Szukaj na tym blogu

środa, 25 maja 2016

Spóźnione prace Marcela Zamenhoffa (na konkurs Cyberfoto) oraz "powrót" Zofii Rydet

Po obradach jury na konkursie Cyberfoto nadeszły pocztą trzy prace Marcela - artysty łódzkiego, na czasowej emigracji,  zamieszkującego nieopodal Śnieżki, czego mu autentycznie zazdroszczę. Prace nie mogą więc konkurować czy pretendować do nagród, ale ostatecznie znalazły się na wystawie. Są interesujące, wpisujące się w modny klimat post-apokalipsy (np. w wydaniu Zbigniewa Libery), czyli traktowanym z lekkim przymuszeniem oka i z  uśmiechem na twarzy. Jak umierać to nie na kolanach, ale np. paląc cygaro i pijąc dobre piwo. Ale żart na bok. Pierwsza z cyfrowych prac Marcela przemawia do mnie najbardziej, druga też jest frapująca, chyba najmniej trzecia - za bardzo i tylko industrialna. 

Za rok odbędzie się XX-sty konkurs Cyberfoto. Może tym razem Marcelo się nie spóźni?

Marcelo czeka na swoje odkrycie, czyli pokazanie całościowej działalności w zakresie filmu, wideo, fotografii i oczywiście muzyki. Jego cząstkowe pokazy miały miejsce m.in. W Galerii Manhattan i Galerii Re:medium w Łodzi oraz na WRO we Wrocławiu. Niedawno, wraz z zespołem muzycznym 11.05.16, koncertował w CSW w Warszawie. Następnego dnia mignął mi nieopodal MSN w Warszawie.


Marcelo, Panorama postnowoczesna. Miasto w ruinie [numer 2]

Marcelo, Panorama postnowoczesna. Miasto utopijne

Marcelo, Panorama postnowoczesna. Miasto w budowie


Według mojej koncepcji na fotografię polską oddziaływają obecnie najsilniej cztery modele i koncepcje fotografii stworzone przez: Jerzego Lewczyńskiego, Zdzisława Beksińskiego, Zofię Rydet i Natalię LL oraz model piąty reprezentowany przez tradycję  tzw. fotografii elementarnej, a właściwie   takie postaci, jak: Andrzej Lech, Bogdan Konopka, Wojciech Zawadzki i Ewa Andrzejewska. Oczywiście inspirują i wpływają także fotografowie amerykańscy i europejscy, np. z Instytutu Twórczej Fotografii w Opavie. Ale to trochę inna historia.

Ekspozycja poświęcona pamięci i twórczości Zofii Rydet i będzie pokazana od 01.07.16 w Toruniu. Towarzyszyć jej będzie polsko-angielski katalog.


P.s. pojawił się nr 2, tak to czasem bywa. Jeśli ktoś dokładnie ogląda foty, będzie wiedział gdzie chodzą "koty". 

środa, 4 maja 2016

XIX International Contest of Digital Photocreation. Cyberfoto 2016 (29.04-02.06.16, ROK Częstochowa) / XIX Międzynarodowy Konkurs Cyfrowej Fotokreacji

Wernisaż. Małgorzata Majer - dyrektor ROK, K. Jurecki, S. Jodłowski (od lewej). fot. Beata Kępska

Wernisaż, fot. Sławomir Jodłowski

Judyta Bernaś i Anna66 Andrzejewska, fot. S. Jodłowski














Zaproszenie

Wykład K. Jureckiego Analogowy czy cyfrowy? Świat Zdzisława Beksińskiego w fotografii, malarstwie i grafice

poniedziałek, 25 kwietnia 2016

Michał Frydrych. Villa Straylight, CSW Warszawa (29.01-06.03.2016)

Wystawa zrobiła na mnie bardzo duże wrażenie. Nie tylko liczył ogrom pracy, która nie poszła na marne, a wprost przeciwnie stworzyła ona dziwny i po części fantastyczny  świat - realny i nierealny zarazem. Prezentowana poniżej praca jest nie tylko rzeźbą/tekstem, ale zawiera w sobie trudny do interpretacji problem ideowy. Ta praca, piszę to zupełnie poważnie, powinna znaleźć się w zbiorach CRP w Orońsku. Kinetyzm, letryzm, efekty malarskie. Utopia i realność łączą się w ukazaniu i określaniu tego, czym jest nie tylko sztuka, ale może i cały wszechświat. Genialna praca, tak to się zdarza, ale coraz rzadziej.

Więcej o całej ekspozycji napisałem w tekście pt. Totalna utopia albo realność sztuki, czyli Villa Straylight w magazynie "O.pl" 


Michał Frydrych, Turn on, tune in, drop out , 2016, fot. Ernest Wińczyk

Michał Frydrych, Turn on, tune in, drop out , 2016, fot. Ernest Wińczyk

Test z maszyny:„Twoje pole widzenia jest sferyczne obserwuje wszystko naraz
W jego środku płonie origami z płynnego neonu chłodnoróżowe światło oświetla wirujący stos potrzaskanych antycznych posągów
masz napisy nabazgrane w głowie i one gasną i zapalają się (od siebie) na przemian
Słowa lepią się jak miód, jesteś ze wszystkim bezpośrednio, bezpiecznie, szczerze
wdech-wydech-moment paniki-wdech-wydech-opadasz w głąb złotej aksamitnej przestrzeni”

czwartek, 21 kwietnia 2016

Witold Krymarys. Fotografia poruszona (ŁTF, wernisaż 12.04.16 godzina 18.30)

Witold Krymarys, Sławomir Grzanek, K. Jurecki

Publiczność

wystawa czynna do 27.04.2106

Tak, wernisaż odbył się dawno. Przybyło liczne grono znajomych i pasjonatów fotografii. Z pewnością jest to jedna z najważniejszych wystaw, jaka odbyła się w tej galerii w ostatnich latach. Mało tego, jest to ważna wystawa w sensie historycznym, o czym mówiłem na wernisażu.  W 1986 roku artysta sformował lakoniczny program, w którym czytamy: "Fotoemocje
- to materialny świat z pogranicza rozumienia,
- to forma najbardziej adekwatna do ludzkich emocji,
- to kwintesencja czasoprzestrzeni na płaszczyźnie,
- to świadectwo dynamizmu i zmienności materii,
- to metafizyczne przeczucie piątego wymiaru,
- to powiew tajemniczej krainy wizualnej,
- to "synteza" czasu, równie ważna w fotografii jak "cięcie przez czas”.


Ważne są konsekwencje fotograficzne, jakie artysta rozwinął z tej deklaracji. Potrafi od 70. pokazać nie tylko inne oblicze Łodzi i innych miast z nieznanej bądź "trudnej" perspektywy. Potrafi tworzyć w konwencji pastiszu, nawiązując do butów van Gogha. Potrafi stosować różne zabiegi formalne, w tym twórczo nawiązywać do fotomedializmu. Zresztą, kto nie wierzy niech sięgnie do bardzo ładnie wydanego przy tej okazji albumu pt. Witold Krymarys. Fotografia poruszona 1974-2016. Opisałem w nim całą historię w tekście pt. Koncepcja zdjęć poruszonych według Witolda Krymarysa. Jest to wstęp o przesłaniu historycznym, m.in. w kontekście Kultury Zrzuty i grupy Łódź Kaliska. 

Oczywiście otwartą kwestią pozostaje pytanie, które zdjęcia są najważniejsze? Czy te z lat 80. - czarno-białe, czy też wykonywane obecnie w kolorze, który dosłownie wyzwolił nowe oblicze w fotografii poruszonej. 


Stefan N., 1983

[bez tytułu], 1986

Niezidentyfikowana osoba, 1989

Łódź, 2009

Amsterdam, 2015

Berlin, 2015

Gruzja, 2015

Łódź, 2015

czwartek, 14 kwietnia 2016

Fotografia w czasie kryzysu, "Arteon" 2016, nr 4, ss. 34-35

W "Arteonie" ukazał się mój tekst Fotografia w czasie kryzysu, który jest pokłosiem wielu przemyśleń oraz wykładów, które przeprowadziłem w 2015 roku: w Wozowni w Toruniu, w czasie seminarium przy okazji otwarcia Cyberfoto w RCK w Częstochowie oraz w Galerii Arsenał w Poznaniu, w czasie Biennale Fotografii. 

Oczywiście można przyjąć zupełnie inny punkt wiedzenia i powiedzieć, że fotografia nie była jeszcze w tak wielkim rozkwicie i nigdy jej popularność nie miała tak globalnego charakteru, o czym świadczą np. miliardy selfie, jakie powstają co roku na całym świecie. 

Przytaczam fragment swego teksu z rozdziału pt. Przejawy kryzysu: "W zakresie fotografii bardzo poważny kryzys przeżywa muzealnictwo, ponieważ w XXI wieku zlikwidowano działy fotografii w CSW w Warszawie i w Muzeum Sztuki w Łodzi. Poza tym MS zaprzestało organizowania wystaw fotograficznych i badań nie tylko nad fotografią modernistyczną i awangardową. Właśnie tym różnią się polskie muzea narodowe np. od amerykańskich, że praktycznie nikt w Polsce nie prowadzi systematycznych badań naukowych. Przykładem takiego stanu rzeczy była wielka monografia Zofii Rydet przygotowana w MSN w Warszawie (2015/2016), na której pokazano prace artystki opracowane w nowy sposób, w tym odrzucone przez samą Rydet(!), dzięki czemu bardziej zamazano obraz jej twórczości, niż ujawniono nowe aspekty". 

Przy okazji, tak się zdarzyło, że moje słowa pasują do innego tekstu z "Arteonu", do artykułu Karoliny Staszak Po co wystawy są na świecie?, w którym autorka starała się przybliżyć idee trzech zideologizowanych wystaw z MSN w Warszawie. Miałem bardzo podobne odczucia i czułem się wręcz zagubiony/przetłoczony tymi ekspozycjami, które tak naprawdę sprawiały wrażenie jednej poświęconej epoce postartystycznej. Oczywiście były tam także ciekawe prace, jak chociażby autoportrety  Tomasza Machcińskiego, a zwłaszcza prace Cindy Sherman, W tym przypadku nie zgadzam się z towarzyszącą jej ideologiczną interpretacją, jaka znajduje się w opisie na ekspozycji. Miałem o tym nawet powiedzieć Łukaszowi Rondudzie, ale gdzieś się pogubiliśmy. W głowie mam jedynie natłok różnych wrażeń, szczególnie po wystawie sztuki ludowej, podobno poświęconej chłoporobotnikowi w czasie PRL-u. Takich wystaw nie powinno się organizować w poważnym muzeum.

okładka

Mój tekst w "Artonie" uzupełniony został "kryzysową" fotografią Adama Łacha z 2002 roku, który potem przeobraził się w Lunarisa i jest poza kryzysem oraz artystów, który wg mnie sytuują się poza kryzysem, o czym także pisałem w swym artykule. Niektóre ich prace pokazuję poniżej. A dlaczego tacy artyści jak np.: Lunaris, Treppa, Demidowski, Dudek-Durer, oraz Andrzej Lech, Bogdan Konopka,  Andrzej Różycki (wspomniani także w moim tekście) nigdy nie mieli szansy na pokazanie swych prac w MSN-ie. Podobno mamy pluralizm i czasy ponowoczesności. Ale chyba nie dla wszystkich.


Lunaris (Adam Łach), z serii Absurd, 2002, zdjęcie wykorzystane na zaproszeniu do pierwszego wykładu w Wozowni w kwietniu 2015

Andrzej Dudek-Dürer,  Gesty - Andrzej Dudek - Dürer jako żywa rzeźba, 2004

Lucjan Demidowski, Obrazy iluzoryczne, 2004

Zbigniew Treppa, Pascha, 2003, fotogram




niedziela, 10 kwietnia 2016

Z cyklu archiwalia, Paweł Żak, praca zaliczeniowa z przedmiotu Filozofia sztuki, (Wyższe Studium Fotografii, 1993, Warszawa)

W 1993 roku w ramach prowadzonego przeze mnie przedmiotu  Filozofia sztuki studenci WSF pisali pracę zaliczeniową na temat Carla Gustava Junga. Jedna praca, która zeskanowana jest poniżej bardzo mnie zaskoczyła. Napisał ją Paweł Żak - dziś jeden z najciekawszych polskich artystów na polu sztuki-fotografii. Tak, taki obszar istnieje, choć dziś jest zamazywany, czy wręcz kwestionowany. Paweł w krótkim tekście ujawnił, że potrafi niezwykle wnikliwe "wejść" problematykę archetypu/symbolu. Praca oceniona została na 5-, gdyż miałem i mam wątpliwości co do określenia"gospodarka psychiczna" czy na samym końcu nie zgadzam się z tezą: "W praktyce jednak wydaje się, że teoria Junga nie miała i nie ma znaczącego wpływu na praktykę artystyczną [...]". Dla mnie takim dowodem jest właśnie m.in. twórczość Pawła Żaka.



poniedziałek, 4 kwietnia 2016

Fotografia i nie tylko. "Format" nr 72 (2016)


Oglądając okładkę "Formatu" myślałem, że przedstawiony jest wiecznie żywy Lenin w formule Supermana. Ale prawda jest tym razem inna, gdyż jest to znany wrocławski artysta. Nie ma co się śmiać, neomarksizm odżywa nie tylko w środowiskach uniwersyteckich, także muzealnych i oczywiście artystycznych.

"Format", jeden z najdłużej wydawanych  magazynów o sztuce (od 1990 roku), tym razem zastanawia się nad niełatwą kwestią 70-letniej historii ASP w Polsce. czy był i jest najnowszy akademizm i jakie są jego strategie nauczania w  czasach ponowoczesnych, kiedy zrezygnowano z podstawowych kategorii, w tym oryginalności i tożsamości twórczej, ale nie zawsze. Polecam teksty Grzegorza Dziamskiego oraz na samym końcu pisma Sławomira Marca, który rozpatruje problem w momencie dominacji strategii cwaniactwa marketingowego. Rozczarowuje sprawozdawczy tekst o ASP w Gdańsku Łukasza Guzka, który przypomina komunikat prasowy.

Mamy także kilka omówień marksistowskiego z złożenia biennale w Wenecji oraz jakże krytycznego spojrzenia na Bielską Jesień (artykuł Pawła Jagiełło), które tym samym od kilku lat przeżywa kryzys - bardziej jury, niż samego malarstwa. Oczywiście odpowiedzialność za ten stan rzeczy spada na organizatora imprezy, który ma kłopot w określeniu czym jest malarstwo i jaka jest jego istota (medium).

Polecam tekst Tomka Sobieraja pt. Postapokalipsa w Piotrkowskie, czyli kilka słów o III Biennale Sztuki, którego kolejna edycja ma odbyć się w 2017 roku. Krótki artykuł jest rzadką wnikliwą i krytyczną analizą z podkreśleniem znaczenia kilku prac, m.in. Magdaleny Samborskiej. Ale do tekstu dobrano niestety przypadkowe ilustracje.

Prawdziwym rarytasem są dwa artykuły Mateusza Palki, z którymi całkowicie się zgadzam, a nie często mi się to zdarza. Pierwszy to "Kapitał" Katarzyny Majak, poświęcony bardzo ważnemu projektowi pod nazwą Kolekcja Wrzesińska. Drugi TIFF Festiwal 2015. Polska NOW? 3-13 września 2015, na którym założono że jesteśmy centrum fotograficznym Europy, choć każda perspektywa badawcza w ramach ponowoczesności czy nawet modernizmu, wyklucza takie założenie. Jest ono delikatnie mówiąc śmieszne.

Zachęcam także do przeczytania dwóch swoich tekstów. Jeden z nich to materiał historyczny o wystawie Józefa Brandta w CRP w Orońsku (2015) w kontekście pokazanych tam .min. fotografii. Drugi zaś Kilka uwag o fotografii w szkole filmowej i na ASP w Łodzi dotyczy najważniejszych dla mnie dokonań w kontekście dwóch uczelni. Tekst reprodukowany został pracami: Magdaleny Samborskiej, Tomasza Michałowskiego, Karoliny Jonderko,  Artura Gutowskiego, Krzysztofa Cichosza, Wiktora Polaka i Piotra Zbierskiego.

Oczywiście w obszernym magazynie, jak "Format" są także inne materiały, o różnej jakości krytycznej, poświęcone np. najnowszemu designowi. "Jakie czasy, takie akademie, i taka w nich twórczość". Sztuka zaś, co warto przypominać, "rodzi się" rzadko i najczęściej w bólu.

czwartek, 17 marca 2016

"Tadeusz P. Prociak. Czas kamienia", Muzeum Karkonoskie, Jelenia Góra, wernisaż 16.03.2016

Czy będzie to jedna z najważniejszych wystaw polskich w roku 2016? Odpowiem po 03.04.2016, kiedy obejrzę ekspozycję w Jeleniej Górze i będę o niej dyskutował z autorem w niedzielę 03.04.16 o godz. 11. Oczywiście w muzeum, nie zaś na Skypie. Zapraszam na spotkanie i rozmowę, a z Tadeuszem można poważnie porozmawiać na tematy fotografii. Pokazał swoją pracę stworzoną na przestrzeni kilkunastu lat. Jakie jest przesłanie i znaczenie bardzo nośnego tytułu "czas kamienia"?

plakat

zaproszenie



We wstępie do albumu, w tekście pt. „Czym jest Czas kamienia” Tadeusz Prociak napisał:
Akcję Czas kamienia prowadziłem przez dziesięć lat, rozpoczynając ją w marcu 2003 r. na Górze Mojżesza na Synaju, a kończąc na boliwijskiej Sajamie w październiku 2013 r. W tym czasie przemierzyłem około 500 tysięcy kilometrów na pięciu kontynentach, stając na wielu górskich szczytach: od tanzańskiego Kilimanjaro po argentyńską Aconcaguę, od irańskiego Damavandu po ekwadorskie Cotopaxi. Zakopałem na nich specyficzne „kapsuły przetrwania”. Poza tym trasę wyznaczały także miejsca ważne dla mnie zarówno z przyczyn kulturowych jak i emocjonalnych. Były to m.in.: Bazylika Narodzenia Pańskiego w Betlejem, Ararat, obserwatorium Dżaj Singha w Jaipurze, symboliczny grób Scotta Fischera w okolicy Mount Everest, Meczet Umajjadów w Damaszku, Dharmsala, Coricancha w Cuzco, spalona przez Herostratesa świątynia Artemidy w Efezie, Złota Świątynia w Amritsarze, Góra Nebo i dziesiątki innych, równie istotnych dla mnie w owym czasie, miejsc.

Należę do tej grupy fotografów, których interesują przyszłe losy realizowanych przez siebie zdjęć. Jeśli o trwałość (szczególnie tych obrabianych w odpowiednim reżimie technologicznym) negatywów i srebrowych kopii jestem raczej spokojny – to przyszłość moich fotografii cyfrowych napawa mnie niepokojem. Z drugiej jednak strony często zadaję sobie pytanie: czy tak naprawdę kogoś interesują moje fotografie?! Czy uprawianie fotografii, poza oczywiście wymiarem osobistym, w dzisiejszym dynamicznie zmieniającym się i pozostawiającym niewiele czasu na refleksję świecie, ma jakiś sens? W świecie, w którym podstawą komunikacji stały się obrazy cyfrowe, „zdewaluowane” poprzez ich ogromną liczbę, łatwość rejestracji i powielenia, możliwości manipulacji i ingerencji w ich strukturę oraz problem z określeniem tego, co w przypadku obrazu digitalnego jest oryginałem. Gdzie przebiega granica pomiędzy próbą samorealizacji poprzez świadome uprawianie fotografii, a specyficznie pojmowaną „obrazkową nerwicą natręctw”? Czy i na ile mogę ten stan kontrolować? 

Nie byłoby prawdziwym stwierdzenie, że to jedynie niemożność znalezienia odpowiedzi na te pytania spowodowała, iż 6 sierpnia 2003 roku o świcie stanąłem na szczycie Mont Blanc. Wybór miejsca zdawał się być oczywisty także z innych powodów. Istotnym dla mnie, jako fotografa, był fakt rezygnacji z zabrania na szczyt aparatu fotograficznego. Miałem za to ze sobą mały, plastikowy pojemnik. Pudełeczko nazwane przeze mnie przekornie „kapsułą przetrwania” zawierało trzy niewielkie przedmioty: 
– kartkę z napisaną wiecznym piórem horacjańską sentencją NON OMNIS MORIAR? (postawienie znaku zapytania było dla mnie gestem ontologicznie ważnym),
– czarno-białą rodzinną fotografię z lat mojego dzieciństwa, będącą jednym z pierwszych zdjęć mojego autorstwa,
– mały kamień, który pochodził z miejsca, na którym wybudowałem swój dom.
Kapsułę zakopałem głęboko w śniegu. Czas rozkładu polietylenowej kapsuły to zapewne kilkaset lat – więc trwałością przewyższa ona fotografię, która zdecydowanie szybciej ulegnie zniszczeniu. Pojemnik powoli rozpadając się, uwolni kamień. Kamień, który zarówno z punktu widzenia długości życia człowieka jak i w relacji do tysięcy lat trwania naszej cywilizacji, zdaje się być wieczny. Jednak najszybciej rozpłynie się łacińska sentencja żmudnie wplatana (jako potrzeba? czy raczej jako „mentalna ułuda”?) w naszą świadomość przez wychowanie, tradycję, kulturę, religię. Kilkanaście pozostałych kapsuł, które w następnych latach trafiały na szczyty gór, zawsze zawierały fotografię i kamień, pochodzący z wybranego miejsca, często oddalonego o wiele tysięcy kilometrów.

Czas kamienia był powiązany z fotografią nie tylko przez fakt wykorzystywania tej ostatniej jako ważnego elementu kapsuł. W trakcie akcji „zmagałem się fotograficznie” z kilkoma wiodącymi tematami. Jednym z nich to zjawisko globalizacji, a właściwie niektóre jej aspekty, wywołujące różnego rodzaju estetyczne, moralne, polityczne czy ekonomiczne napięcia, występujące na styku różnych kultur czy cywilizacji. Poza tym w kręgu mojego zainteresowania pozostawały problemy wyobcowania, wykluczenia, samotności i moje ich przeżywanie. Starałem się, aby mortualny aspekt naszej egzystencji znalazł swe wizualne odniesienie w moich fotografiach. 
Mam nadzieję, że mi się to udało...

Wystawa będzie czynna do 17 kwietnia 2016 roku.


wtorek, 15 marca 2016

Poetry of Tomasz Sobieraj in "The Seventh Quarry" (UK, Winter/Spring 2016)

In the British magazine of poetry are some poems of Tomasz Sobieraj - poet, writer and photographer from Łódź. Poems I present below also in Polish language. This is another an international success on stage of literature of Sobieraj in last years. His poems recommend especially House of Literature [Domowi Literatury] in Łodź.

             GRAVE OF KOMENIOS
           
             This is a place of our rest,
             maybe even the end of the whole journey.
             We arrived at the tomb of the poet Komenios,
             on the shores of the Ionian Sea.
           
             A simple tomb, ascetic in its form;
             an oval stone and stone words on it:
             "Here lies Komenios, a defiant poet,
             who made an armour out of his words,
             unbeaten by barbarians".
           
             We looked at the dark blue water,
             like him, before he decided
             to put down his stylus and give himself
             over to more sensual pleasure.
           
             There remained volumes of his poetry in libraries
             and this clay slate with the last poem,
             slightly crossed out,
             about the beauty of the Demetrios' body.
           
             We took off our clothes
             and went towards the troubled water.
             After all, history
             does not have to repeat itself.
           
           
           
             GRÓB KOMENIOSA
           
             To jest miejsce naszego odpoczynku,
             być może nawet koniec całej wędrówki.
             Dotarliśmy do grobu poety Komeniosa
             na brzegu Morza Jońskiego.
           
             Grób prosty, oszczędny w formie,
             owalny kamień i kamienne słowa na nim:
             „Tu leży Komenios, poeta niepokorny ,
             który ze słów uczynił zbroję
             niepokonaną przez barbarzyńców”.
           
             Patrzyliśmy na granatową wodę,
             podobnie jak on, zanim postanowił
             odłożyć rylec i oddać się bardziej
             zmysłowej rozkoszy.
           
             Zostały po nim tomy poezji w bibliotekach
             i ta gliniana tabliczka z ostatnim wierszem,
             nieco pokreślonym,
             o pięknie ciała Demetriosa.
           
             Zdjęliśmy ubrania,
             poszliśmy w stronę niespokojnej wody.
             Historia przecież
             nie musi się powtarzać.
             
             
           
             A PHOTOGRAPH
           
             There are many invisible things
             on a photograph
             taken recently with this old camera
             found in the attic.
             Such as a body scent and taste of lips,
             a rustle of hair on the pillow,
             the heat of the sun outside the window, snorting of horses,
             the sound of the shutter
             or the colour of walls so vague,
             that can only be present in houses in the countryside
             near Orvieto.
             The aroma of tea, the sound of a cup being put away.
             "Jupiter and  Antiope" by Corregio over the bed,
             "Resurrection" by Bellini next to it
             (copies of course, not very good,
             by a local master).
             A drop of wine on the sheet. Thrill and ecstasy.
             Our breaths, thoughts, dampness of the skin.
             Even the sleepy birds' singing,
             and bells of the church in the nearby Prato.
             Only we know what really
             is on this photograph,
             and beyond its edge.
           
           
           
             FOTOGRAFIA
           
             Jest wiele rzeczy niewidocznych
             na fotografii,
             zrobionej niedawno tym starym aparatem
             znalezionym na strychu.
             Chociażby zapach ciała i smak ust,
             szelest włosów na poduszce,
             słońca żar za oknem, parskanie koni,
             trzask migawki
             czy kolor ścian tak niezdecydowany,
             jaki tylko mogą mieć domy na wsi
             pod Orvieto.
             Aromat herbaty, dźwięk odstawianej filiżanki.
             "Sen Antiope" Corregia nad łóżkiem,
             obok "Zmartwychwstanie" Belliniego
             (oczywiście kopie, niezbyt udane,
             miejscowego mistrza).
             Kropla wina na prześcieradle. Napięcie i ekstaza.
             Nasze oddechy, myśli, wilgoć skóry.
             Nawet senny śpiew ptaków,
             i dzwony kościoła w pobliskim Prato.
             
             Tylko my wiemy, co naprawdę
             jest na tej fotografii,
             i poza jej krawędzią.
           
           
           
             FOURTEEN MINUTES
           
             I know, journeys educate,
             even if short, like that one
             to the Chelmno-upon-Ner.
           
             A wide valley,
             white church on the scarp –
             the “Station of undress”,
             Mother of God
             on the painting above the altar
             watching blandly; a small ravine
             separates the temple
             from the place of genocide.
           
             They were cordially welcomed
             in the front of the palace,later
             lounge in the ballroom,
             and a narrow corridor
             to the bath on the lorry.
             The rasp of the closing door.
             Driver chucks a stub,
             starts the engine,
             switches a small lever.
             Fourteen minutes
             of bath in the fumes
             and excrements.
             Fourteen minutes
             of screams and vomits.
             Afterwards peace
             for always
             in the hereabout forest.
           
             In the evening,
             after a hard day’s work
             in Sonderkommando,
             beer, laughter, and snapshot
             to provide a memento.
             Normally,
             just like it is after a chore.
           
           
During II WW in Chelmno-upon-Ner was situated German death camp Kulmhof. Transports of Jews arrived mainly from Litzmannstadt Ghetto (today Lodz); over 200 000 people were murdered in mobile gas chambers –gas vans;  the exhaust fumes were diverted into the sealed rear compartment where the victims were locked in and after fourteen minutes killed by asphyxiation.
           
           
           
           
           
             CZTERNAŚCIE MINUT
           
             Wiem, podróże kształcą,
             nawet bliskie,
             jak ta wycieczka do Chełmna
             nad Nerem.
           
             Szeroka dolina,
             na skarpie biały kościół -
             „Stacja obnażenia”,
             Matka Boska Częstochowska
             na głównym ołtarzu
             spogląda dobrotliwie;
             mały jar ddziela świątynię
             od miejsca zagłady
             dwustu tysięcy.
             
             Witano ich serdecznie
             przed pałacem; później
             szatnia w sali balowej
             i wąski korytarz do łaźni
             na ciężarówce.
             Zgrzyt zamykanych drzwi.
             Kierowca wyrzuca niedopałek papierosa,
             przekręca kluczyk,
             przestawia małą dźwignię.
             Czternaście minut
             kąpieli w spalinach
             i odchodach.
             Czternaście minut
             krzyków i torsji.
             A potem spokój,
             już na zawsze,
             w pobliskim lesie.
             
             Wieczorem,
             po ciężkim dniu pracy
             w Sonderkommando,
             piwo, śmiech i wspólna fotografia
             na pamiątkę.
             Normalnie,
             jak to
             po robocie.


Podczas II Wojny Światowej w Chełmnie nad Nerem znajdował się niemiecki obóz zagłady Kulmhof. Transporty Żydów przybywały głównie z Łódzkiego Getta. Zamordowano tam ponad 200 tys. ludzi w ciężarówkach – komorach gazowych; spaliny kierowano do uszczelnionego wnętrza pojazdu, w którym mieściło się w zależności od modelu od 50 do 150 osób; śmierć następowała średnio po czternastu minutach.
           
           
           
             A STONE
           
             I picked up a stone,
             so ordinary, grey-and-white;
             there’s many of them
             in the neighbourhood.
           
             The stone was so common,
             so imperfect,
             that I just dropped it
             carelessly.
           
             It tumbled onto another stone,
             equally imperfect,
             in despair,
             on its last legs,
             halved.
           
             And showed inside
             a perfect shape
             of ammonite.
           
             Anyway, I unlocked the secret
             hidden in the common form
             of a stone.
           
           
           
             KAMIEŃ
           
             Wziąłem do ręki kamień,
             taki zwykły, szarobiały,
             jakich pełno w tej okolicy.
             
             Był tak zwyczajny
             i niedoskonały,
             że nie mógł mnie niczym zadziwić.
             Wypuściłem go z ręki
             niedbale.
             
             Upadł na inny kamień,
             równie niedoskonały.
             Z rozpaczy,
             ostatkiem woli,
             podzielił się na pół.
           
             Ukazał w sobie
             formę doskonałą
             Amonita.
           
             I tak wyrwałem tajemnicę
             skrytą w banalnej formie
             kamienia.




Wiersze Tomasza Marka Sobieraja ze zbiorów "Gra" (2008), "Wojna Kwiatów" (2009) i z przygotowywanego "Dwoje na wzgórzu".

Przeł. Stanley H. Barkan
           

poniedziałek, 7 marca 2016

Krzysztof Szymoniak, Bez przysłony. 13 lat "Kwartalnika Fotografia", Gniezno, wyd. Gaudentinum, 2016

I. Historia. Rekonstrukcja

Jestem pełen podziwu dla nowej książki Krzysztofa Szymoniaka, gdyż historię "Kwartalnika Fotografia" starał się przybliżyć i pokazać z możliwe jak "najbliższej perspektywy", wnikając w jego historię, kiedy żyją prawie wszyscy uczestnicy tych wydarzeń z lat 2000-2012. Oczywiście poza Erykiem Zjeżdżałką.  Mamy więc na początku rys historyczny pomiędzy dawnymi (od lat 40. do 90.) a nowymi czasami. Potem cytowany jest Pamiętnik wydawcy i redaktora, pisany od 2003 roku przez Waldemara Śliwczyńskiego. W rezultacie otrzymaliśmy "obiektywną" (na ile jest to możliwe!) historię ważnego magazynu poprzez trzy okresy, jakie stworzyli jego kolejni redaktorzy naczelni: Zbigniew Tomaszczuk, Eryk Zjeżdżałka i Waldemar Śliwczyński. Polecam roz. XI. Polemiki, dyskusje, spory, ponieważ świadczą one o "żywotności" pisma i jego oddziaływaniu na innych. Ciekawy był dla mnie także roz. XIII. "Kwartalnik Fotografia" policzony, bo można na podstawie wyliczeń autora ogarnąć "wszystko" od strony statystycznej i socjologicznej, włącznie z reklamami. Jest też "wyważone" XIV. Podsumowanie. A nie jest to łatwe, gdyż ilu autorów, tyle interpretacji.

II. Rozmowy. Wypowiedzi. Wspomnienia

Niektóre rozmowy są długie, ale taka jest "natura" niektórych dyskusji (W. Śliwczyński, Bogdan Konopka, ja). Inne krótkie, jakby rozmówcy bali się ujawnić swoich refleksji (np. Katarzyna Majak). Inni nadesłali wypowiedzi (Elżbieta Łubowicz). Dla mnie najciekawsze chyba były rozmowy z: Bogdanem Konopką i z aneksu z Andrzejem Lechem. Częściowo także interesujące są:  Macieja Szymanowicza, Witolda Kanickiego, choć w wielu innych rozmowach także ważne zwarte są sugestie, czy interpretacje; jak ta Adama Mazura, który na temat znaczenia "KF" stwierdził: "Potem przez dwanaście lat jesteśmy świadkami odradzania się dyskursu fotograficznego na wysokim poziomie , a teraz, od trzech już lat, znowu mamy próżnię, co do której nie wiadomo, jak długo będzie trwała" (s. 268). Wracając do wypowiedzi A. Lecha nie zgadam się z jego opiniami o Konopce (s. 310), że np. "pomagał też [B. Konopka - przypis K.J.] swojej karierze". Ale wypowiedzi Andrzeja są też momentami bardzo trafne, np. na temat ostatniego numeru o Afganistanie, jego okładki, czy chaosu ostatnich numerów. Zwrócił on uwagę, podobnie jak ja, na teksty młodego autora (pominę nazwisko), który pisał nie wiadomo o czym. Np. tytuł tekstu to RGB, fale kolorów, mix... Ale jego artykuły cenił W. Śliwczyński, w przeciwieństwie, jak sądzę,  do Konopki.




W wielu wypowiedziach, powtarza się zagadnienie, jaką rolę spełnił "KF" i czy był ważnym pismem na polskiej scenie fotograficznej? Pojawia się też wielokrotnie wątek, dlaczego miał tak mało prenumeratorów i czytelników, którzy systematycznie kupowali pismo. Padają różne analizy i wypowiedzi. Dla mnie, o czym mówiłem w rozmowie z K. Szymoniakiem "KF" był ważnym pismem, a za czasów Eryka, i "wczesnego "Waldka Śliwczyńskiego o znaczeniu europejskim, co akcentowali w swych wypowiedziach także: Witold Kanicki, Bogdan Konopka i Zbyszek Tomaszczuk, w przeciwieństwie do krytycznego w tej opinii Andrzeja Lecha. (Oczywiście w czasie naszej rozmowy z Krzysztofem nie znalem innych wywiadów).

Jest to bardzo potrzebna i zarazem ciekawa lektura. Polecam! Można ją bezpłatnie pobrać w formie e-booka ze strony http://pinholeandphotodocument.blogspot.com/2016/02/udostepniamy-ksiazke-o-kwartalniku.html lub w formie papierowej kupić u autora (krzysztof.b.szymoniak@gmail.com).