodobnie Zawadzki chciał pokazać swój określony stan emocjonalny, łączący teoretycznie odmienne rzeczywistości. W paradoksalny i surrealistyczny spósób zderzył tytuł z obrazem, co miało takze miejsce w jego wcześniejszym bardzo znanym cyklu Moja Ameryka. Oglądaliśmy zdjęcia wykonane w czasie podróży samochodowej, pejzaże morskie, zdegradowane podwórka, jakby z fotografii Zbigniewa Dłubaka (cykl Krajobrazy) i furtki, przy których oczywiście przypomina się Andrzej J. Lech, jeden z najważniejszych dla Zawadzkiego twórców/przyjaciół. No cóż, trzeba powiedzieć, "nie ma już charyzmatycznego Wojtka". Na zawsze pozostaną jednak jego prawdziwe zdjęcia, w sensie ontologicznej zgodności, z osobistymi poglądami na prymarny temat na czym polega istota fotografii. 




fot. K. Ligęza
fot. K. Ligęza
(materiały organizatora)
(materiały organizatora)
K. Jurecki oglada wystawę W. Zawadzkiego, fot. K. Ligęza
fot. K. Ligęza

G
rupa Zero 61
Co prawda wystawa jest dużo mniejsza, niż ta pokazana w Łodzi w Muzeum Sztuki na przełomie 2016/2017, ale i tak warta jest przypomnienia. Z działań grupy można wyprowadzić prawie wszystkie ścieżki prowadzące do najnowszej fotografii polskiej, o charakterze kreacyjnym, nie zaś dokumentalnym, zarówno w wersji czarno-białej, jak też kolorowej. Można zastanowiać się, jaka technika czy jej specyficzne użycie było najważniejsze dla „zerowców”. Chyba fotokolaż i różne odmiany fotomontażu (Jerzy Wardak, Andrzej Różycki, Józef Robakowski, Czesław Kuchta, Michał Kokot, Wojciech Bruszewski). Z pewnością  ich twórczość doczeka się kolejnych interpretacji. 

Antoni Mikołajczyk, Pamięci rozstrzelanych, 1968. fot. barwna, (materiały organizatora)

Andrzej Różycki, Klatka, 1969 (materiały organizatora)

Inne wystawy
Obejrzałem ciekawą wystawę Alexandra Vasukovicha (Mińsk) tę  o ukraińskim batalionie Donbas walaczycym z separatystami rosyjskimi. Co ciekawe, towarzyszył jej także, film, na którym ta sama ekspozycja  została zniszczona w Moskwie w centrum im. A. Sacharowa. Bardzo dobrze prezentowała się ekspozycja Martina Kollara, znana z Łodzi, ale ze zdecydowanie mniejszją ilością prac. W Białymstoku słowacki fotograf na dużej przestrzeni pokazał różnorodność tematyczną (budynki, manery woskowe, eksperymenty medyczne), ale także spójność w dokumentalno-onirycznych pejzażach z Izarela. Dobrze wspominam również inne ekspozycje: Marka Noniewicza, (muszę jednak nadmienić, iż niewiele nowych prac powstało w ramach prezentowanego cyklu, który znam od przynajmniej pięciu lat) ,Węgra Istvána Halásza, Łotysza Arnisa Balcusa oraz Tomasza Michałowskiego. Do ostatniej prezentacji mam pewne wątpliwości, gdyż autor powtarza swój bardzo intresujący styl z lat 90. a w autoportrecie nieświadomie chyba zmierza w strone "dziwności", znanej z głównie malarskiej twórczości Zdzisława Beksińskiego. Ciekawie zaaranżowana, ale trochę popowa w swym wyrazie była ekspozycja Jana Pohribnego (Czechy) pt. Lost in Paradise. Nie zdążyłem zobaczyć  m.in. ekspozycji Janusza Połoma, ale wcześniej widziałem ją w Łodzi.


Jan Pohribny, bez tytułu, z wystawy Raj utracony, (materiały organizatora)


Arnis Balcus, z wystawy Victory Park (materiały organizatora)

Martin Kollar, z wystawy Field Trip

Aleksandr Vasukovich, Art Commemorative Photo, (materiały organizatora)

Tomasz Michałowski, z wystawy Pejzaż wewnętrzny (materiały organizatora)

Tomasz Michałowski, z wystawy Pejzaż wewnętrzny (dzięki uprzejmości autora)

Uwagi końcowe
To co napisałem nie jest recenzją, ale przeglądem tego, co chciałbym sobie utrwalić w swej pamięci. Programowo nie obejrzałem wystaw studenckich: z Łodzi, Bratysławy, Poznania, etc., gdyż brakło mi czasu, poza tym odczuwam pewien przesyt w związku z tego rodzaju ekspozycjami. Zazwyczaj jest to przegląd współczesnych trendów.  

Nie podobały mi wystawy twórców z Ukrainy, w tym Znani-Nieznani, poza pracami Viacheslava Poliakova. Ale trudno mi prognozować czy dokonano trafnego wyboru? Mało wiemy o fotografii ukraińskiej, dlaczego ekspozycja jest istotna.

Wydaje mi się, że w 2017 roku najważniejszy polski festiwal odbył się właśnie w Białymstoku. Inne są z założenia eklektyczne (Opole), lokalne (Sopot) lub zagubiły się w spekulacjach tylko teoretycznie teoretycznych m.in. na temat postprawdy (Kraków, Łódź), i w efekcie wszystko jest przedmiotem analizy...,a w praktyce zmierza do poziomu "art for kids".


Grzegorz Jarmocewicz, K. Jurecki, K. Ligęza, A. Vaskukovich, fot. Monika Pańko

środa, 27 września 2017

Calling Bratysława (Portfolio Review 2017 in Bratislava)

W dniach 03. i 04.11 odbędzie się Portfolio Review. Jest ono szansą, przepustką do indywidualnej wystawy na Miesiącu Fotografii w Bratysławie w 2018. Jest  też szansą dostania się na Festival "Off" także w Bratysławie (Dušan Kochol), czy na podobny festiwal w Wiedniu (Thomas Licek) a nawet do znanej wiedeńskiej Anzenerger Gallery (Regina Arzenberger), gdzie także wystawiają fotografowie z Polski, czy do  mniej znanej, ale dobrej galerii Lubljanie (Dejan Sluga). Zgłoszenia do 27.10.2017, opłata 89 Euro za dwa dni rozmów z ekspertami. Jacy sa eksperci? Trudno powiedzieć, niektórych znam, innych nie. Warto zatem chyba spróbować.

Ja ze swej strony także wykazuję zainteresowanie fotografami i fotografkami, jakich poznałem w Bratysławie. Np. Sylwii Kowalczyk, zorganizowałem dwie wystawy w Wozowni w Toruniu, a ostatnio Katerinnie Mistal (Szwecja), w CSW Łaźnia w Gdańsku w listopadzie 2016. Tutaj poznałem wielu bardzo ciekawych artystów, jak: Diane Ducruet (Francja), Ji Hyun Kwon (Korea/Niemcy), Corina Streitz (Niemcy), Jana Romanova (Rosja), Rasto Cambal (Słowacja), Simon Crofts (Szkocja), Reiner Riedler (Austria), Klaus Pichler (Austria), Eric Lusito (Francja), Thomas Kellner (Niemcy), Wim de Schamphelaere (Belgia), Nicola Mihov (Bułgaria), Olga Polesovschikova (Rosja),  

Wszelkich informacji o Porfolio udziela Dorota Holubová dorota.holubova(at)gmail.com
Festiwal Month of Photography oraz Portfolio Review posiada swoją długą historię, która zaczęła się w 1990 roku. Dlatego spotkajmy się w Blavie.  

Bratysława, listopdad 2016

niedziela, 24 września 2017

Radosław Brzozowski. Wesele kaszubskie według I. Gulgowskiego (Biblioteka Szlachetnej Fotografii, Gdynia 2017)

Okładka

Trzymam przed sobą pięknie wydany polsko-angielski album pt. Radosław Brzozowski. Wesele kaszubskie według I. Gulgowskiego. Bardzo dobrze jest on zaprojektowany, dlatego bez wahania go polecam. Jest on udaną próbą zastosowania popularnej obecnie techniki mokrego kolodionu do fotografii artystycznej, o XIX-wiecznym rodowodzie i dokumentalno-aranżacyjnym charakterze. W tym samym Brzowozwoski wskazał jedną z dróg dla rozowju tej techniki. Celem jest nie tylko fotografia o etnograficznym i historycznym zanczeniu, ale także wspólna zabawa, choć z pewnością nie jest o na zasadniczym przesłaniem, w znaczeniu jakie stosowała w latach 80. i 90. XX wieku np. grupa Łódź Kaliska. 



We wstępie do albumu, w tekście pt. Dokument, inscenizacja, literackie archiuwm? napisałem m.in.:

 "Problematyka widzenia fotografa
Patrząc na te fotografie, należy zastanowić się nad poszczególnymi kadarmi, planami, kompozycją postaci i sztafażem, czyli sposobem fotografowania. Można próbować wniknąć w świadomość fotografa, nie tylko wzrokową, ale także historyczną, socjologiczną i przede wszystkim artystyczną. Widzenie fotografa jest bardzo ważnym i trudnym do interpretacji zjawiskiem.

Ogólnie przekaz, jaki interpretuję, można nazwać dokumentalno-piktorialnym, co wynika z tradycji „fotografii ojczystej” i zdjęć Jana Bułhaka w podobny sposób postrzegającego historię, w tym np. architektury Wilna i innych miast, oraz mieszkańców Polski.

Już pierwsza fotografia w narracji Brzozowskiego, będąca portretem grupowym, swym niematerialnym bytem, może wywołać pozytywne wrażenie. Scenka rozgrywa się przed murem kościelnym, ale dalej widoczna jest grupa osób na tle drewnianej, skromnej architektury świątyni. Młodzi patrzą na siebie, stanowiąc główny, choć trochę skryty motyw niebanalnej scenki, jak z malarstwa, np. Józefa Chełmońskiego.

Dalej narracja rozwija się za pomocą spokojnych ujęć. Mnie interesują zwłaszcza psychologiczne portrety, nieostrość pewnych planów oraz pojawiający się w niektórych partiach kolejnych obrazów mocny kontur, prawie obrys, który dla wielu adeptów fotografii może być uważny na błąd techniczny, polegający na prześwietleniu różnych fragmentów zdjęcia. Ale jest wprost przeciwnie. Lekkie odmaterializowanie sytuacji przesuwa granice realizmu i realności w sferę między rzeczywistością a fantazmatem. I jest to bardzo ciekawe pod względem analizy użytej techniki.

Podoba się mi taka forma narracji z przedstawieniem dwojga autentycznych narzeczonych. Fotograf pokazał realną kaszubską architekturę, stroje i wnętrza, a nawet detale, jak stół, piec czy nawet patelnię. Taka drobiazgowa wierność realiom jest jednak potrzebna." Oczywiście jest to tylko fragment moich rozważań.










Ile mówi jeszcze fotografia w czasie zgiełku i zamętu? W tym konkretnym przypadku zadziwejajaco dużo. 

sobota, 9 września 2017

Wystawa "Nowe horyzonty w nowych mediach. Zjawiska sztuki polskiej w latach 1945-1981" (Muzeum Narodowe we Wrocławiu, 2017)

1. Wystawa
Była to bardzo ważna prezentacja przygotowana przez Adama Sobotę, która dotyczyła nie tylko zbiorów Muzeum Narodowego we Wrocławiu w formule sztuki modernistycznej i awangardowej, ale także z zakresu realizmu socjalistycznego i fotoreportażu. O ile problematyka awangardy pokazała uznaną klasykę: od Zbigniewa Dłubaka, Zdzisława Beksińskiego i Jerzego Lewczyńskiego, do grupy Zero 61, Permafo i Warsztatu Formy Filmowej (i zapomnianej SEM), by słusznie zakończyć na czasach debiutu Łodzi Kaliskiej, z jej Upadkiem zupełnym. Warto zaznaczyć, że ekspozcyja pokazała także reportaż od lat 40. i nieuświadomiony teoretycznie dokument, poprzez prace wielu mało znanych czy niedocenianych fotografów: (np. Adam Śmietański, Romuald Pieńkowski,Krzysztof Majchert, Andrzej Polec, Irena Jurkiewicz i wielu innych).  I właśnie dlatego była to intresująca wystawa.

Ale czy np. dokumentalne fotografie np. Jerzego Piątka były w latach 70. wystawiane czy istniały tylko w formie negatywu? To ważne pytanie, gdyż pojawiają się coraz częściej prace także neoawangardowe, których nie było w realiach wystawienniczych np. lat 40. (Dłubak) czy 70. (Natalia LL). 

Wydaje mi się, że rola artystyczna Andrzeja Dudka-Durera oraz Wacława Ropieckiego jest dużo poważniejsza, niż to zaprezentowano we Wrocławiu w pięknych salach Pawilonu Czterech Kopuł. Mam na myśli prace pierwszego artysty w technikach chromianowych, w których używał fotomontażu o religijno-erotycznych inklinacjach oraz o charakterze konceptualnym z wpływami poezji wizualnej (lata 70.),  oraz Ropieckiego z cyklu Seans Autoterapeutyczny, realizowanego w latach 1976-81, gdzie pokazywał swoją twarz (selfie!) na tle wydarzeń społeczno-politycznych. Komentował rzeczywistość, ale w bardzo specyficzny sposób. Bardzo cenię ten monumentalny cykl, w tym zdjęcia z LWP oraz czasów Solidarności.

Pokazano także wiele innych zjawisk z zakresu fotomedializmu, ale brakowało tytułowych nowych mediów, czyli filmu eksperymentalnego oraz wideo czy instalacji wideo. Jedna z nielicznych prac Wojciecha Bruszewskiego, kiedy oglądałem wystawę 29.07.17, nie działała. 

Dobrze, że pokazano krakowską grupę SEM, ale zabrakło mi konceptualizmu Wiesława Hudona, który otworzył drogę do analiz lat 70., zaczynając od Dłubaka, niektórych członków WFF, a kończąc na Permafo. Ale, o Hudonie można przeczytać w katalogu wystawy. Podobnie, jak o Lucjanie Demidowskim, od lat 70. związanym ze środowiskiem lubelskim, konstytuowanym przez Andrzeja Mroczka w galerii Labirynt, a potem w BWA.

Czasy realizmu socjalistycznego (1948-1955), fot. K. Jurecki

Zdzisław Beksiński, Delegat, 1958/1959, (dzięki uprzejmości MNWr)

Zdzisław Beksiński i Andrzej Pawłowski, fot. K. Jurecki

Andrzej Pawłowski, Mutatis mutandis, 1959, (dzięki uprzejmości MNWr)

Wiesław Prażuch, Pielgrzymki do Częstochowy, 1957, (dzięki uprzejmości MNWr)


Zbigniew Dłubak, fot. K. Jurecki

Marek Piasecki Zbigniew Staniewski, fot. K. Jurecki

Krzysztof Gierałtowski i Zofia Rydet  Zapis socjologiczny 1978-1990, fot. K. Jurecki

Natalia LL, Sztuka konsumpcyjna, 1972, fot. K. Jurecki

W środku praca Wacława Ropieckiego z serii Seans Autoterapeutyczny, fot. K. Jurecki

Andrzej Dudek-Durer, Autoukrzyżowanie, 1973, repr. autora

Natalia LL, 24 godziny, 1970, fot. K. Jurecki

Romuald Kutera, Bazar, 1973, fot. K. Jurecki

Andrzej Kwietniewski i Marek Janiak, Zapis, 1977, fot. K. Jurecki

grupa Łódź Kaliska, Upadek zupełny, 1981, fot. K. Jurecki

2. Katalog

Jest bardzo profesjonalne opracowanie, z wielką ilością nowych faktów i informacji. Oczywiście można zastanawiać się nad proporcjami w tekście. Moim zdaniem za mało miejsca autor poświęcił grupie Zero 61 i jej niektórym członkom na tle zjawiska "fotografii subiektywnej", ponieważ jej rola jest bardzo istotna i być może znajdzie się ona w przyszłości w opracowaniach światowych, z powodu oryginalności dokonań. Tak, właśnie ta grupa tego dokonała!

Znalazła swoje miejsce w monumetalnym opracowaniu komunistka Julia Pirotte, która wykonała bardzo wazne fotografie w latach 40. i 50. czy Irena Jarosińska, a także inni zwolennicy socjalistycznego państwa, jak Wiesław Prażuch czy Paweł Pierścinski. W ocenie historycznej z zkkresu fotografii powinna liczyć się fotografia i jej znaczenie ora swaidomość samego twórcy, nie zaś biografie, które mogą byc bardzo różne ze wzgledu na uwikłania polityczne.

Pewną wadą określonej narracji Adama Soboty jest przytaczanie dat, faktów oraz opisów zdarzeń, który dla zaznajomionych z podstawowymi faktami jest znany i wielokrotnie opisany. Ale z drugiej strony nie znam tak szczegółowej pozycji, która przedstawiła w tak drobiazgowy sposób zapominane wystawy, i katalogi. Oczywiście jest to ważna metoda pokazywania historii, nawet jeśli jest do końca prawdomówna. Np. rozdział Wiodące zjawiska w środowisku łódzkim pomija całkowicie twórczość: Ewy Partum, Ireneusza Pierzgalskiego czy Grzegorza Przyborka oraz Zbigniewa Warpechowskiego. Ewa Partum marginalnie pojawia się na s. 217, podobnie jak Pierzgalski i Warpechowski, co jest błędem, ponieważ z dziesjszej perspektywy badawczej twórczość Partum, jest tak samo istotna w latach 70 dla polskiego femiznimu., jak Natalii LL. Ale nie ma opracowań idealnych. Z pewnością katalog przypomina o wielu ważnych pracach, jak zdjęcia: Adama Bujaka czy Krzysztofa Pruszkowskiego.

Zabrakło mi np. informacji i zdjęć Mariusza (Andrzeja) Wieczorkowskiego, który w końcu lat 70. wykonał kilka bardzo ważnych serii m.in. na cmentarzach, interesując się sakralnością, która znikała wraz z socjalistycznym modernizowaniem rzeczywistości.  

Podsumowując. Nie ma tak szerokiego opracowania dotyczącego fotografii polskiej tego czasu, pokazujacego awangardę i przeciwstawny do niej reportaż i jego odmiany. Dlatego jest to lektura obowiązkowa.


Okładka katalogu

P.s "Artluk" 2017 nr 1 (36)
Ukazał się kolejny numer pisma "Artluk" z bardzo ciekawą zawartością, w tym dużą prezentacją twórczości A. Andrzeja Dudka-Durera w relacji Jerzego Truszkowskiego oraz w tekscie Katarzyny Jeleń. Warto zaznaczyć, że magazyn stał się "niezależny", gdyż wydawany jest bez żadnej dotacji MKiDN czy innej instytucji państwowej. 

Powstaje pytanie, dlaczego "Artluk" nie otrzymał dotacji, chociażby na przetrwanie w 2017 roku? Przy okazji polecam teksty: Mateusza M. Bieczyńskiego o wczesnych pracach, w tym fotografiach, Pawła Łubowskiego oraz Grażyny Borowik o 57. Biennale w Wenecji, gdzie str. 16 o Pawilonie Polskim czytamy: "Realizacja Sharon Lockhart nie przywołuje ducha korczakowskiej pedagogiki, tak jak to było w zamyśle artystki. Film i fotografie są sztywne i wystylizowane, a dla widza niewtajemniczonego kompleetnie niezrozumiałe i średnio intresujące." Nic dodać i nic ująć, kolejny nasz sukces w promocji sztuki, amerykańskiej tym razem.

Okładka z pracą Andrzej Dudka-Durera Autoukrzyżowanie, 1973

czwartek, 24 sierpnia 2017

Selfie jako metafora smutku. Myśląc o Ewie Andrzejewskiej / Selfie as metaphor of grief. Thinnking about Ewa Andrzejewska

Na razie nie mam słów, aby coś sensownego napisać po odejściu Ewy w dniu 21.08.17. Jest smutek i żal. Odżywają wspomnienia z lat 80. i 90., a także te z 2002 i 2003 roku. Poszukam zdjęć i tzw. pamiątek.  Ale na to wszystko potrzeba czasu, także do zastanowienia nad przemijaniem i utratą. Wówczas uzupełnię ten wpis. Na razie mam tylko powyrywane z pamięci fragmenty wspomnień. Tymczasem smutek łagodzi, jak napisałem do Andrzeja Lecha, jeden utwór Patti Smith Changing of the Guards, swą poetycką i melancholijną linią muzyczną daje odrobinę odwagi i optymizmu.

Na razie posłużę się stroną ZPAF-u, gdzie zamieszczono stosowny komunikat z krótkim tekstem Piotra Komorowskiego i moim, a właściwie ich fragmentami. Ewa miała wielkie zaufanie do P. Komorowskiego. Dlatego jego tekst jest tak ważny.

2017 (2015)

Andrzej J. Lech, Jelenia Góra, zima 1997, 1997

Andrzej J. Lech, Wojtek i Ewa w "Samotni", 1999?

Wojtek, 03.04.2016, Muzeum Karkonoskie, Jelenia Góra, fot. K.Jurecki